Kilka dni temu nie zdążyłem dokończyć wypowiedzi:
dacheng"Nie chodzi po prostu o K1, czy MMA, ale o cały sposób myślenia, który rozwinął się już wcześniej, i w sumie to boks zawodowy od dawna jest głównym źródłem takiego myślenia. Myślenie przez pryzmat boksu sprawiło, że gdy we wschodnich sztukach walki zaczęto tworzyć formuły zawodów, sztuki te w wersji sportowej poszły w kierunku w zasadzie wyłącznie lub niemal wyłącznie 'uderzania'. Przykłady np. karate, czy taekwondo. Podczas gdy oryginalne karate z Okinawy to było mieszanie uderzania wszystkimi częściami ciała z rzutami i dźwigniami. Ale niestety gdy zaczęto rozwijać sport, nastąpiło dziwne wypreparowanie praktycznie tylko jednej części z całości. W następnym etapie poszło to w tzw. full contact karate, z którego wykształcił się kick-boxing, a potem uznawane za najbardziej prestiżową formułę stójkową K-1.
I wcale nie chodzi mi o krytykę kick-boxingu, czy K-1. Ale o to, że wielu ludziom wydaje się (czy wydawało do niedawna), że jest to jedyna droga.
Pojawienie się MMA zmieniło sytuację. Zaczęto wreszcie dostrzegać, że podział na sporty uderzane i chwytane nie musi być czymś absolutnym. Nastąpiło znów łączenie tego, co w dawnych wschodnich sztukach walki nie było wcale rozdzielane.
Ale teraz niektórzy wyobrażają sobie, że MMA zawiera wszystko, a tymczasem takie myślenie jest efektem oderwania od wiedzy o walce pozasportowej bądź ograniczenia tej wiedzy.
W przypadku chińskich sztuk walki mówiło się dawniej o tym, że łączą cztery główne aspekty: da (uderzanie), ti (kopanie), shuai (rzucanie) i na ("chwytanie", "przechwytywanie", obejmuje też dźwignie). W każdym stylu z reguły było zawarte to wszystko, z tym, że w różnych proporcjach. A co się dzieje obecnie? Sztuki te upadły do takiego stopnia, że ćwiczący i nauczający często sami nie zdają sobie sprawy z tego co ćwiczą, i pod wpływem błędnego stereotypu, że "kung fu jest sztuką uderzaną" próbują np. walczyć w kick-boxingu. Nie mają pojęcia co jest zawarte w ich sztuce i do walki w jakich warunkach powstało. Do tego odnoszę się mówiąc o tym, że myślenie ludzi jest ograniczone, przez pryzmat formuł czysto sportowych patrzą na swoje style, które powstały dla walki w zupełnie innych warunkach.
Nie skończyłem myśli, ale na razie muszę zająć się czymś innym. Dokończę później."
Kontynuuję:
Gdy mówimy o chińskich sztukach walki, to sportowa
sanda jest stosunkowo ciekawym kierunkiem rozwoju, w pewnym stopniu odzwierciadlającym charakter tradycyjnych chińskich sztuk walki, jako że nie oddzielono sztucznie uderzania od rzucania, zachowując też tradycję walk na platformie. Z tym, że zakaz uderzania seriami na głowę, i niskie punktowanie uderzenia pięścią na głowę, przy równoczesnym wysokim punktowaniu rzutów specyficznie ustawił sposób walki. Dopiero kilka lat temu wprowadzono regulamin bardziej realistyczny.
Punktowanie, gdy przeciwnik zrzucany jest z platformy z jednej strony stanowi kontynuację walk na platformach w dawnych Chinach, z drugiej w pewnym stopniu oddaje warunki walki realnej, gdy ukształtowanie terenu i zewnętrzne obiekty też mają znaczenie.
Niestety obecnie w zawodowych formułach sandy platformę zastępuje się ringiem, w pogoni za rozwiązaniami, które stosuje się na świecie. Jednak prowadzi to do częściowej utraty swoistego charakteru sandy, utraty części rozwiązań techniczno-taktycznych, które mają znaczenie podczas walki na platformie (czy w warunkach walki realnej w otoczeniu różnych obiektów, schodów, na tarasach itp.). Prowadzi to do zapomnienia metod, które stosowano w tradycyjnych chińskich sztukach walki, i tego, że wiele dziś wyśmiewanych rzeczy naprawdę ma sens, ale niekoniecznie w sytuacjach jakie są stwarzane podczas współczesnych zawodów, a ludzie tak są zasugerowani popularnymi regułami zawodów i ich rozgrywaniem na ringu, czy macie, że wydaje im się, że "wszystko" jest tam zawarte.