SFD.pl - Sportowe Forum Dyskusyjne

KULTURYSTYKA I DOPING

temat działu:

Doping

słowa kluczowe: ,

Ilość wyświetleń tematu: 10537

Nowy temat Temat Zamknięty
...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Znawca
Szacuny 29 Napisanych postów 3409 Na forum 15 lat Przeczytanych tematów 18766
Poczytajcie sobie


Artykuł autorstwa:

KRZYSZTOF RAWA

MICHAŁ HOLEWJUSZ


KULTURYSTYKA I DOPING

W ciągu kilkunastu lat modelowy kulturysta przybrał na wadze kilkadziesiąt kilogramów, jest ogromnym facetem, wyhodowanym głównie dzięki zdobyczom współczesnej farmakologii

Kulturystyka pojawiła się w Polsce za sprawą red. Stanisława Zakrzewskiego, którego książki i magazyn "Sport dla wszystkich" dały w końcu lat 50. i na początku 60. podwaliny pod rozwój metod szkolenia. Pokazywały "polską drogę" do harmonijnej sylwetki, rozwoju siły i sprawności, z naciskiem na to ostatnie. Zagraniczni idole owych lat byli oczywiście pokazywani, ale "z pewną taką nieśmiałością..." Dziś zresztą i oni rozśmieszyliby sędziów, gdyby porównali się z Dorianem Yatesem czy innymi 150-kilogramowymi tucznikami z ostatniego konkursu zawodowców Mr. Olympia.

Losy zwolenników powiększania mięśni, rzeźbiących bicepsy i mięśnie brzucha, były różne. Trochę im dokuczano, a trochę podziwiano. W latach 70. i na początku 80. kulturystyka rozwijała się organizacyjnie w ośrodkach TKKF i w LZS, ale trudno było mówić o masowości. Kilka lat temu przyszła moda na ćwiczenie w siłowniach i wydawałoby się, że to bardzo dobrze, tym bardziej że przybyło ośrodków i przybyło ludzi, którym potrzeba ćwiczeń. Ruch nie ominął też kobiet. Jednak w ciągu kilkunastu lat modelowy kulturysta przybrał na wadze kilkadziesiąt kilogramów, jest ogromnym facetem, wyhodowanym głównie dzięki zdobyczom współczesnej farmakologii. Pojawiła się też modelowa kulturystka, która ma wiele cech anatomicznych płci przeciwnej.

Kulturystyka w wydaniu amatorskim wciąż ma zwolenników zwykłej zamiany paru kilogramów tłuszczu na mięśnie, czy zdobycia krzepy, ale pojawili się także chętni do naśladowania nowego wzorca, w dodatku bez wykonania długiej i mozolnej pracy. To jedna z kilku dyscyplin sportu, z którymi łączy się stosowanie niedozwolonego wspomagania niemal bez zastanowienia.

Organizacja im. braci Weiderów

Światem kulturystyki rządzi kilka federacji, ale główną jest istniejąca od roku1946, aktywna od lat 60. IFBB - Międzynarodowa Federacja Kulturystyczna - dzieło życia braci Weiderów. Ben i Joe Weiderowie byli duchowymi przewodnikami większości kulturystów. Oni stworzyli slogany, podwaliny organizacyjne, firmy pracujące na potrzeby kulturystów i oni zbierali śmietankę z tej działalności. Nie bez sukcesów. W lutym 1998 roku w Nagano kulturystyka dostała od szefa MKOl. Juana Antonio Samarancha obietnicę pojawienia się na igrzyskach. Na razie obietnica ma postać formalnego, wstępnego rozpoznawania tego sportu. Oznacza to, że IFBB musi akceptować zasady ruchu olimpijskiego. Członek Komitetu Wykonawczego MKOl. Thomas Bach dodał, że liderzy olimpizmu powinni naciskać na kulturystykę, by oczyściła się z dopingu, zanim stanie się dyscypliną olimpijską. Rozpoznanie nie oznacza bowiem automatycznego udziału w igrzyskach. "Lepiej poznawać ten sport, niż ignorować. To lepsza droga do poprawy sytuacji" - powiedział Bach, uzasadniając decyzję MKOl.

Joe Weider obiecał złożyć petycję w sprawie startu kulturystów w Sydney (jako dyscyplina pokazowa). "Jeśli trzeba, będziemy nachodzić każdy następny komitet organizacyjny, aż do skutku." Przypomniał także, iż "odtąd nawet amatorskie zawody IFBB będą podlegać wszystkim wymaganiom antydopingowym MKOl.", co pośrednio wyjaśnia, jak było przedtem.

