Dzięki za info w sprawie płatków, nofatuk. Jeszcze w temacie śniadaniowym, ale trochę odejdę dalej, w kierunku spraw białkowych. Ostatnio zaczałem czytać nt. diet. Choć sam raczej "profesjonalnej" diety nie planuję, to postanowiłem przyjrzeć się temu ile czego dziennie jem. Wziałem losowe posiłki (przedczoraj) i okazało się, że strasznie mało białka jadłem. Uznałem, że 1,5 g/kg masy ciała jest normą dla zwykłego śmiertelnika - ja zaspokajałem to zapotrzebowanie w jakieś połowie. Wbiło mnie w fotel z wrażenia.
Powoli zbieram się do ułożenia diety (nie na masę, nie na zrzucenie, raczej dietę porządkującą mój sposób odrzywiania, który poza ww. przypadkiem wydawał się dość sensowny). Dzisiaj m.in. postanowiłem zwiększyć liczbę posiłków zmniejszając ilość jadła. Na drugie śniadanie miałem kombinację tuńczyk+biały ser (ogólnie jadałem takie "pasty" wcześniej, więc smak OK) i generalnie wszystko fajnie wygląda w dzisiejszych posiłkach pod względem danych. Od strony praktycznej, mam taka obserwację: drugie śniadanie leży mi na żołądku :P Miałem 120 g tuńczyka, 50 g sera i do teraz czuje; ponadto, do teraz się nie wyprózniałem (sorry za detale;))...
Kilka możliwości pewnie jest:
- za mały odstęp między posiłkami (jak dotąd jadałem dwa posiłki dziennie + podwieczorek, kolacji nie jadam),
- mój organizm bardzo wolno trawi (brak kolacji mam ze względu na trening /początki karate/ - komfort czuje, jeżeli zjem ok 3-4h
przed treningiem, podwieczorek - jeżeli jest malutki - może być 1h przed)
- mój organizm, który dostawał za mało białka, lub dostawał je nieregularnie (sprawdzałem wczorajszy dzień pod względem jedzenia i było w miarę ok) nie potrafi go szybko rozłożyć,
- białko (lub białko z nabiału i tuńczyka;) ) trudno się trawi,
- zwyczajnie w świecie nażarłem się tym serem (50g) i tuńczykiem (120g)