Witam!!!
Mam pewin problem i prosze o porade. Moze po przeczytaniu Wam to niedorzeczne, lecz mimo to prosze o wyrozumiałość. Więc tak mam 16 lat. Jak miałem osiem to zacząłem uprawiać Karate Kyokushin i to trawło trzy lata. (na treningi miałem 10 km i woził mnie zawsze ktoś) jak miłaem 11 lat i trzy lata stazu to po wakacjach w mojej podstawówce otworzyła sie pseudosekcja jugo. Byłem na apelu na którym był pokaz i troszke mnie to zainteresowało. Jak to dzieciak uległem i zapisałem sie porzucając Karate. Ćwiczyłem w sumie kilka lat z przerwami, ale będąc gówniarzem nie dostrzegałem że nasz sensei od judo to dupa a nie trener, że dopiero rok temu ta pseudosekcja otrzymała uprawnienia do nadawania stopni szkoleniowych, czyli po czterech latach treningu miałem dopiero żółty pas, na zawodach byłem raz bo tylko tyle razy byliśmy całą sekcją. Trener robi nas troszke w koni bo pytam się czy będą jakies zawody dla nas a on mówi że w grudniu po czym już nic nigdy nie wspomina. Treningi są prowadzone tak troszke na wariata, senesi przychodzi odpala laptopa i mówi co mamy robić włącza stoper i siada w kącie. Często mówi że przygotowywać się do egzaminu, przychodzić przed i po treningu, ale jak niby skoro 3/4 technik na pomarańczowy w ogóle nigdy nie wykonywaliśmy. CO Z YOUTUBA MAMY SIE UCZYĆ. nie daje praktycznie w ogóle wycisku, chyba ze przyjdzie jakiś wqurwiony to tak nas zyebie, a do tego każe jeszcze siłe robić, tak ze nasępnego dnia umieram z zakwasów. Ostatnio doszedł drugi trener, ale on też nie jest jakiś mada****er. Zacząlem to zauważać już przed wakacjami a teraz jest coraz gorzej...Mam dylemat: czy nie wrócić na karate, ciągnie mnie niesamowicie. Pamiętam, że tamten trener to był kat, umieralem po każdym treningu. Wiem że to może wydać sie głupie ale prosze doradźcie. Za pomoc i rady SOGI!!!
Mam pewin problem i prosze o porade. Moze po przeczytaniu Wam to niedorzeczne, lecz mimo to prosze o wyrozumiałość. Więc tak mam 16 lat. Jak miałem osiem to zacząłem uprawiać Karate Kyokushin i to trawło trzy lata. (na treningi miałem 10 km i woził mnie zawsze ktoś) jak miłaem 11 lat i trzy lata stazu to po wakacjach w mojej podstawówce otworzyła sie pseudosekcja jugo. Byłem na apelu na którym był pokaz i troszke mnie to zainteresowało. Jak to dzieciak uległem i zapisałem sie porzucając Karate. Ćwiczyłem w sumie kilka lat z przerwami, ale będąc gówniarzem nie dostrzegałem że nasz sensei od judo to dupa a nie trener, że dopiero rok temu ta pseudosekcja otrzymała uprawnienia do nadawania stopni szkoleniowych, czyli po czterech latach treningu miałem dopiero żółty pas, na zawodach byłem raz bo tylko tyle razy byliśmy całą sekcją. Trener robi nas troszke w koni bo pytam się czy będą jakies zawody dla nas a on mówi że w grudniu po czym już nic nigdy nie wspomina. Treningi są prowadzone tak troszke na wariata, senesi przychodzi odpala laptopa i mówi co mamy robić włącza stoper i siada w kącie. Często mówi że przygotowywać się do egzaminu, przychodzić przed i po treningu, ale jak niby skoro 3/4 technik na pomarańczowy w ogóle nigdy nie wykonywaliśmy. CO Z YOUTUBA MAMY SIE UCZYĆ. nie daje praktycznie w ogóle wycisku, chyba ze przyjdzie jakiś wqurwiony to tak nas zyebie, a do tego każe jeszcze siłe robić, tak ze nasępnego dnia umieram z zakwasów. Ostatnio doszedł drugi trener, ale on też nie jest jakiś mada****er. Zacząlem to zauważać już przed wakacjami a teraz jest coraz gorzej...Mam dylemat: czy nie wrócić na karate, ciągnie mnie niesamowicie. Pamiętam, że tamten trener to był kat, umieralem po każdym treningu. Wiem że to może wydać sie głupie ale prosze doradźcie. Za pomoc i rady SOGI!!!
"Every man die...
But not every man
really live...
Krzysztof Piekarz