Kulturyści w Polsce ćwiczą w klubach, z których około 100 płaci składki na należący do IFBB Polski Związek Kulturystyki i Trójboju Siłowego - zarejestrowany w UKFiT. Szefem związku jest Mieczysław Borowy, także szef TKKF-u. Według sekretarza generalnego PZKiTS Zbigniewa Harasymowicza istnieje pięć razy więcej siłowni prywatnych, które nie należą do związku. Jako małe przedsięwzięcia gospodarcze nastawione są na zysk i nie w głowie im jakaś centrala. Ogromna większość z kilkudziesięciu tysięcy ćwiczących to amatorzy - ludzie ćwiczący dla siebie, za własne pieniądze i bez ambicji sportowych. Wyczynem zajmuje się, według związku, 1000 -1200 osób, a reprezentacyjna kadra liczy wraz z kobietami i juniorami 90 osób. W przypadku nobilitacji olimpijskiej byłaby może mowa o stypendiach, ale na razie UKFiT daje kulturystom trochę pieniędzy na utrzymanie kadry, głównie przed większymi zawodami. To nie jest sport, z którego da się bogato żyć. Pieniądze na kulturystach robią zwykle inni.

Atak na baniaki

Zysk tworzony jest w kilku branżach. Zarabiają producenci sprzętu do ćwiczeń. Zarabiają producenci i sprzedawcy legalnych środków wspomagających trening, tzw. suplementów żywności, witaminizowanych odżywek, wyciągów białkowych itp. Powstały miejsca pracy dla instruktorów. PZKiTS narzeka, że trudno o zapełnienie tych miejsc, choć związek stara się uczyć i wydawać licencje. W ośrodkach poza związkiem trudno o fachowców. Szansę zobaczyły wydawnictwa, które sprzedają wiedzę o ćwiczeniach, sposobie odżywiania i wspomaganiu treningu.

W pełni polskie jest jedno pismo "Kulturysta", a to, co najlepiej widać, to kolorowe polskojęzyczne mutacje amerykańskich magazynów, doradzających, jak zostać "wielkim" człowiekiem, który będzie "miał brzuch jak skała", którego ćwiczenia muszą "stać się obsesją", zwłaszcza gdy "zaatakuje baniaki". Zawartość magazynów, takich jak "Joe Weider's Fleks", "Muscle&Fitness", "Muscle - Sports Power", różni się nieco, ale w każdym są porady i metodyka dla początkujących, fragmenty treningów i zdjęcia największych z największych sztucznie wyhodowanych mistrzów, są także kobiety z ciężarkami i bez, a także obszerne omówienia sposobów odżywiania czy treningu mentalnego. Nie brakuje porad seksualnych. Są też artykuły poświęcone dopingowi. To najbardziej kontrowersyjna część tych czasopism.

Pisma hardkulturystyczne

Przez wiele lat po siłowniach krążyła i nadal krąży niepozorna książeczka, dla niektórych główny przewodnik treningowy. Nazywa się "Doping in body-building". Tytuł odpowiada zawartości, zawartość budzi trwogę. Nakład jest ograniczony, więc głód wiedzy na temat sterydów starają się zaspokoić inni, bo wiedzą, że jest popyt. Przykładem może służyć miesięcznik "Joe Weider's Fleks - Pismo dla tych, którzy wiedzą, czego chcą!!!", w którym od pierwszego numeru redakcja stara się przekonać zainteresowanych tematem czytelników do kupienia swego czasopisma.

"Flex" wybrał metodę, która ma dawać pozory rzetelnego informowania o działaniu dopingu sterydowego i nie tylko takiego. Redakcja czasem dopisuje pod szczególnie dyskusyjnymi tekstami kilka słów o zagrożeniach związanych ze stosowaniem dopingu, ale nie czyni tego przesadnie często. Natomiast w stosownych rubrykach pozwala wypisywać amerykańskim autorom pochwały większości specyfików z listy umieszczonej w zarządzeniu antydopingowym UKFiT. Przykłady można mnożyć. "Flex" informuje, że jest nowa postać hormonu wzrostu. Podaje, że nowy syntetyczny lek jest od razu w zastrzykach, ma przedłużoną trwałość, stanowi ulepszoną wersję poprzedniego. Podaje nazwy handlowe, a także to, ile wynosi pojedyncza dawka, ile zazwyczaj podaje się go na kilogram masy ciała. W innym numerze można przeczytać, że jeśli ktoś nie lubi zastrzyków, to "rozwój oraz zastosowanie doustnych środków uwalniających hormon wzrostu może stanowić praktyczną alternatywę". Albo podaje: "U sportowców trenujących wysiłkowo środek Z. mógłby wywoływać dwa niezależne działania: jedno anaboliczne (większa masa mięśniowa), drugie - poprzez zwiększenie liczby szybkich włókien (zwiększa się wydajność siłowa). Jaka szkoda, że to nielegalne". Inny opis działania środka dopingowego zaczyna się od zdania: "W literaturze fachowej brak doniesień na temat znaczącej szkodliwości stosowania u sportowców".

