Nawet niekoniecznie trzeba utrzymywać różne poglądy. Bo przy dokładniejszym wyjaśnieniu, może się okazać, że to nie jest różnica poglądów, tylko z jakiejś strony brak świadomości pewnych rzeczy.
Dlatego istotne jest dokładniejsze wyjaśnianie.
Np. dobrze byłoby, żeby osoby związane z wushu "instytutowym", zdawały sobie sprawę z otwartych ran przedstawicieli tradycyjnych przekazów. Z tego, że przez ostatnie kilkadziesiąt lat miało niestety miejsce sporo nieciekawych spraw. Tutaj Yang przypomniał kilka rzeczy. Na innym forum moderator też o tym pisał. I to nie jest jakaś agresja, która nie wiadomo skąd się bierze. To wynika z tego, że długo istniała opresja wobec nurtu tradycyjnego-ludowego. A dziś szczęśliwie sytuacja się zmieniła, ale w dalszym ciągu nie ma niestety równouprawnienia.
Po prostu ludzie związani z tradycyjnymi przekazami w Chinach wiedzą o pewnych rzeczach, z których "instytutowcy" nie zdają sobie sprawy.
To, że tradycyjny styl nauczany w instytutach wushu, to zupełnie inne zjawisko niż styl z tradycyjnego przekazu, już pisano tutaj i tam.
Np. pewien mistrz, już wspominany, naucza sportowców baguazhang, który jest stylem tradycyjnym. I ten mistrz jest jest przedstawicielem tradycyjnego baguazhang. I ten mistrz naucza tradycyjnego baguazhang. Ale to czego naucza sportowców, i to czego naucza prywatnie małe grono uczniów, to są całkiem różne rzeczy. I nie dlatego, że nie chciałby sportowcom przekazać całej swojej wiedzy. Wręcz przeciwnie. Ale sportowcy-instytutowcy tego nie chcą. Składają, że tak powiem zamówienie na produkt według swoich wyobrażeń i oczekiwań, i nie dają szansy mistrzowi, żeby przekazał im swoją pełną wiedzę.
A potem tacy sportowcy-instytutowcy mówią, że prezentują jakiś tam tradycyjny styl i powołują się nawet na mistrza z tradycyjnego nurtu, który im w instytucie fakultet danego stylu prowadził.
A serce mistrza rani, bo nie dano mu szansy na przekazanie instytutowym uczniom pełnego stylu. I co on i jego uczniowie z bliskiego kręgu ma czuć, gdy ci, którzy musnęli powierzchnię zaczynają uczyć niby jego tradycyjnego stylu?
A trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że to nie jest kwestia tego, czy ćwiczy się same formy, czy też interpretacje technik. To są głębsze różnice i na wielu płaszczyznach. W instytucie studenci chodzą na fakultet tradycyjnego stylu, poznają
metody treningowe, poznają formy, poznają zastosowania i ... myślą, że na tym to polega. Natomiast zaangażowani w ćwiczenie określonego stylu w tradycyjnym przekazie przekonują się, że to był taki jakby szkic, pierwsza warstwa, przygotowanie, jakby szkoła podstawowa, a potem niby to samo robi się inaczej, a potem lata treningu i doświadczeń, i mistrz wprowadza w kolejną warstwę. Bardzo często tak to właśnie wygląda. I wtedy ta całość (w tym kwestia zastosowania technik), na tym etapie, zupełnie inaczej się przedstawia niż z punktu widzenia absolwenta instytutu, który miał parę tradycyjnych styli w programie studiów, nawet jeśli w jakimś się bardziej specjalizował. Z punktu widzenia siedzących głęboko w tradycyjnym przekazie danego stylu, to będzie tylko powierzchowna namiastka, niezależnie od tego ile medali taka osoba wykosiła.
Ale o tym wiedzą ci, którzy uczą się u takich mistrzów od nieoficjalnej strony, nie instytutowo.
Jeszcze takie kwestie, jak powtarzanie studentom instytutów, że te wersje tradycyjnych systemów nauczane w instytucie są "podniesione na wyższy poziom".
