wlasnie wrocilem z obozu Kyokushin i to co piszecie nijak sie nie sprawdza w tym przypadku
Oboz byl taki jaki wg mnie byc powinien - tzn ciezki i zmuszajacy do pracy na granicy mozliwosci a nawet je przekraczajac.
Od samego poczatku byly codziennie 4
treningi trwajace przewaznie po dwie godziny. Bywaly treningi lzejsze ale nalezaly raczej do rzadkosci natomiast zdarzalo sie co jakis czas ze ludzie mdleli w czasie treningu. Dwa treningi ktorych na pewno nie zapomne to trening kata na boisku, ktorego nie przerwal nam nawet grad wielkosci paznokcia i nocny trening zakonczony wykonywaniem technik w morzu.
Do tego dyscyplina jak w wojsku - 5 minut przed kazdym terminem (posilek trening, cokolwiek) zbiorka w szeregach grupami i nie ma ze boli - chorzy i ranni (a bylo ich calkiem sporo) maja byc na kazdej zbiorce. Po pierwszym dniu przestalem rozrozniac dni tygodnia a po trzecim nie kojarzylem juz czy posilek na ktory ide to sniadanie czy obiad.
Co prawda znalezli sie i tacy ktorzy zadzwonili po rodzicow zeby zabrali ich do domu ale ci ktorzy wytrzymali do konca maja na pewno taka satysfakcje jak ja.
Slyszalem rozne opowiesci o obozach ale to co było na moim zaskoczylo mnie jedynie w pozytywnym tego slowa znaczeniu a negatywy o których czasem slyszalem nie wystepowaly. Zadnego chlania, cpania ani nawet palenia nie bylo.
==============================================
Nie ma tego zlego ... czego bym nie zrobil