We "Fleksie" można znaleźć zawiłe teorie biochemiczne, które mają uzasadnić korzystne dla kulturystów działanie niektórych sterydów, skończywszy na dawkach i cyklach sterydowych, które, jeśli są stosowane z umiarem, nie powinny, wedle autorów, przynieść złych skutków. W artykułach pełno jest zwrotów w stylu: "(steroid X.) działa stosunkowo łagodnie androgennie, będąc jednocześnie dobrym anabolikiem", po czym następuje: "Oto dlaczego tak wielu kulturystów wybiera środek X.. Lecz jeśli nie dbasz o efekty uboczne, spróbuj czegoś silniejszego...". Większość przytoczonych hipotez zaopatrywana jest na wszelki wypadek w zwroty: "wstępne dane, być może", "oczywiście nie polecamy nikomu napompowania całych pośladków sterydami - prawdopodobnie efekty uboczne mogłyby wtedy zrujnować komuś zdrowie".

Bogusław Krydziński, jeden z najbardziej znanych polskich kulturystów lat 60., nazywa takie pisma pismami hardkulturystycznymi, na wzór hard porno. Krydziński mieszka i pracuje w Sztokholmie, więc zna takie wydawnictwa od lat. Mówi, że tam nie ma na nie popytu, choć Szwedzi bardzo lubią chodzić do siłowni. "Szwedzi z natury są nieufni i wierzą w sens porządnej pracy, więc namawianie ich do ćwiczeń za pomocą obrazków przedstawiających ludzi-brojlerów i wspominanie o sterydach, po znanych publicznych wyznaniach dopingowych dyskobola Ricky'ego Brucha, mija się z celem. Nawet odżywki traktują z dystansem".

Pić czy nie pić?

Spojrzenie "Fleksa" na wszystko, co człowiek może połknąć, jest podporządkowane nadrzędnej idei. Stąd stwierdzenie: "Kulturyści stosujący steroidy anaboliczne raczej nie będą używać kokainy", albo pytanie dotyczące alkoholu: pić czy nie pić? Uzasadnienie, że nie, gdyż: "Skoro przez wysiłek fizyczny można osiągnąć tę samą korzyść dla zdrowia, co przez umiarkowane picie (!!!???), wydaje się, że nie istnieją żadne pozytywne strony działania alkoholu, które dałoby się zastosować w kulturystyce". Ten sposób traktowania środków farmakologicznych dotyczy nie tylko dopingu. Tak samo traktowana jest aspiryna czy witamina C. W jednym numerze dowiadujemy się, że dobrze jest przyjmować dawkę X, w innym zaś mowa jest o ilości 4- i 6-krotnie większej. Można się dowiedzieć, że kofeiny nie wolno przedawkować, a znany inny stymulant jest dla kulturystów cenny, zwłaszcza w połączeniu z (podanymi) dawkami kofeiny i aspiryny. W innym numerze aspiryna jest na cenzurowanym. Z tej samej półki jest tekst w "Muscle&Fitness", w którym na przykład uzasadnia się, że nikotyna zawarta w tytoniu do żucia może wspomagać trening.

Kulturyści wiedzą lepiej

"Fleks" zamieścił wywiad z węgierskim kulturystą. Są w nim rozpisane na dni cykle przyjmowania sterydów (w odpowiedzi na pytanie - jaki cykl byłyby typowy dla europejskich kulturystów?). Dowiadujemy się, że inni (tenisiści, kolarze, lekkoatleci) też biorą. Na końcu jest pytanie, czy nie są to zbyt duże dawki. Odpowiedź: "To są bardzo typowe ilości... inni biorą więcej, bo po prostu mają więcej pieniędzy".

Autorzy beztrosko przechodzą od zachwytu nad korzyściami z przyjmowania niektórych środków dopingowych do krytyki badań mówiących o zagrożeniach. Środek X. szkodzi, "ale nie musisz zaraz czynić przygotowań do pogrzebu - badanie to ma swoje słabe strony". Potem krótko o metodzie i wynikach. Na końcu dyskusja i wnioski z niej płynące: autorzy badań źle się spisali, bo nie wzięli pod lupę tych sterydów, które biorą zwykle kulturyści, ale te są znacznie mniej szkodliwe - tu nazwy. A także, że sportowcy wiedzą lepiej, bo od wielu lat je biorą i wiedzą, jak minimalizować negatywne skutki.

