Dzisiaj mała zmiana i DNT, kolejne treningu jutro i w sobotę. Jestem zła, bo przez pracę w godzinach porannych, nie biegam tyle ile chcę, w zasadzie od tygodnia w ogóle nie biegałam :( Nie mam z kim, a wybiegania w okolicę nie są najrozsądniejsze, więc siedzę w domu i czytam... Znów źle rozplanowane, miałam napad apetytu na owoce, muszę dokładniej postudiować inne dzienniki. O nabiale wiem, ale nie mam pomysłu czym zastąpić, może zacznę wypiekać nie tylko chleb (od dawna chcę się za to zabrać), ale i strączkowe pasztety, to chyba lepsze niż twarogi i serki wiejskie (często jem w pracy). W dodatku robię się głodna powinnam jeszcze coś zjeść, aby dojeść białko, ale nie mam pomysłu co by to mogło być, a nie chcę wlewać w siebie wheya.
No i szukam sobie jakiegoś przyjemnego treningu, a tak to czytam i czytam :)

No i szukam sobie jakiegoś przyjemnego treningu, a tak to czytam i czytam :)

. Z przykrością stwierdzam też, że w ostatnim czasie za nisko stawiałam sobie poprzeczkę, nie ryzykowałam z większymi ciężarami, mimo ze mogłam śmiało to robić
Zastanawiam się też czy w związku z tymi stwierdzeniami zaczynać FBW czy jeszcze zostać z tydzień dwa na tym.

Jutro wybieram się biegać, ewentualnie na basen. Miałam jeszcze dodać, ze przyciągając drążek i wyciskając sztangielki do góry odczuwam ból w lewej łopatce, dlatego w przyciąganiu mniejsze obciążenie, chociaż to 13 powtórzenie już było bolesne. Wcześniej się rozgrzałam, po ćwiczeniach zawsze się rozciągam. A i dzisiaj dumnie złapałam sztangę 20 na bicepsy, chociaż tylko kilka razy ją podniosłam, wzrok jednego faceta bezcenny