Trochę zajęty ostatnimi czasy byłem, i nie miałem za bardzo czasu pisać ani przestrzegać ściśle diety (ale starałem się odżywiać według zasad odżywiania - po prostu nie rozpisywałem tak dokładnie bilansu kalorycznego), ale już od poniedziałku wracam do rygoru ;) Ćwiczyć przez ten czas oczywiście ćwiczyłem, nie myślcie, że już mi się znudziło :] - w środę plan był taki sam jak w poniedziałek, jedynie do uginania nadgarstków dodałem sobie obciążenia, więc tym razem było to 8kg na rękę. W czwartek nie miałem już za bardzo siły biegać (zrywanie owoców kilka godzin męczy...) tak jak planowałem, więc znów było to 45 minut na rowerze stacjonarnym. W piątek natomiast przestałem robić jedno ćwiczenie -
podciąganie na drążku, którego nie jestem w stanie jeszcze zrobić 8 razy, a podciąganie "z ziemi" nie wydaje mi się specjalnie efektywne. Zamiast tego robię
wiosłowanie hantlami (po 8kg) na "ławce prostej", za którą póki co służyły mi dwa taborety i krzesło (mam nadzieję, że już niedługo - zbieram na ławkę z prawdziwego zdarzenia - korzystając z okazji:
lepiej kupić najzwyklejszą ławkę prostą, czy taką, która służyć może i za prostą i za skośną?). Dziś, konkretnie - za chwilę idę biegać, ciekawe ile wytrzymam, nie biegałem praktycznie od gimnazjum...
Jeżeli chodzi o dotychczasowe efekty, poza lekkimi zakwasami po przebudzeniu przybrałem trochę na wadze - waga wahała mi się zawsze między 59,5 a 60 kilo, teraz między 60,5 a 61, więc jestem dobrej myśli ;) Powoli też zarysowują mi się mięśnie w górnej części klatki piersiowej, ale to raczej efekt lepszego przepływu krwi, albo takie moje przywidzenie. Ogólne samopoczucie też wydaje mi się lepsze.
Aparatu jeszcze trochę mieć nie będę, więc wrzucę zaraz te zdjęcia, które miałem przedtem, nie są rewelacyjne, ale coś tam na nich widać będzie, a i na przyszłość porównanie będzie lepsze, bo zanim jeszcze zacząłem ćwiczyć. Te zdjęcia uświadomiły mi, że mam jednak trochę krzywy kręgosłup, na co nigdy przy żadnych badaniach nikt mi uwagi nie zwrócił. Dziwne.