Poss, jestem prawdopodobnie takie samo chuchro jak ty, no wiesz metr 70 i 60 kg zywej wagi i ma czasami takie same problemy.
generalnie to robie tak: przechodzac kolo jakiejs grupki potencajlnie krojacych nie patrze nigdy w ich kierunku (zero kontaktu wzrokowego), jak cos mowia, to nie slysze i ide dalej tym samym krokiem. nic nie mowic.
poza tym w sytuacji zagrozenia NAJCZESCIEJ zwracam uwage na chod - normalnie chodze jak zwykly szaraczek, ale w sytuacji zagrozenia od razu gibam sie jak wypakowany i pewny siebie koles z silowni (na ktora nie chodze). wiesz, gibasz sie cala klata, takie specyfincze ruchy, idz
na silke, to zobaczysz jak to robia

- tak jakbys tam niosl gore miesni, latwo sie tego nauczyc.
gdy ide wieczorem, pprawie zawssze wylaczam dzwonieni w komorce. no i dla pocioeszenia dodam, ze tez zaszw oblewam sie zimnym potem, jak do mnie podchodza. jak na razie nic mi nie skroili, ale pare razy bylo juz blisko (raz w bialy dzien 3 kolesi w tramwaju, brak mozliwosci ucieczki, centrum miast, modlilem sie, zeby mi telefon nie zadzownil, bo by ze mnie nic nie zostalo

kolesi 3, jak pisalem: 2 duzych i jeden malu ****ek, co to klasycznie najbardziej fikal, heh, a ze byli to leszce to swiadczy o tym fakt, ze obcego kolesia, co stal obok, spytali, czy jestesmy razem. niestety stres nie pozwolil mi powiedziec, ze jestesmy....)
generalnie to tak: chod pakera + swiadomosc, ze cokolwiek cwiczysz, bo wtedy wiesz (moze zludnie, ale pomaga), ze mozesz go uderzyc, znasz techniki itd....
Male jest piekne