A patrząc ze strony mistrza od którego to pochodzi, jak to wygląda? Ludzie, którzy z jego punktu widzenia zapoznali się z "przedmową do dzieła", nie poznali całości systemu, zaczynają twierdzić, że to co prezentują jest "podniesione na wyższy poziom". Jak można podnieść na wyższy poziom coś, czego się nie zna w pełni? Tak to wygląda z tej drugie strony, nie tej oficjalno-instytutowej.
Jeszcze raz o tym piszę, bo wciąż jakby przedstawiciele sportowego wushu, jeżdżący do instytutów i uczący się u ich absolwentów nie zdawali sobie sprawy jak to wygląda z drugiej strony, i dlaczego ta druga strona nieustannie podkreśla, że tzw. tradycyjny styl z instytutu wushu, to całkiem inne zjawisko niż to co oni robią.
Pewien problem, że u nas generalnie brak jest wiedzy, brak jest terminologii, która pozwalałaby lepiej rozróżniać pewne nurty i kategorie.
W Chinach faktycznie jest łatwiej o uściślenie i uniknięcie nieporozumień. Np. poza terminem chuantongde 传统的 - tradycyjny, jest termin zhengzongde 正宗的 - tradycyjny, ortodoksyjny. Ten drugi praktycznie nigdy nie zostanie użyty przez instytutowców, wręcz będą się od niego odżegnywać.
Ponadto istnieje podział na guanfangde 官方的- oficjalny (wushu pochodzące od strony oficjalnej, rządowej) i minjiande 民间的 - ludowy (wushu uprawiane "oddolnie" - "wśród ludu").
U nas brakuje świadomości, także w środowisku chińskich sztuk walki, istnienia takich terminów i zróżnicowań, i to przeszkadza w porozumieniu. Chińczycy mają na to więcej słów i rozmowa nie utyka na: "my jesteśmy tradycyjni, a nie bo my jesteśmy tradycyjni". Tradycyjny, tradycyjny, tradycyjny, w kółko jedno słowo, podczas gdy Chińczycy nie wpadają tutaj w zapętlenie, a uściślają wieloma innymi terminami, z których istnienia u nas mało kto zdaje sobie sprawę.
Na koniec jeszcze raz powtórzę -
zdecydowanie polecam udać się na to seminarium. Bo niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z instytutowym wariantem tradycyjnego stylu, czy z tradycyjnym przekazem (inaczej ludowym), to na tym etapie w Polsce dla osób zainteresowanych bajiquan jest to wyjątkowa szansa, żeby się z elementami tego systemu zapoznać. A jeśli kogoś to wciągnie, to można próbować dalej i głębiej, albo instytuowo, albo ludowo poszukiwać.
Przy czym jestem absolutnie przekonany, że dla wielu osób instytutowe warianty tradycyjnych systemów tak naprawdę są o wiele odpowiedniejsze, bardziej przystępne, niż przekazy bardziej tradycyjne. To nie chodzi o to, żeby wszyscy ćwiczyli te zhengzongde minjiande wushu. Chodzi o to, żeby mieć orientację co jest czym, jak się ma do innych nurtów, co daje, czego wymaga.
Co z tego, że ktoś ma szansę uczyć się tradycyjnego przekazu, jeśli nie ma możliwości poświęcić się temu na tyle, żeby rzeczywiście dotrzeć do etapu, gdy można zauważyć różnicę?
Z punktu widzenia przeciętnego człowieka, który chce sobie poćwiczyć rekreacyjnie coś co w jakimś stopniu odnosi się do walki i otrzeć się przy tym o kulturę dalekiego wschodu, naprawdę nie ma to tak dużego znaczenia, czy trafi do instruktora instytutowego, czy ludowego. I tu i tu odniesie podobne korzyści.
Natomiast dopiero dla pasjonatów, którzy gotowi są naprawdę dużo czasu i wysiłku poświęcić dla nauki, tak naprawdę będą istotne te rozróżnienia.
Zmieniony przez - dacheng w dniu 2011-01-21 01:26:35