Jedyne, co cieszy to możliwość walk najlepszych z jednej i drugiej organizacji między sobą.
Minusów jest więcej: bardzo niekorzystna zmiana zasad! Nawet już mniejszą wagę przykładam do braku stompów i soccer kicków, bo to się aż tak nie liczyło (wbrew temu, co twierdzi wiele osób), ale brak kolan w parterze to totalna pomyłka. Prowadzi to do kuriozalnych sytuacji, w których ktoś wchodzi w nogi, przeciwnik broni się przed tym, jest chwyt i aż się prosi o kolana na głowę. Ileż razy to widzieliśmy! Generalnie gościowi, który leży na czworakach nic nie można zrobić (nie licząc technik kończących), bo ani go nie kopniesz, ani nie przyłożysz kolanem. A zadawanie zwykłych ciosów w tej pozycji jest słabe, nieefektywne i śmieszne. Z drugiej strony zezwalają na łokcie, które powodują o wiele większe szkody, niż kolana czy stompy. Prowadzi to do sporej ilości kontuzji - więcej walk przerywanych jest przez idiotyczne rozcięcia. Przy G & P mniej liczyć się będą umiejętności, więcej szczęście. Zawodnicy będą liczyć na to, że jakiś łokieć wejdzie i że wygrają przez TKO (rozcięcie). W konsekwencji ci na dole będą ostrożniejsi i bardziej pasywni, a co za tym idzie, będzie o wiele mniej prób technik kończących z gardy. Żenada!
Druga sprawa to po prostu fakt, że Dana White i w ogóle Amerykanie mają wpływ na to, co dzieje się w PRIDE. Doceniam zasługi White'a dla rozwoju MMA, ale nie cierpię typa. Uważam, że jest odrażającym cwaniakiem, wielkim zarozumialcem, typowym przedstawicielem jankesa-zadufanego w sobie ignoranta. Bardzo mi się nie podoba, że może mieć wpływ na cokolwiek, co wiąże się w PRIDE. To samo tyczy się NSAC i ich wszelkich idiotycznych regulacji. Zmiana kategorii wagowych aż tak mi nie przeszkadza - to szczegół - ale te ich restrykcyjne regulacje dotyczace dozwolonych technik, obowiązkowych pauz po walkach, itd. to jest tragedia.
Trzecim, ale póki co jedynie potencjalnym, zagrożeniem jest to, że może się zdarzyć tak, że faktycznie
z PRIDE zawodnicy zaczną przechodzić do UFC i skończy się na tym, że wszyscy najlepsi będą walczyć w Stanach, a w Japonii 80% fighterów to będą Japończycy

Oby tak się nie stało!