"Flex" potrafi ostrzegać: "Czytelnicy powinni mieć świadomość, że posiadanie i/lub stosowanie wielu substancji omawianych w tej części jest przestępstwem", po czym w tym samym numerze, kilka stron dalej, napisać o tych samych badaniach krytykujących steroidy, że praca "nie ma żadnego odniesienia do sytuacji, w której steroidy stosuje się jeden, dwa razy w roku przez 6 do 12 tygodni".

W czasopismach typu "Flexa" można znaleźć prawdziwe bomby. Steroidy w kontroli urodzeń - i pokazuje się furtkę: "Hormony sterydowe w najbliższej przyszłości staną się dostępne na rynku w celu męskiej kontroli urodzeń. Wyniki badań wskazują, że niskie dawki T. i N. są wysoce skuteczną i bezpieczną formą męskiej antykoncepcji". Środek X. wraca do łask jako bardziej znany A. Autor pisze, jak środek ten działa i że w celu poprawy muskulatury jest zabroniony. Ustala, że mniejsze dawki też dają znakomite rezultaty. Przyszłość to leczenie AIDS i: "Skoro daje tak niesamowite rezultaty, przy minimalnych lub żadnych objawach ubocznych, wydaje się zatem, że jest to steryd z wyboru do poprawienia wyglądu zarówno mężczyzn, jak i kobiet".

Jak to wszystko pogodzić ze słowami redaktora naczelnego "Fleksa": "Prawda o koksie jest jedna: pierwsze sięgnięcie po niego to odbezpieczenie bomby z opóźnionym zapłonem"?

Nie tylko zresztą "Fleks" ma rozdwojenie jaźni. Polska mutacja MUSCLEMAG INTERNATIONAL - "Muscle" - zamieszcza na przykład tekst, w którym amerykański autor twierdzi, że można z dużym prawdopodobieństwem wykazać, którzy kulturyści biorą sterydy. I zadaje pytanie - ilu jeszcze sportowców ma umrzeć, zanim ktoś oficjalnie uzna, że istnieje poważne zagrożenie dopingiem. W takim sosie podawana jest jednak informacja, że "jedyny koks, który być może jest stosunkowo bezpieczny, to moim zdaniem sterydy anaboliczne".

Jan Włodarek, kulturysta od 35 lat, który startował niegdyś w jednym konkursie z Arnoldem Schwarzeneggerem, wspomina artykuł w "Muscle&Fitness", w którym zaapelowano do polskich czytelników o "skontaktowanie się z waszym kongresmanem w celu zmiany praw dotyczących sterydów". Nie trzeba też wysiłku, by goszcząc w Internecie na stronie jednego ze znanych w Polsce magazynów, dotrzeć do firmy sprzedającej sterydy w Bułgarii. Do przepisu stosowania też.

Gorsza strona wyobraźni

Czytelnicy mogą reagować różnie, ale zakładanie, że nastoletni kulturyści znają podręczniki biochemii i dokonają świadomego wyboru, wydaje się nadużyciem. Jacek Santorski, którego "Flex" poprosił o cykl artykułów na temat "kulturystyki wewnętrznej", samodoskonalenia i wzmacniania ducha naturalnymi metodami, ocenia: "Mimo że drukowanie mojego cyklu redakcja właśnie zawiesiła, czuję się zatroskany zarzutami o lansowanie przez pismo nienaturalnych odżywek i dopingu. Przeglądając kolejne numery, odnosiłem wrażenie, że koledzy z ÇFleksaČ raczej w dobrej wierze informują, niż lansują określony model ÇkonsumpcjiČ". Wiesław Szponer, instruktor kulturystyki w TKKF "Błyskawica" mówi: "Lepiej, że są pisma, które omawiają wszystkie aspekty dopingu, drukują ich skład chemiczny, negatywne skutki, ale również piszą o korzyściach płynących z ich stosowania. Z dwojga złego lepiej mieć takie informacje niż eksperymentować po omacku." Grzegorz Wojciechowski, dyrektor handlowy firmy "Medical Magnus", dystrybutora odżywek: "Kij ma dwa końce. Jeśli tekst trafi do osoby odpowiedzialnej, ona zrobi z tego pożytek. Jeśli trafi w nieodpowiednie ręce, szczególnie młodzieży - to jest niebezpieczeństwo". Liza Kodym z P. M. Cosmetics ocenia: "Opisy dawek i metod stosowania dopingu to działalność nieetyczna. Także to, że decyzja pozostawiana jest czytelnikowi. Pisma kulturystyczne nie mogą mieć jednoznacznie negatywnego stosunku do dopingu, ponieważ one z tego żyją. To kwestia pieniędzy." Trener judoki Pawła Nastuli Wojciech Borowiak dodaje: "To typowa działalność obliczona na efekt handlowy. Przemawia do młodych ludzi, którzy szybko chcieliby stać się herosami. Nie mają własnych doświadczeń. Nie znają ludzi, którzy by ich poprowadzili. Dociera się głównie do ludzi leniwych. Jest to pobudzanie gorszej strony wyobraźni. Uważam, że taka działalność jest wybitnie szkodliwa. Tego typu informacje nie powinny być w ogóle prezentowane w ogólnodostępnych publikacjach. Ostrzeżenia nie są mocno wyartykułowane, korzyści są. Może nawet działa się nie na świadomość, a na podświadomość, ponieważ nikt nie mówi tam wprost - weź to i to, a będziesz bardzo dobry."

