Święte słowa, dla takich żuli lowkicki i nagłe, ostre podcięcia to szok. Nieraz byłem też w takiej sytuacji, że taki po dobrym ciosie kulił sie i zakrywał twarz rękami, a bok szyi i kark zostawiał odsłoniete. Trzeba czegoś więcej?
A poza tym trzeba sobie uświadomić, że to nie wstyd miec siniaki na twarzy po walce na ulicy,zalicza sie je do kosztów własnych. To jest też motywacja do
treningów, bo jak raz dostałem od dwóch pakerów, to złapałem taką, że prosze siadać. Ważne jest więc nastawienie psychiczne, nie wolno się bać ciosu. To nie przychodzi samo, walkę trzeba mieć praktykowaną od lat i niestety nieraz dostać. "Za pierwszym razem to nie było takie proste...", była kiedys taka piosenka, bodajże Dezertera. Drugi raz jest jeszcze gorszy, ale potem jest coraz lepiej. Kto sie boi dostać w szczenę, to zawsze bedzie dostawał.
Teraz kwestia treningów. Osobiście po 2-3 godzinnym treningu dostaję takiego powera, czuję sie tak lekko, jak nigdy. Ktosik chce zaczepić? Nie zdarzyło sie jeszcze, ale no problem. Po treningu rozszadza mnie euforia i energia, mógłbym walczyć z całym światem.
I jeszcze druga sprawa. Dalekowschodnie SW postulują (tak jest przynajmniej u mnie) używanie brutalnej przemocy tylko w ostatecznści, gdy nie da sie już jej uniknąć, słowem, trzeba oszczędzać przeciwnika. A na ulicy własnie bez brutalności i agresji ani rusz. Nie chodzi o to, aby szukac zwady, ale umieć w razie czego momentalnie wywołać w sobie bez przesady poziom agresji graniczący z żądzą krwi. Skoncentrować się na pragnieniu zniszczenia przeciwnika. Tylko tak można wygrać.
Jeśli spotkasz tygrysa, to nie powiesz mu: porozmawiajmy spokojnie, bo on i tak nie bedzie słuchał. Musisz sprawic mu taki ból, aby nie mógł juz atakować. Bez wględu na to, czy walczysz z tygrysem, czy chcesz schwytać chomika, mozesz być pewien, że użyje on całej swej siły na pokonanie ciebie i bezwzględnie wykorzysta każdą twoją chwile słabości. I musisz być taki sam. "Chon" - znaczy zniszczyć, pozbawić przeciwnika fizycznej możliwości prowadzenia walki, jak powiedział pewien mądry mistrz wu-shu.
Czytałem gdzieś na forum, że Oayama był tak dobry w walce, bo jego styl jest wysoce agresywny. Nie orientuję sie niestety czy tak jest w istocie, ale wcale bym sie nie zdziwił, gdyby tak było.