Cześć :)
No rzeczywiście, 25 kg w 2 miesiące... Ale ja tam swoje...
Na początku dzięki za (p)odpowiedzi :). Naprawdę takie coś dużo daje, zwłaszcza dla takiego korasa jak ja ;). Na razie sprecyzuję bardziej jakie ja tam mam ćwiczenia... W sumie wiem teraz, że one i tak są pewnie okropnie dobrane, ale i tak się staram... W poniedziałek mam na nogi ćwiczenia, nawet nie wiem, czy je można nazwać siłowymi... Do siłowni obecnie nie chodzę, bo w tym czasie (wakacje za pasem), to tam ledwo co można się na cokolwiek załapać, no więc ćwiczę w domu... na łydki ćwiczę te ćwiczenia opisane w cyklicznym by Michail, na uda przysiady w tempie nagranym na płytce, nie wiem, ile ich jest, ale myślę, że w sam raz jak dla mnie, bo po skończeniu serii czuję właśnie zmęczenie mięśni (?), ale nie jestem jakaś zupełnie wyczerpana, do tego na płycie są nagrane „odciąganie nogi w bok” , a po tej serii przysiady połączone z tym drugim. Na wewnętrzną stronę ud leżenie na boku, jedna noga pod kątem prostym zgięta i wysunięta do przodu, a druga unoszenie- po 100 na każdą nogę. Co do brzuszków to pierwsze 12 minut znowu są nagrane różne serie na tej płycie: brzuszki zwykłe- przy ugiętych kolanach leżąc unoszenie tułowia, później skośne, później unoszenie nóg do pionu, a po tych 12 minutach sama robię--- 2 serie po 25 zwykłe, 4 serie po 25 skośne, potem znowu 2x25 zwykłe i 4x25 skośne. Kiedyś robiłam mniej (sama płyta + ew. kilka brzuszków żeby 15 min było), ale teraz ćwiczę te brzuszki na powtórzenia a nie na czas. Na ręce i klatkę mam pompki---znowu w tempie z płyty, i z tymi 2 kg ciężarkami robię ćwiczenia znowu z cyklicznego opisanego na forum. Grzbiet z ekspanderem. Robię też inne różne ćwiczenia, ale chyba to muszę bardziej gimnastyką nazywać a nie siłowymi... Evangelion, masz rację, rowerek wydłużyłam do 45 minut (akurat tyle, ile trwa „M jak miłość ;) )
A teraz dieta...
Siedziałam dziś z kalkulatorem i książką Kwaśniewskiego pod bokiem (bo tam są tabele) bite 1,5 godziny, ale... w końcu udało mi się coś ułożyć, ale jeszcze na razie tego mojego jadłospisu nie będę wystawiać na światło dzienne, żeby sobie wiochy nie robić, najpierw jeszcze poczytam ten dział odżywianie, bo ciężko jest mi cokolwiek wymyślać.
Strasznie ciężko tylko jest mi znaleźć w ciągu dnia tyle białka. Powinno być go 120g, ale mi już trudno znaleźć choćby 100. A to
sproszkowane białko jest zdrowe? No bo jakby to było dobre, to chyba bym nawet to kupiła i sobie pod wieczór pożerała... No bo ostatnio do szkoły przyniosłam kabanosy, a teraz ten chleb z rybą...Strasznie to jest niewygodne :). Bo na kabanosy się wszyscy rzucili i mi pożarli :) ... Chociaż i tak daję sobie radę jako tako :) Ale tak do rzeczy: Czy taki jadłospis może być mniej więcej?
Z rodzinką to jest kiepsko... Jak jestem na wsi u mojego ojca i jego żony w weekendy, to oni zawsze mi pod nos podtykają same słodycze i moje siostry tak samo.. (ale ja nie jem!!). A moja 4-letnia siostra ciągle powtarza formułkę „Oj Malina, Malina, taka duża dziewczyna...” I jak tu się nie podłamać? U mnie w domu moja mama każe mi zawsze „jeść normalnie”, z nią mi jest naprawdę ciężko... Ale nie jest tak źle, mama kontroluje mnie tylko przy obiadach, ale ostatnio proszę ją, żeby mi robiła chude mięso (kurczak, ryba, schab). A ziemniaków po cichu sobie nie nakładam :). A jeszcze gorzej mam dlatego, bo ona jest na tym Kwaśniewskim. No ale niech sobie jest, może to nawet dobrze, bo przynajmniej mam dużo białka w lodówce :). A, no i mamuśka pozwala mi kupować mleko z nie mniej niż 1,5 % tłuszczu, ale na 0,5 % postaram się ją namówić :). Dobra będę kończyć już, bo nikomu nie będzie chciało się tyle czytać :) Następnym razem napiszę ładnie i zwięźle i na temat, tak jak to Evangelion robi :).