Są dowody, że taka promocja jest skuteczna. "Rzeczpospolita" drukowała wyniki badań, z których wynika, że w USA 54 procent ćwiczących mężczyzn regularnie przyjmowało sterydy. Prasa amerykańska szacuje użytkowników "koksu" na 2-3 mln osób, z tego 0,5 mln to nastolatki. W Niemczech ocenia się, że sterydy bierze ok. 100 tys. młodych osób zajmujących się kulturystyką. W Anglii prawie 40 procent osób chodzących na siłownie spróbowało sterydów.

Rynek reaguje

"Handel w Polsce lat 70. wiązał się z wyjazdami naszych sportowców za granicę, skąd na początku przywozili zwykłą proteinę w dużych puszkach, którą sprzedawali jako wielki rarytas początkującym kulturystom na sztuki, po jednaj tabletce. Sterydy można było wtedy kupić bez problemu w aptekach, ponieważ te środki nie były jeszcze na listach leków objętych kontrolą dystrybucji" - mówi Wojciech Borowiak.

Handel sterydami był dla skromnej części sportowców uzupełnieniem żołnierskich albo górniczych pensji. Czasem taki proceder kończył się w zagranicznych więzieniach. Jan Włodarek wspomina historię sprzed kilkunastu lat, kiedy podczas mistrzostw Bułgarii jeden z czołowych polskich kulturystów swoją kurację sterydową popił alkoholem. Efektem była wielka burda, kilka osób pobitych i interwencja bułgarskiej milicji, która nie żałowała pałek.

Gdy rozpoczęła się walka z dopingiem, próbowano obchodzić przepisy. Ludziom sportu przyszedł w sukurs świat przestępczy. Wykorzystywano przychylność lekarzy, fałszowano recepty, włamywano się do aptek. Skala problemu nie była jednak niepokojąca. Wszystko zmieniło się wraz z nadejściem mody na muskularną sylwetkę w latach 80. Rozpoczęła się nowożytna era dopingu.

Dziś wygląda na to, że czarny rynek sterydów w Polsce ma się dobrze. Chętnych do stosowania niedozwolonych środków farmakologicznych w kulturystyce z roku na rok przybywa, podobnie zresztą jak w innych sportach. Rozwija się zatem handel, który z powodu restrykcyjnych regulacji prawnych w wielu państwach musi zejść do podziemia. W całym kraju istnieje dobrze zorganizowana sieć hurtowników, kurierów i dealerów, którzy docierają niemal do każdego klubu. Handel sterydami prowadzony jest niejednokrotnie pod przykrywką legalnej działalności. "Są to przede wszystkim siłownie i firmy handlujące odżywkami, które mają łatwy kontakt z tym środowiskiem" - mówi pewien anonimowy kulturysta z Warszawy. Jego zdaniem za rynkiem narkotyków rośnie w Polsce drugi wielki rynek - sterydów, o którym mało mówi się w mediach. W samej Warszawie zajmuje się tym procederem kilkaset osób, które docierają ze swoim towarem do najdalszych zakątków kraju. W grę wchodzą coraz większe pieniądze. W zależności od źródła zysk na sprzedaży szmuglowanych środków waha się od 100 do 500 procent. Wielkie pieniądze można również zarobić na nielegalnym eksporcie polskich sterydów na zachód Europy. "Słyszałem o pewnym holenderskim kulturyście ze ścisłej światowej czołówki, który przyjeżdża do naszego kraju po towar i wyjeżdża stąd z dwiema pełnymi walizkami prochów" - mówi nasz informator. Część kulturystów handluje, by zarobić na swoją kurację sterydową, która nie jest tania i kosztuje 600-1200 złotych miesięcznie. Inni widzą w tym szansę na szybki zysk. "W ciągu roku można zarobić na niezły samochód, a przy tym mieć ciągle pieniądze na zabawę i dobre jedzenie" - dodaje kulturysta z Warszawy.

