Trzy lata temu schudłam z 69.5 do 53.5 kg od lutego do grudnia. Byłam na diecie u dietetyczki, byłam głodzona, ale nie zwracałam uwagi bo oczywiście bylam zaślepiona tym, że chudnę (całe życie gruba i chyba stąd tak siadło na psychike). No i w marcu 2016 roku ważyłam już 60-61 kg. Waga ta utrzymywała się cały czas praktycznie do czerwca tamtego roku, kiedy to znowu postanowiłam sobie wrócić do tamtych jadłospisów od tamtej zacnej dietetyk (głupota). Schudłam może z pół kilo, ale jadłam słodkie cały czas więc waga non stop na poziomie 60-61. No i we wrześniu pomyślałam sobie, że spróbuję tych jadłospisów raz jeszcze... ale na porządnie. Bez słodkiego itp. No i w miesiąc schudłam do 58-58.5 kilo a od października waga nie ruszyła się nic. Zaczęłam się nad tym wszystkim zastanawiać, czytać, dopiero ogarnęłam że jadłam za mało, że zepsułam sobie metabolizm. Często bolała mnie głowa, włosy garściami wypadały (akurat z włosami to problem chyba po rodzinie-mamie wypadają od kiedy pamietam). No i pomyślałam, że zacznę jeść więcej, próbując powoli dobić do swojego CPM by potem przejść na redukcję normalną. Po świętach wielkanocnych na wadze ukazało się 59.5 kilo po oczywistym obżarstwie.
Skonsultowałam się z jednym trenerem. Policzono mi że CPM mam na poziomie ok 2000 (dokładniej liczby nie pamiętam, jakoś 1960 bodajże). Jeść mam na poziomie ok. 1400, też jakoś nie pamietam ile dokładnie to wychodziło. Rozkład b/w/t na poziomie 30%/35%/35%, nie jem żadnego śmieciowego jedzenia, trzymam się do tego co mi doradził wg tabeli, ile gram białka, tłuszczu, węgli, ogólnie produktów na to przeznaczonych. Ćwiczę 3x w tygodniu jakieś ćwiczenia typowo wzmacniające z ciężarem swojego ciała + butelki wody. Raz w tygodniu cardio robię ok. godziny, bo nie daję robić 30 minut po każdym treningu w tygodniu - jeżdzę na rowerze. Jednego dnia mam nogi+pupę, drugiego ręce, trzeciego nogi+pupę i dodaję co drugi trening ćwiczenia na brzuch.
No i pojawia się problem. Nie chudnę nic. Będzie zaraz 3 tygodnie od "zmiany" tego wszystkiego. Wręcz tyję. Widzę po sobie, że rosnę. Fakt, czuje mięśnie, ale tłuszcz jak był tak był. Jeśli chodzi o obwody to raz wychodzi mi z 1 cm mniej, raz wychodzi, że więcej od początkowych. Ja już nie wiem co mam robić... Proszę o pomoc.
Zmieniony przez - Mruczka w dniu 2018-04-20 19:22:57
Skonsultowałam się z jednym trenerem. Policzono mi że CPM mam na poziomie ok 2000 (dokładniej liczby nie pamiętam, jakoś 1960 bodajże). Jeść mam na poziomie ok. 1400, też jakoś nie pamietam ile dokładnie to wychodziło. Rozkład b/w/t na poziomie 30%/35%/35%, nie jem żadnego śmieciowego jedzenia, trzymam się do tego co mi doradził wg tabeli, ile gram białka, tłuszczu, węgli, ogólnie produktów na to przeznaczonych. Ćwiczę 3x w tygodniu jakieś ćwiczenia typowo wzmacniające z ciężarem swojego ciała + butelki wody. Raz w tygodniu cardio robię ok. godziny, bo nie daję robić 30 minut po każdym treningu w tygodniu - jeżdzę na rowerze. Jednego dnia mam nogi+pupę, drugiego ręce, trzeciego nogi+pupę i dodaję co drugi trening ćwiczenia na brzuch.
No i pojawia się problem. Nie chudnę nic. Będzie zaraz 3 tygodnie od "zmiany" tego wszystkiego. Wręcz tyję. Widzę po sobie, że rosnę. Fakt, czuje mięśnie, ale tłuszcz jak był tak był. Jeśli chodzi o obwody to raz wychodzi mi z 1 cm mniej, raz wychodzi, że więcej od początkowych. Ja już nie wiem co mam robić... Proszę o pomoc.
Zmieniony przez - Mruczka w dniu 2018-04-20 19:22:57
Krzysztof Piekarz