Widze,ze co niektorzy zaczynaja sie dzielic swoimi przezyciami z ulicy.Moze to i dobrze bo dzieki temu mozna sie czegos nauczyc.Skoro tak to moze posluchacie mojej histori.
Klika tygodni temu wychodzilem od panny,gdzies ok 22.Jestem juz na dole i widze ze miedzy moja fura a jej stoi jakis koles i cos majstruje.No to ja do niego ruszam,a on na moj widok zaczyna brac nogi zapas.W tym momencie troche zglupialem bo nie wiedzialem co robic,czy go gonic czy zobaczyc co z autem.Zostalem przy samochodzie.Tak sie sklada,ze moja panna i ja mamy male fiaty,ktore jak wiadomo latwo jest otworzyc.Patrze,a jej samochod jest otwarty,ale nic nie zginelo bo koles podniosl tylko zpadke i drzwi nie zdazyl otworzyc.Zobaczywszy to stwierdzilem,ze nic sie nie stalo,ale postanowilem kontrolnie sprawdzic okolice.No wiec za chwile jade sobie,a tu panna do mnie dzwoni ze ten gosc wrocil i gdzies tam sie kreci.No wiec ja wracam i za chwile patrze...idzie ten zlodziej.Jak mnie zobaczyl to zaczal biec w ulice gdzie nie moglem wjechac bo byla jednokierunkowa,ale tak mnie to wkur(w)ilo,ze stwierdzilem,ze jade pod prad.Na szczescie ruch byl znikomy,wiec moglem jechac.Koles caly czas biegnie,ale ja go doganiam.W pewnym momencie cos dziwnego ze mna sie stalo,chyba przestalem logicznie myslec bo stwierdzilem ze go rozjade...Spokojnie,nie tak za raz na smierc tylko go lekko pukne,zeby sie przewrocil.Na szczescie byl tam duzy kraweznik,wiec na jego i chyba moje tez szczescie nie moglem podjechac.Koles w koncu wymiekl i zatrzymal sie.No to ja chop z auta i do niego.Od razu zaczalem go prac,dostal cios w glowe,a pozniej poprawilem jeszcze butem w nery.Tak mnie wkur(w)il swoja bezczelnoscia,ze chcialem go niezle sprac.Jednak gosc po tych kilku ciosach zaczal mnie strasznie blagac zebym go zostawil i nie wiozl na psy.Twierdzil ze starzy go zabija jak odwioze go na komende.I nie wiem,moze zle zrobilem ale po chwili stwierdzilem,ze go puszcze,tym bardziej ze nic sie takiego nie stalo.Spisalismy tylko jego dane i poszedl free.Tak to mniej wiecej wygladalo.On twierdzil ze chcial tylko sprawdzic czy jego kluczyk pasuje do naszych samochodow.Wytlumaczylem mu ze ma zmienic sobie hobby,a jezeli w moim samochodzie zginie chocby jeden migacz to jest on pierwszym podejrzanym u psow.Potem zaczalem zastanawiac sie nad swoja agresja,czy do konca byla uzasadniona,ale gdyby Wam dwa razy okradli auto ze wszystkich swiatel to jak byscie zareagowali?Pozdrawiam.
benon
Klika tygodni temu wychodzilem od panny,gdzies ok 22.Jestem juz na dole i widze ze miedzy moja fura a jej stoi jakis koles i cos majstruje.No to ja do niego ruszam,a on na moj widok zaczyna brac nogi zapas.W tym momencie troche zglupialem bo nie wiedzialem co robic,czy go gonic czy zobaczyc co z autem.Zostalem przy samochodzie.Tak sie sklada,ze moja panna i ja mamy male fiaty,ktore jak wiadomo latwo jest otworzyc.Patrze,a jej samochod jest otwarty,ale nic nie zginelo bo koles podniosl tylko zpadke i drzwi nie zdazyl otworzyc.Zobaczywszy to stwierdzilem,ze nic sie nie stalo,ale postanowilem kontrolnie sprawdzic okolice.No wiec za chwile jade sobie,a tu panna do mnie dzwoni ze ten gosc wrocil i gdzies tam sie kreci.No wiec ja wracam i za chwile patrze...idzie ten zlodziej.Jak mnie zobaczyl to zaczal biec w ulice gdzie nie moglem wjechac bo byla jednokierunkowa,ale tak mnie to wkur(w)ilo,ze stwierdzilem,ze jade pod prad.Na szczescie ruch byl znikomy,wiec moglem jechac.Koles caly czas biegnie,ale ja go doganiam.W pewnym momencie cos dziwnego ze mna sie stalo,chyba przestalem logicznie myslec bo stwierdzilem ze go rozjade...Spokojnie,nie tak za raz na smierc tylko go lekko pukne,zeby sie przewrocil.Na szczescie byl tam duzy kraweznik,wiec na jego i chyba moje tez szczescie nie moglem podjechac.Koles w koncu wymiekl i zatrzymal sie.No to ja chop z auta i do niego.Od razu zaczalem go prac,dostal cios w glowe,a pozniej poprawilem jeszcze butem w nery.Tak mnie wkur(w)il swoja bezczelnoscia,ze chcialem go niezle sprac.Jednak gosc po tych kilku ciosach zaczal mnie strasznie blagac zebym go zostawil i nie wiozl na psy.Twierdzil ze starzy go zabija jak odwioze go na komende.I nie wiem,moze zle zrobilem ale po chwili stwierdzilem,ze go puszcze,tym bardziej ze nic sie takiego nie stalo.Spisalismy tylko jego dane i poszedl free.Tak to mniej wiecej wygladalo.On twierdzil ze chcial tylko sprawdzic czy jego kluczyk pasuje do naszych samochodow.Wytlumaczylem mu ze ma zmienic sobie hobby,a jezeli w moim samochodzie zginie chocby jeden migacz to jest on pierwszym podejrzanym u psow.Potem zaczalem zastanawiac sie nad swoja agresja,czy do konca byla uzasadniona,ale gdyby Wam dwa razy okradli auto ze wszystkich swiatel to jak byscie zareagowali?Pozdrawiam.
benon
Krzysztof Piekarz