Walka z wiatrakami

Co jest zabronionym dopingiem, definiuje zarządzenie prezesa UKFiT (ostatnie z 20 czerwca 1997 r.). Lista środków i metod dopingowych opracowywana i modyfikowana jest przez Komisję do Zwalczania Dopingu w Sporcie. O ile wykryte przypadki dopingu sportowego można mniej lub bardziej precyzyjnie ocenić i ukarać, o tyle z karaniem za rozprowadzanie środków dopingujących jest dużo trudniej.

Przed Sądem Rejonowym dla Krakowa-Krowodrzy rozpoczął się proces Grzegorza L., Rafała F. i Filipa P. Oskarżeni byli właścicielami sklepów dla kulturystów w Tarnowie, Krakowie i Katowicach, w których m.in. sprzedawano bez zezwolenia środki hormonalne i anaboliki, głównie testosteron. Nawiasem mówiąc, swe sklepy reklamowali też we "Fleksie". "U jednego z podejrzanych o fałszerstwo środków chemii gospodarczej znaleźliśmy w czasie przeszukania znaczne ilości leków z grupy sterydowych - mówi funkcjonariusz wydziału do walki ze zorganizowaną przestępczością KWP w Krakowie. - Przy normalnym stosowaniu tych środków ich ilość starczyłaby jednej osobie na 100-200 lat. Ten człowiek nie potrafił wytłumaczyć, skąd ma tyle leków." Tak rozpoczęła się sprawa.

Za rozprowadzanie tych środków grozi im do dwóch lat pozbawienia wolności. Środki te można nabyć w kraju, ale jedynie na receptę i stosować pod ścisłym nadzorem lekarza. Oskarżeni odpowiadają z wolnej stopy z art. 67 ust. 2 pkt. 3 i 4 ustawy z 10 października 1991 roku o nadzorze farmaceutycznym, materiałach medycznych i aptekach. I jest to jedyny artykuł, na podstawie którego można walczyć z dopingiem. Posiadanie tych środków nie jest w Polsce zabronione.

"Z naszych materiałów operacyjnych wynika, że w wielu klubach kulturystycznych sprzedaje się sterydy, ale, żeby to udowodnić, trzeba złapać na gorącym uczynku kupującego i sprzedającego. Jak przy narkotykach - a to już nie jest takie łatwe" - mówi krakowski funkcjonariusz. W czasie przeszukań policja znalazła fałszywe recepty, pieczątki lekarskie i fabrycznie nowe opakowania polskich leków sterydowych produkowanych w jeleniogórskich Zakładach Przemysłu Farmaceutycznego "Jelfa".

"Ten proceder jest dobrze zorganizowany. Musi być człowiek, który sporządza fałszywe recepty, musi być aptekarz, który przyjmie takie recepty. Przecież są na nich pieczątki z adresami, telefony. Można wszystko sprawdzić, ale jakoś się tego nie robi" - mówi krakowski policjant. W wyniku śledztwa trafiono do apteki w Pobiedziskach, która sprzedawała testosteron bez recepty. Apteka już nie działa, została zamknięta dzięki staraniom policji.

Wszyscy oskarżeni w krakowskim procesie, który jest pierwszym tego typu w Polsce, odmówili zeznań. Obrona powołała na świadka trenera polskiej kadry narodowej. "Podejrzani nie chcieli nic mówić. Nie wiem, dlaczego. Może czegoś się boją" - mówi policjant. Jego zdaniem handlem sterydami w Polsce nie zajmuje się jednak mafia. To dwa różne światy i zupełnie różni ludzie. Ten rynek jest substytutem rynku narkotykowego, twierdzi. "Jak z tym walczyć? Walka z wiatrakami. To środowisko jest niezwykle hermetyczne" - dodaje.

Co jest w tej fiolce?

Na świecie głównymi legalnymi źródłami steroidów anabolicznych i hormonów wzrostu były i są północnoamerykańskie i europejskie zakłady farmaceutyczne. Ciągle rosnący popyt i restrykcje w obrocie spowodowały jednak, że na rynku procentowy udział środków z tych krajów zmniejszył się. Braki zostały wypełnione licznymi podróbkami, środkami pochodzenia weterynaryjnego, które kosztują jedną dziesiątą ceny środków dla ludzi, oraz licznymi anabolikami z krajów Europy Wschodniej i Trzeciego Świata, gdzie ceny są trzykrotnie niższe.

