Sami, w kwestii dziarania już wyjaśniam. Im dalej szedłem z tatuowaniem, miałem mniejszą
odporność na ból. Robiąc rękawy w okolicach pach, rzeczywiście piekło cholernie. Sama pacha była robiona jako jeden z ostatnich tworów i tu się przyznaję, że brałem znieczulenie. Poniżej opis:
"Calość zajęła trochę ponad 4h dłubania.
Na początek 20 min przeorania, "kontur". Tragedia, boli jak ch... Od pierwszej minuty.
Potem posmarowanie znieczulaczem, 10 min przerwy i 1,5h dlubania. Igiel nie czuć w ogóle. Przez pierwszą godz totalnie zero, nastepne 30min to igieł dalej nic, naciąganie skóry to tragedia, przemywanie także.
Drugie przeoranie miejsca czystego (najpierw trzeba "napocząć" skòrę, aby znieczulacz zadziałał), łzy, znieczulacz, 10 min przerwy i kolejne 2 godziny dłubania. Pierwsza godzina nie czuc igieł, naciąganie i przemywanie dalej tragedia, druga godzina naciaganie, przemywanie jakby papierem sciernym, dlubanie zaczelo bolec przez ostatnie 40 min. Tutaj już miałem serdecznie dosyć. Szczegolnie bialym kolorem i detale. Sesja ogòlnie bardzo męcząca. Spięty byłem caly czas. Wypociłem z 1 litr. Bez znieczulacza wytrzymalbym maks do godziny i to w klimacie jakby przypalany jak Janosik ;).
Reasumując, zniczulacz sprawdził się odpowiednio. Miejsce wybrałem bardzo czułe, dlatego jestem w sumie zadowolony. Podejżewam, że smarując np ramię, można jechać spokojnie 6-8 h dłubania bez żadnego katowania. Niestety nie wiem czy tyle można smarować, bo skòra może się troche "zmienić" i gorzej tusz sie wbije, nie dopytałem, nie miałem siły.
Żel działa najlepiej do maks 1,5h."
Pozdrawiam