A propos zarabiania na karate i innych sztukach walki. Są ludzie,którzy rzeczywiście traktują sportyv walki jako żyłę złota - rozmaite obozy,seminaria, na które można się wybrać jedynie pod warunkiem wpłaty kilkuset złotych na konto organizatora, są tego oczywistym przykładem. A składki za treningi? Niejednokrotnie słyszy się o niebagatelnych kwotach. Gdyby podliczyć wszelakie, realne koszty - począwszy od wynajmu sali, skończywszy na koszcie jej wyposażenia w sprzęt - okazałoby się, że instruktorzy zarabiają krocia. Nasuwa mi się mnóstwo przykładów: bardzo modne stało się w ostatnim czasie bjj - cena za miesiąc
treningów dochodzi do 150 zł! Przęciętnego zjadacza chleba nie stać na taki wydatek(może po wejściu do UE

Nawet kungfu, które ostatnio straciło na popularności - to wydatek rzędu 100 zł. Wybór należy do nas...
Od dwóch lat trenuję kyokushin i tu niespodzianka: płacę 24 zł. za miesiąc, a w zamian dostaję 7 wyczerpujących treningów w tygodniu, do wyboru!Okazuje się,że można prowadzić zajęcia po atrakcyjnej cenie, bez "ździerstwa".
Kwestia komercjalizacji sztuk walki to bardzo szerokie zagadnienie. Pieniądz kusi i jak mawiali starożytni - "pecunia non olet"(pieniądz nie śmierdzi).
Skończyłbym,ale Tezi mnie pogania.
Do napisania!
Pozdrawiam wszystkich!
Errare humanum est