- To był prawdopodobnie najlepszy moment w mojej karierze - powiedział Marcin Gortat po zakończeniu meczu nr 3 pierwszej rundy playoffów pomiędzy Orlando Magic i Charlotte Bobcats. Gortat nie ugiął się presji ponad 20 tysięcy kibiców w hali w Charlotte i trafił trzy rzuty wolne, które w ostatnich sekundach przesądziły o zwycięstwie Magic.
- Nie wiem gdzie byśmy byli w tej rundzie, gdyby Marcin trafił do Dallas - przyznał Stan Van Gundy, trener Orlando Magic, odwołując się do sytuacji z lipca, gdy Dallas Mavericks zaoferowali Gortatowi 34 mln kontrakt, który następnie został przebity przez włodarzy klubu z Flroydy.
Magic grali w sobotę w Charlotte trzeci mecz pierwszej rundy playoffów. Hala była wypełniona kibicami ubranymi w jednolite białe koszulki. W pierwszym rzędzie, tuż przy parkiecie siedział sam Michael Jordan, właściciel Bobcats, który raz po raz nerwowo pokrzykiwał na sędziów.
Na 15 sekund przed końcem meczu Magic prowadzili różnicą trzech punktów, gdy rozgrywający gospodarzy, Raymond Felton nie trafił rzutu po wejściu pod kosz. Gortat zdecydowanie wygrał walkę o piłkę i szybko został sfaulowany.
Polski środkowy po chwili pojawił się na linii rzutów wolnych. 20 tysięcy kibiców Bobcats zaczęło buczeć i gwizdać, by zdeprymować Polaka. Gortat spudłował swój pierwszy rzut, ale drugi był już celny. Bobcats wzięli przerwę na żądanie, mając cztery punkty straty. W kolejnej akcji Magic sfaulowali D.J.'a Augustina, jednego z zawodników gospodarzy, którzy powędrował na linię rzutów osobistych i trafił dwa razy.
Magic mieli tylko dwa punkty przewagi i 12 sekund do końca, gdy J.J. Redick, obrońca Magic zdecydował się podać piłkę do Gortata. Polak trafia w tym sezonie 68% rzutów wolnych, o 10% lepiej niż w poprzednim sezonie. Mimo wszystko na parkiecie w drużynie Magic znajdowali się lepsi strzelcy.
Gortat ponownie trafił więc na linię, ale tym razem ręka mu nie zadrżała i spokojnie trafił dwa razy. Cztery punkty przewagi Magic, pudło Feltona w kolejnej akcji i zbiórka Gortata na zakończenie meczu przypieczętowała kilka nerwowych sekund dla naszego zawodnika.
Po meczu "Polish Machine" mówił o presji, która towarzyszyła mu w tych końcowych sekundach.
- Powiedziałem sobie "Spokojnie. To jest to samo, co robisz codziennie przed czy po treningu". Starałem wyobrazić sobie, że stoję na parkiecie naszej mniejszej salki treningowej.
Gortat zdobył w całym meczu 5 punktów i zebrał 8 piłek. W tym kilka w kluczowych momentach tego spotkania.
- Przegraliśmy przez te zbiórki. Gortat trzymał ręce na wielu z nich - mówił Larry Brown, legendarny trener Bobcats.
Dla Gortata był to tymczasem kolejny dzień w pracy, ale dzień niezwykły, bo tym razem los przełomowego zwycięstwa Magic leżał tylko i wyłącznie w jego rękach. Orlando Magic prowadzi w tym momencie 3:0 i musi wygrać jeszcze jedno spotkanie, by awansować do drugiej rundy playoffów. W 64-letniej historii NBA jeszcze nigdy żaden zespół nie przegrał serii, w której prowadził 3:0.
- To jeszcze nie czas, by myśleć o kolejne rundzie. Musimy pewne rzeczy robić krok po kroku. Naszym celem jest mistrzostwo NBA - podsumował Gortat.
- Nie wiem gdzie byśmy byli w tej rundzie, gdyby Marcin trafił do Dallas - przyznał Stan Van Gundy, trener Orlando Magic, odwołując się do sytuacji z lipca, gdy Dallas Mavericks zaoferowali Gortatowi 34 mln kontrakt, który następnie został przebity przez włodarzy klubu z Flroydy.
Magic grali w sobotę w Charlotte trzeci mecz pierwszej rundy playoffów. Hala była wypełniona kibicami ubranymi w jednolite białe koszulki. W pierwszym rzędzie, tuż przy parkiecie siedział sam Michael Jordan, właściciel Bobcats, który raz po raz nerwowo pokrzykiwał na sędziów.
Na 15 sekund przed końcem meczu Magic prowadzili różnicą trzech punktów, gdy rozgrywający gospodarzy, Raymond Felton nie trafił rzutu po wejściu pod kosz. Gortat zdecydowanie wygrał walkę o piłkę i szybko został sfaulowany.
Polski środkowy po chwili pojawił się na linii rzutów wolnych. 20 tysięcy kibiców Bobcats zaczęło buczeć i gwizdać, by zdeprymować Polaka. Gortat spudłował swój pierwszy rzut, ale drugi był już celny. Bobcats wzięli przerwę na żądanie, mając cztery punkty straty. W kolejnej akcji Magic sfaulowali D.J.'a Augustina, jednego z zawodników gospodarzy, którzy powędrował na linię rzutów osobistych i trafił dwa razy.
Magic mieli tylko dwa punkty przewagi i 12 sekund do końca, gdy J.J. Redick, obrońca Magic zdecydował się podać piłkę do Gortata. Polak trafia w tym sezonie 68% rzutów wolnych, o 10% lepiej niż w poprzednim sezonie. Mimo wszystko na parkiecie w drużynie Magic znajdowali się lepsi strzelcy.
Gortat ponownie trafił więc na linię, ale tym razem ręka mu nie zadrżała i spokojnie trafił dwa razy. Cztery punkty przewagi Magic, pudło Feltona w kolejnej akcji i zbiórka Gortata na zakończenie meczu przypieczętowała kilka nerwowych sekund dla naszego zawodnika.
Po meczu "Polish Machine" mówił o presji, która towarzyszyła mu w tych końcowych sekundach.
- Powiedziałem sobie "Spokojnie. To jest to samo, co robisz codziennie przed czy po treningu". Starałem wyobrazić sobie, że stoję na parkiecie naszej mniejszej salki treningowej.
Gortat zdobył w całym meczu 5 punktów i zebrał 8 piłek. W tym kilka w kluczowych momentach tego spotkania.
- Przegraliśmy przez te zbiórki. Gortat trzymał ręce na wielu z nich - mówił Larry Brown, legendarny trener Bobcats.
Dla Gortata był to tymczasem kolejny dzień w pracy, ale dzień niezwykły, bo tym razem los przełomowego zwycięstwa Magic leżał tylko i wyłącznie w jego rękach. Orlando Magic prowadzi w tym momencie 3:0 i musi wygrać jeszcze jedno spotkanie, by awansować do drugiej rundy playoffów. W 64-letniej historii NBA jeszcze nigdy żaden zespół nie przegrał serii, w której prowadził 3:0.
- To jeszcze nie czas, by myśleć o kolejne rundzie. Musimy pewne rzeczy robić krok po kroku. Naszym celem jest mistrzostwo NBA - podsumował Gortat.
Power wears out those who do not have it.
Inne dyscypliny & Hazard



