) sztanga na duży palec u stopy. W sumie nie bolało, poczułem tylko takie mrowienie i zdrętwienie. Po zdjęciu buta okazało się, że cały paznokieć jest siny i z trzech stron leci (tak jakby spod niego) krew, dość obficie. Owinąłem palca plastrami i jakoś dokuśtykałem do domu. Potem sączył się spod tego paznokcia płyn jeszcze przez ~2 godziny. Teraz już nic nie leci, tylko boli przy chodzeniu (no i *****sko boli jak się coś dotknie czubkiem palca), a paznokieć wygląda tak jakby się trochę cofnął i podważył (ale trzyma się mocno). No i oprócz tego na całej powierzchni zrobił się białawy (tak jak te końcówki, które się obcina) ale widać, że pod spodem jest siny (nie fioletowy!).
Miał ktoś taki przypadek?
Znając życie, jak pójdę do chirurga, to od razu będzie chciał jedynie ścinać i usuwać ten paznokieć. Problem w tym, że kiedyś, jak byłem młodszy, miałem już usuwany ten sam paznokieć (z powodu wrastania) i odrósł trochę zniekształcony, a zanim zaczął przypominać ten u drugiej stopy to minęło parę długich lat. Nie chciałbym też dorobić się tak jak kuzyn, któremu z powodu uszkodzenia macierzy odrosło tylko jakieś gówienko jak 1/3 normalnego paznokcia. Poza tym, po takim wycięciu, odrośnięcie paznokcia zajmuje kilka miesięcy, a na dodatek jest miękki i słaby, co też nie napełnia mnie optymizmem...
Dać sobie go usunąć, czy poczekać, może to jakoś samo przejdzie - zacznie wyrastać nowy a ten obecny sam z czasem odpadnie? Tylko, żebym zostawiając to w takim stanie jak jest, nie dorobił się jakichś komplikacji
Najbardziej mnie w****ia (i smuci), że przez taką beznadziejną kontuzję będę się musiał pożegnać z matą na pewien czas...
No i ciekawe, w którym z tych przypadków prędzej uda mi się wrócić do kulania się...
Macie jakieś rady? Ktoś może przechodził przez coś podobnego?


Krzysztof Piekarz