Witam po półrocznej przerwie.
Postanowiłem, że podzielę się z Wami kilkoma spostrzeżeniami i chętnie poznam Wasze zdanie na temat treningu podciągania.
Miałem około pół roku przerwy od ćwiczeń. Powrót do formy zajął mi mniej więcej dwa miesiące i w tym czasie wróciłem do poziomu 11 podciągnięć nachwytem. Tym razem korzystałem z trochę innego podejścia do treningu niż wcześniej.
Największą zmianą było to, że prawie całkowicie zrezygnowałem z trenowania do upadku. Większość serii kończyłem z zapasem 1–2 powtórzeń. Trening wyglądał mniej więcej tak, że podciągałem się 3 razy w tygodniu, w różnych zakresach: jeden dzień bardziej objętościowy, drugi bardziej siłowy. Trzeci dzień treningowy był u mnie lżejszy i bardziej techniczny. Robiłem mniejszą objętość, krótsze serie i zostawiałem duży zapas powtórzeń. Zauważyłem, że taki trening daje kilka korzyści: poprawia technikę, utrzymuje świeżość przed kolejnym cięższym treningiem. Oprócz samych podciągnięć dorzuciłem też kilka ćwiczeń pomocniczych: izometrię na drążku, podciąganie australijskie, wiosłowanie hantlą.
Zauważyłem kilka rzeczy: dużo lepsza regeneracja między treningami, brak bólu łokci i przedramion, lepszy progres z tygodnia na tydzień.
Wcześniej często robiłem serie do maksymalnego zmęczenia i miałem wrażenie, że szybciej łapałem stagnację.
Jestem ciekaw Waszych doświadczeń:
czy trenujecie podciąganie do upadku czy raczej zostawiacie zapas?
jak często w tygodniu robicie podciąganie? Mam wrażenie, że właśnie taki trening, pomógł mi wrócić do formy szybciej niż wcześniej, kiedy większość serii robiłem bardzo ciężko albo do upadku.
Postanowiłem, że podzielę się z Wami kilkoma spostrzeżeniami i chętnie poznam Wasze zdanie na temat treningu podciągania.
Miałem około pół roku przerwy od ćwiczeń. Powrót do formy zajął mi mniej więcej dwa miesiące i w tym czasie wróciłem do poziomu 11 podciągnięć nachwytem. Tym razem korzystałem z trochę innego podejścia do treningu niż wcześniej.
Największą zmianą było to, że prawie całkowicie zrezygnowałem z trenowania do upadku. Większość serii kończyłem z zapasem 1–2 powtórzeń. Trening wyglądał mniej więcej tak, że podciągałem się 3 razy w tygodniu, w różnych zakresach: jeden dzień bardziej objętościowy, drugi bardziej siłowy. Trzeci dzień treningowy był u mnie lżejszy i bardziej techniczny. Robiłem mniejszą objętość, krótsze serie i zostawiałem duży zapas powtórzeń. Zauważyłem, że taki trening daje kilka korzyści: poprawia technikę, utrzymuje świeżość przed kolejnym cięższym treningiem. Oprócz samych podciągnięć dorzuciłem też kilka ćwiczeń pomocniczych: izometrię na drążku, podciąganie australijskie, wiosłowanie hantlą.
Zauważyłem kilka rzeczy: dużo lepsza regeneracja między treningami, brak bólu łokci i przedramion, lepszy progres z tygodnia na tydzień.
Wcześniej często robiłem serie do maksymalnego zmęczenia i miałem wrażenie, że szybciej łapałem stagnację.
Jestem ciekaw Waszych doświadczeń:
czy trenujecie podciąganie do upadku czy raczej zostawiacie zapas?
jak często w tygodniu robicie podciąganie? Mam wrażenie, że właśnie taki trening, pomógł mi wrócić do formy szybciej niż wcześniej, kiedy większość serii robiłem bardzo ciężko albo do upadku.
Krzysztof Piekarz