Jest liderem w tym dzialeSzacuny
6785
Napisanych postów
36465
Wiek
47 lat
Na forum
22 lat
Przeczytanych tematów
683017
Wczoraj robiłem trasę małą to żywy lód na krajówce był. Więcej jak 80 się nie dało jechać. W nocy jeszcze dopadało. Ale i tak "pocieszają" że na wigilię wszystko się rozpuści. Także i tak lipa.
Szacuny
4
Napisanych postów
10
Na forum
8 lat
Przeczytanych tematów
3106
no na razie u mnie też zasypane, ale pewnie całe trzy miesiące tak nie będzie ;) Natomiast poza sezonem zimowym spędzam na rolkach ok. 40-50 minut dziennie w warunkach typowo miejskich zamiast tramwaju, przy czym staram się, nawet przy wolnym tempie dyktowanym ruchem pieszo-ulicznym - cisnąć na ugiętych nogach nawet na wyrost. Do tego kilka razy w tygodniu będę planować konkretniejszy wycisk - czasem wykorzystuję też rolki na solidny spacer z psem (husky, więc zadowolony ;) )
Szacuny
4
Napisanych postów
10
Na forum
8 lat
Przeczytanych tematów
3106
Na łyżwach byłam raz w życiu i w sumie nie pamiętam. Ale w rolkach kocham to, że można się na nich przemieścić (prawie) wszędzie i wszystko dzieje się przy okazji, więc można dodatkowo spożytkować czas.
Szacuny
1425
Napisanych postów
2141
Wiek
8 lat
Na forum
8 lat
Przeczytanych tematów
81408
Przypomnieliście o łyżwach. Z dwa lata nie byłam a u nas oprócz krytego jeszcze otwarte funkcjonuje w zimie - grzechem będzie nie skorzystać w tym roku. Też nie przepadam za komunikacją miejską, gdzie mogę to pieszo staram się dostać, do pracy włącznie. Często udaje się to szybciej niż pospóźniane autobusy BTW mimo tego, że kcal wyliczyłaś dodając wspomniane aktywności zostałabym na czystym na talerzu zerze przez jakiś czas.
Szacuny
4
Napisanych postów
10
Na forum
8 lat
Przeczytanych tematów
3106
northwestpassage to, co mówisz brzmi rozsądnie, ale mam z tym na razie ogromny problem, i już tłumaczę dlaczego. Jak wspominałam, pracuję zdalnie, mam bardzo elastyczne godziny, które mogę sobie sama ustalić, a do tego zawsze byłam nocnym markiem. Dlatego często zdarza mi się siedzieć w nocy do oporu (czasem do świtu), przez co zaczynam wtedy dzień bardzo późno, nie mówiąc już o weekendach, kiedy można sobie pofolgować. I przykład z wczoraj - wyszliśmy z łóżka o 12, więc koło 13 obfite śniadanie. Potem jakieś też dość konkretne drugie śniadanie. Następnie koło 18-19 codziennie mam pewien obowiązek poza domem, tak że każdego dnia zabiera mi średnio 2-2.5 godziny. No i powrót do domu - 20, a ja zaczynam szykować "obiad". Nawpychałam tam co się dało dobrych kalorii, żeby dobić ilość i o 21 jemy. Obiad potężny, ale oczywiście do bilansu nadal mało. Ale w nocy jestem już tak napchana, że czuję, że mój organizm się na mnie wścieknie, jak jeszcze po północy będę na siłę coś wrzucać.
Czyli zwyczajnie - często mam za mało godzin do zagospodarowania, żeby zmieścić czwarty posiłek i wychodzi jak wychodzi.
Świadoma, że jest to jeden z podstawowych błędów, w pierwszej kolejności chcę uregulować tryb życia - dzisiaj wstałam o 8 i chcę do takiego systemu przywyknąć, wtedy sobie mogę jeść ładnie na raty i nie powinno być z tym problemu.