"Gdy zaczynałem handlować sterydami jakieś 8 lat temu, to głównymi źródłami były kraje byłego ZSRR, Bułgaria, Węgry i Rumunia. Stamtąd najłatwiej było przywieźć towar, kontrola na granicy zachodniej była o wiele dokładniejsza - mówi wspomniany warszawski kulturysta. - Produkty ze wschodu są tańsze, ale ich jakość jest bardzo niska. Hormon wzrostu pozyskiwany jest przecież z przysadek mózgowych, z ludzkich zwłok. Hormon ten bywa zakażony żółtaczką i wirusem HIV, ale ludzie to biorą."

Podróbki pochodzą z prowizorycznych laboratoriów, gdzie wykorzystywane są najprostsze komponenty. Bez przygotowania farmaceutycznego, domowym sposobem miesza się środki weterynaryjne, witaminy, zwykłą wodę czy barwniki spożywcze. W Polsce znane są przypadki, gdy zamiast sterydów połykano aspirynę albo wstrzykiwano sobie olej roślinny. Nie zawsze bezpieczne są także odżywki. Wszystkie powinny mieć stosowne atesty, ale kto w siłowniach prywatnych czy TKKF jest w stanie sprawdzić pieczątki na opakowaniu?

Przed rokiem 1984 większość środków była autentyczna. Zawartość ampułek i skład chemiczny tabletek odpowiadał informacjom zawartym na pudełkach. W drugiej połowie lat 80. sytuacja zmieniła się diametralnie. Nieuczciwi producenci z czasem nauczyli się korzystać z dobrodziejstw nowoczesnych technologii. Jakość opakowania jako kryterium oceny autentyczności produktu stała się zawodna. Obecnie można spotkać sterydy w pudełkach, których nie powstydziłyby się renomowane wytwórnie farmaceutyczne. Dopiero analiza zawartości fiolki ujawnia oszustwo.

W związku z powszechnością występowania fałszywych środków farmakologicznych zwiększyło się ryzyko stosowania dopingu. Pół biedy, gdy kulturysta wpadnie na teście antydopingowym, nie mając kontroli nad swoim cyklem sterydowym. Większe niebezpieczeństwo wiąże się z braniem środków wytwarzanych metodami chałupniczymi, które powstają w niesterylnych warunkach, przy braku odpowiedniej wiedzy i nieprecyzyjnym stosowaniu receptur. W efekcie produkowane są środki chemiczne o niebezpiecznym składzie. Ich stosowanie może doprowadzić do infekcji, grzybic, zapalenia wątroby, bolesnych owrzodzeń, a nawet do AIDS.

Może być także jeszcze gorzej. W Krakowie doszło do największej tragedii w polskim środowisku kulturystycznym. W wyniku stosowania anabolików zmarł na serce 19-letni zawodnik. Przy jego łóżku znaleziono puste opakowania po lekach sterydowych. Śledztwo, ze względu na brak dowodów na działania osób trzecich, zostało umorzone. W świecie kulturystycznym to nie nowość. W 1992 roku niemal na scenie zmarł Mike Materazo, który przedawkował środki odwadniające. Głośna była sprawa zgonu Andreasa Munzera i jeszcze paru innych zawodowców.

Nauka i odżywki

Redaktorzy pism kulturystycznych narzekają czasem na "popularne media", iż jeśli piszą o kulturystyce, to w kontekście dopingu i wszelkich patologii. Zachęcają do rzetelnego informowania podczas konferencji naukowych. Jedna z takich konferencji, pod nazwą "Doping a dozwolone wspomaganie treningu sportowego" odbyła się 7 marca 1998 r. na warszawskiej AWF. Z kilkunastu referatów tylko jeden poświęcono wyłącznie dopingowi. Marek Mędraś z AWF we Wrocławiu skrytykował najczęściej stosowane schematy przyjmowania związków anabolicznych. Kilka osób zahaczyło o temat. Trener Andrzej Dominiak zajął się etyką w sporcie i wyciągnął wniosek, że ludzie sportu nawet nie dostrzegają takiego problemu w czasach sprowadzenia sportu do widowiska i biznesu. "Wiadomo, jak się skończyła i jakie przyniosła skutki prohibicja w Chicago w latach dwudziestych" - orzekł w odniesieniu do dopingu. Wiesław Tomaszewski sklasyfikował metody i środki wspomagania wysiłku sportowego. Umieścił doping farmakologiczny na końcu. Pozostałe prace dotyczyły zalet wspomagania dozwolonego. Można odnieść wrażenie, że odżywki i suplementy stały się ostatnią nadzieją na wyrugowanie przynajmniej części środków i metod dopingowych ze sportu. Smutną i znaną konstatację, że doping był, jest i będzie, przyjęto właściwie bez dyskusji.

