troche dla rozluznienia atmosfery:
opowiem Wam cos z zycia wziete-
moj dobry kumpel pracowal w BRE i siedzial biurko w biurko z synem dyrektorki jednego z oddzialow- ten synek (nazwijmy go Jurek) to typowy chlopiec wychowany w skrajnym dobrobycie (zarabial w BRE okolo 10 tys. miesiecznie na poczatek, mieszkal z rodzicami w olbrzymiej willi, na urodziny kupili mu cytryne c5)- ale dlaczego o tym pisze
otoz Jurek mial pod domem sad, w ktorym rosly jablonie itp. i ktoregos dnia mowi do mojego kumpla:
"wiesz co, ja tych jablek i tak nie jem, spadaja co roku i tylko gnija (bo wiedzial, ze kumpel zajmuje sie hobbystycznie wytwarzaniem znakomitych win owocowych

), to wez przyjedz do mnie ktoregos dnia i sobie zbierz co tam chcesz."
tak tez zrobili- kumpel pojechal, nazbieral co mu tam bylo potrzebne z pieknego ogrodu i sadu i...
jakiez bylo jego zaskoczenie, gdy ujrzal otwarte drzi do garazu- w nim Jurek stal z rozlozona stara waga i powiada:
"na bazarze sa po 2 zl za papierowki , 1,50 pln za... ale ja policze za pol ceny. Stoi?"
Powazyli, policzyli i kumpel kupil okazyjnie wszystkie owoce za chyba kilkanascie pln.
Ta historia jest w 100% prawdziwa.