Nie do końca się zgadzam, bo przy mniejszym zapotrzebowaniu zmniejsza się też znacznie liczba godzin, a co za tym idzie - koszty wynajęcia sali.
Nie takie to proste - jest jeszcze kwestia wypełnienia sali - liczba osób w grupie. Wiele szkół kung-fu, czy wushu to max kilkanaście osób, czasem tylko kilka osób. Nawet jeśli nieco więcej, to na różnym poziomie zaawansowaania, które powinny ćwiczyć w odrębnych grupach, żeby ich nauka i trening były efektywne, ale nie da się podzielić, bo za malo osób w grupie, albo trzeba podnieść opłaty.
Np. w moim klubie MT trenowało nawet do 200 osób, ale mieliśmy wynajętą salę praktycznie na cały dzień, 5 dni w tygodniu.
Wynajęcie sali do treningów np. 2 razy w tyg. po 1,5 godz. to nie są jakieś kosmiczne pieniądze, nawet w dużych miastach.
W Warszawie minimalne koszty typowej sali za godzinę w godzinach wieczornych, przy wynajmie na małą liczbę godzin, to 50-60 zł . Czyli 2x1,5godz w tygodniu, 12 godzin miesięcznie, to 600 do 720 zł. Tylko, że trudno prowadzić jednemu instruktorowi zajęcia dla wszystkich grup zaawansowania równocześnie. A przy kilkunastu ćwiczących łącznie trudno dzielić ich na grupy i płacić wielokrotność w.w. kwot.
Natomiast przy wynajmowaniu sali na dużą liczbę godzin, zwłaszcza gdy wchodzą w grę godziny poza wieczornym szczytem, ceny stają się niższe. Np. gdy swego czasu przez tydzień, na intensywne szkolenie wynajmowałem salę na 6 godzin dziennie, właśnie przed godzinami, gdy sala była oblężona, to od ręki dostałem 50% zniżki, i zapowiedź, że gdybym wynajmował na tyle godzin na stałe, to płaciłbym 30% normalnych stawek.
Więc to zupełnie inny układ - relacja jak hurtownia i sklepik.
Jeśli Twój produkt "nie jest w cenie" to obniż jego cenę.
Podkreślam raz jeszcze: TWÓJ PRODUKT NIE JEST CHODLIWY, TO OBNIŻ JEGO CENĘ.
To nie takie proste. Samo obniżenie ceny nie powoduje zwiększenia popytu. Weźmy dla przykładu koncert muzyki poważnej i koncert popowy. Czy niska cena na ten pierwszy sprawia, że zwiększa się liczba zainteresowanych? Nie ma takich cudów. Po prostu mniej ludzi to pociąga. Więc albo bilety muszą być drogie, albo ktoś to musi dotować i sponsorować.
Sądzę, że w większości przypadków chodzi jednak o coś innego: mój proszek do prania się nie sprzedaje, więc podwyższę jego cenę oraz zainwestuję w reklamę i PR by wmówić komu się da, że jest najdroższy bo jest najlepszy
Takie przypadki są dużą rzadkością. W całej Polsce może z dwie-trzy organizacje/szkoły kung-fu tak działają. Leung Tingowski Wing Tsun i krakowski
Choy Lee Fut. W Warszawie tak działał Red Tiger - a właściwie to było jeszcze gorzej, bo toto koło kung-fu nawet nie stało, a robili propagandę, że są najlepszą szkołą - czysta ściema plus inwestycja w marketing.
Ale to wyjątki, a nie reguła.
Są nawet szkoły kung-fu, które oferują naukę za darmo - seminaria, noclegi na sali - zero kosztów. Ale wcale tłumy tam nie walą.
zastanawiam się tylko podobnie jak Searme: " nie stać ich na salę raz w tygodniu a na wielkie, kolorowe plakaty w całym mieście już mają kasę ?"
Ale to dwie różne sprawy. Mówimy o kung-fu ogólnie, czy o organizacji Wing Tsun? Ja mówię o ogólnej sytuacji kung-fu, a nie o wyjątkach typu Wing Tsun, które przez inne szkoły kung-fu są oceniane raczej tak samo jak przez ogół.
Np mnie, człowieka o zupełnie przeciętnych możliwościach finansowych, nie stać byłoby na kung fu, nawet gdybym chciał na nie chodzić. Pytam więc, czy nie lepiej otworzyć się również na takich właśnie przeciętniaków obniżając cenę traningów kosztem np jakości i ilości plakatów?
Przede wszystkim jeszcze raz proponowałbym uściślenie tematu - mówimy o biznesie typu Wing Tsun, czy o kung-fu w ogóle. Moje wyjaśnienia nie dotyczą Wing Tsun, bo to w ogóle nie moja broszka. A w środowisku kung-fu, a nawet innych odmian tego stylu (Wing Chun, Ving Tsun) ich biznes też spotyka się z krytyką.
Koszty nauki w większości szkół kung-fu nie są tak horrendalne. Opłaty są jednak faktycznie nieco wyższe niż w przypadku wielu innych sztuk walki i z doświadczenia własnego oraz zananych mi szkół kung-fu wyjaśniłem czym to jest spowodowane. Jeśli chcecie powoływać się na przykład Wing Tsunu, czy innych konkretnych szkól z "rozwiniętym marketingiem", to mówcie konkretnie o nich, a nie o kung-fu ogólnie.