Kultura sterydowa

Witold Majchrzak, nestor polskiej kulturystyki, też jest zdania, że walka z dopingiem we współczesnej kulturystyce jest już przegrana. "Chemia okazała się silniejsza i teraz tylko można starać się zahamować to zjawisko - ograniczenie wzrostu, to już byłby sukces." Gdy biznes przerósł etykę, zbyt wielu ludziom, także działaczom sportowym, przestało zależeć na tym, by kulturystyka w Polsce naprawdę propagowała uniwersalne wartości, o których często lubi pisać i mówić Joe Weider. W końcu ten sport stał się jedynym, w którym specjalistyczne magazyny poświęcają wiele stron na informowanie o dobrych stronach dopingu. Nawet olimpijska wizja niewiele tu zmieni, także dlatego, że olimpizm w praktyce to też przede wszystkim biznes.

Wielu ludziom ćwiczącym w siłowniach wydaje się dziś, że farmakologia plus wysiłek to bezpieczna droga. Są tacy, zwłaszcza młodzi, którzy uwierzą, że eksperymenty na własnych organizmach to poświęcenie dla sportu, dla rozwoju nauki, a także kultury - kultury sterydowej. Uśmiechnięte oblicze Arnolda Schwarzeneggera, o którym żadne kolorowe pismo kulturystyczne nie napisze, że był prekursorem dopingu i stąd jego kłopoty z sercem, potwierdza, że warto ćwiczyć. Ktoś, kto zna sposoby przygotowania zawodników do konkursów, wie, że to kosztowna katorga psychiczna i fizyczna. Ktoś, kto ćwiczy dla siebie, też nie ma lekko. Jeśli jednak dowie się, że można iść na skróty, to poznaje tylko kawałek prawdy. Większa i gorsza jej część mieści się w strzykawce i tabletce, a tam bardzo trudno odróżnić, co jest humbugiem, a co nie. Jak piszą autorzy magazynów kulturystycznych: "Jesteś panem swego ciała - wybór należy tylko do ciebie." Coraz częściej wygląda na to, że ma to być wybór między STRZYKAWKĄ a TABLETKĄ.

zyc szybko umierac mlodo i h**...ON

"Popatrzcie tylko na wypowiedzi Samowara to jest jakis spamer!
Zawsze daje tylko te ""a wypowiedzi zadnej!"

Ekspert SFD
Pochwały Postów 686 Wiek 32 Na forum 11 Płeć Mężczyzna Przeczytanych tematów 13120
...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Początkujący
Szacuny 5 Napisanych postów 1067 Na forum 18 lat Przeczytanych tematów 60807
zjadlem kiedys kretke doriana i nic nie poszlo
...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Początkujący
Szacuny 3 Napisanych postów 628 Na forum 16 lat Przeczytanych tematów 18232
sog za starania copy & paste
...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Początkujący
Szacuny 0 Napisanych postów 413 Na forum 17 lat Przeczytanych tematów 23744
eee kiedys juz to czytalem

Sprzedam COŚ zobacz opis gg *******

...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Znawca
Szacuny 29 Napisanych postów 3409 Na forum 15 lat Przeczytanych tematów 18766
podalem autorów więc ocb???
1

zyc szybko umierac mlodo i h**...ON

"Popatrzcie tylko na wypowiedzi Samowara to jest jakis spamer!
Zawsze daje tylko te ""a wypowiedzi zadnej!"

...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Początkujący
Szacuny 0 Napisanych postów 413 Na forum 17 lat Przeczytanych tematów 23744
loooz łap soga

Sprzedam COŚ zobacz opis gg *******

...
Napisał(a)
Usunięty przez lodzianin1 za pkt 1 regulaminu
Początkujący
Szacuny 0 Napisanych postów 3 Na forum 4 lata Przeczytanych tematów 7
...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
lodzianin1 Moderator
Ekspert
Jest liderem w tym dziale Szacuny 46370 Napisanych postów 292723 Wiek 44 lat Na forum 15 lat Przeczytanych tematów 1434323
załóż swój temat wraz z ankietą działu
a nie wygrzebałes temat sprzed 11 lat
Nowy temat Temat Zamknięty
Poprzedni temat

cyklik;)

Następny temat

Gospodarka Hormonalna

nutlove nowy