Feitosa jest dobrym fighterem. Nogi rzeczywiście ma niezłe, zwłaszcza gdy mowach o wysokich kopnięciach. Są nieortodoksyjne i w tym leży ich siła. Jednakże nie da się ukryć, że w K-1 jest paru fighterów, którzy z dolnych kończyn potrafią zrobić o wiele większy użytek, bardziej destrukcyjny.
Jednym z tych fighterów jest zresztą Hoost, o którym ktoś tutaj napisał, że z Feitosą nie ma szans, wykazując się elegancko swoją ignorancją. Tak, jak mówi Marian - kopnięcia Feitosy podniecają laików, tak samo piruety Karaeva. Ale jak ktoś się bardziej orientuje to bardziej niż te ich wyczyny będzie podziwiał kombinacje zakończone low-kickiem Hoosta. To jest dopiero kunszt! Ernesto był w dość słabej formie z Nishijimą. Ale robił konsekwentnie swoje, to jest obijał wykroczną nogę Japończyka. I choć tamten ciemny przecież nie jest i doskonale na pewno zna możliwości Hoosta i jego taktykę, to i tak nie był w stanie nic przeciw temu zaradzić. Wiedział, co będzie robił Hoost, a jednak przegrał przed czasem. To jest dopiero maestria! Wspaniałe wyczucie, dyscyplina taktyczna, konsekwencja. To powinno się podziwiać!
Hoost jest w kiepskiej formie (jak na niego), ale trzeba być abnegatem, by twierdzić, że jego los w turnieju jest przesądzony. To jest wielki zawodnik, bez wątpienia jeden z 5 najwybitniejszych mistrzów w historii swojej dyscypliny. Wybitny fighter. A nie ma on 60 lat, że się słania na nogach i ledwie wyprowadza ciosy. Owszem, jest dużo wolniejszy, mniej zwrotny niż kiedyś. Nie dysponuje tym refleksem, co kiedyś. Mógłby ktoś mu zarzucić, że jest przewidywalny...ale ten zarzut, jak sądzę, już został w wystarczającym stopniu zbity. A jednak mimo tych - związanych z wiekiem - niedociągnięć, wciąż jest w stanie pokonać każdego na świecie. Dlatego na pewno nie stoi on na straconej pozycji. Być może rzeczywiście przegra w pierwszej walce, ale na pewno tanio skóry nie odda i nie będzie workiem do bicia. Nadal stać go na wiele i choć osobiście nie uważam go w żadnym razie za jednego z faworytów turnieju, to nie zgadzam się na takie jego lekceważenie, jakiego dopuszczają się tu co po niektórzy.
Wracając do Feitosy, to solidny fighter. Nie uważam, by dostał się do GP przypadkiem, choć rzeczywiście Slowinski nie był najtrudniejszym możliwym przeciwnikiem. Nie wierzę, że jest w stanie wygrać turniej, ani nawet zajść do finału (rok temu sprzyjały mu wyjątkowe okoliczności). Walka z Karaevem powinna być ciężka i wyrównana. Stanie naprzeciw siebie młodość i żywiołowość oraz doświadczenie i wyrafinowanie. Nie mam pojęcia kto wygra tę konfrontację i może faktycznie walka będzie krótka...ale na pewno nie można w tej chwili wyrokować, że któryś z nich na pewno wygra. Podobnie zresztą na temat ewentualnej walki Brazylijczyka z Bonjaskym (jednakże w tym przypadku jednak ten drugi byłby dość wyraźnym faworytem).
To jest sport, z natury swej rzecz nieprzewidywalna. A już tym bardziej na tym poziomie - nie zapominajmy, że jest to finał K-1 Grand Prix i walczy tu rokrocznie 8 z powiedzmy 12 najlepszych fighterów świata. W chwili obecnej nie ma nikogo, kto zdecydowanie górowałby nad resztą. Stawka jest wyrównana. Dlatego polecam powstrzymywanie się od buńczucznych, kategorycznych sądów typu "X na pewno rozniesie w pył Y-a", bo to śmieszne. Dyskutujmy, ale nie rzucajmy słów na wiatr i przede wszystkim - jeśli ktoś chce coś powiedzieć sensownego to niezbędna jest, choćby szczątkowa, argumentacja. Bez tego robi się jarmark i bezsensowne przekrzykiwanie się. A to nie bazar tylko forum dyskusyjne przecież.
Tyle chciałem powiedzieć. Wybaczcie przydługą może tyradę, ale nie chciałem pozostawić niejasności...i mam nadzieję, że nie pozostawiłem
