cześć!
skoczyłem!
i opisze swoje wrażenia
Zebraliśmy się na gliwickim lotnisku ok 13:00, obserowaliśmy i staraliśmy się jako nowa grupa pomagać w przygotowaniach do pierwszych w tym sezonie skoków w tej sekcji. Wynoszenie tzw. stołów na ktorych rozklada sie spadochrony, 'oczyszczenie' hangaru z mniejszych pojazdów aby wyprowadzić z niego nasz pojazd (samolot oczywiście :D)
Ogólnie wszystkie te przygotowania trwały do ok 16:00
O godzinie 16:00 ruszyła pierwsza grupa - w samolocie bylo miejsca dla ok 8 osób.
Wszyscy skoczyli i wszystkim otwarły się spadochrony.
Mimo wszystko napięcie było w huuuuj, przynajmniej ja odczuwałem
Ok 17:00 rozpoczęła się tura nr.2 w ktorej już ja wziąłem udział.
Zalozono mi spadochron, zalozylem kask i do samolotu.
ANTEK - bo tak sie nazywa nasz samolot z ktorego skaczemy w sekcji, wzbil sie w niebo bardzo szybko. Od razu poczułem że po kilku minutach wzbijania się w górę uszy zaczęłmy mi sie zatykać i odtykać, i przegrody nosowe także, zresztą nie tylko mi. Gdy wyjżałem przez okienko to bylem posrany - taka gigantyczna wysokość - już to mnie przeraziło niesamowicie - myśle sobie JESTEŚ ŚWIREM! PRZECIEŻ MASZ LĘK WYSOKOŚCI!
Byłem ustawiony do skoku jako trzeci.
Pierwszych dwóch wyskoczyło, potem był nawrót, i kolej na mnie!
AAAAAAAGH, od wyskoku ze spadochronu do otwarcia spadochronu nie pamietam praktycznie nic, pamietam tylko że jak podchodziłem do drzwi to mialem w sobie taką ilość adrenaliny, taką masę emocji, że do niczego w swoim życiu nie potrafiłbym tego porównać. To było coś niesamowitego, nie wiem raz jeszcze powtarzam do czego to porównać. Podchodząc do drzwi całe swoje życie przeleciało mi w ciągu ułamka sekundy.
Gdy już spadochron się otwarł, przez ok kilkanaście sekund patrzałem na czasze czy ok, ale potem bałem się spojrzeć na dół

, w końcu jednak się przełamałem i po chwili strach minął. Te widoki, bezchmurne niebo świetna pogoda, i krajobraz, nastepny film mentalny mi się włączył, strasznie się wzruszyłem tym co widziałem.
Szybko jednak sie zorientowałem ze ziemia dosc szybko się przybliża.
Niestety nie udało mi sie wylądować pod wiatr, wylądowałem z wiatrem, oczywiście mnie pociągło z 15 metrów po ziemi, na szczęście trafilem na lotnisko (na jego skraj), i nie nabilem sobie nawet najmniejszego siniaka.
OPR oczywiscie za to ze lądowałem jak samobojca z wiatrem, ale przezylem i jest ok, nastepnym razem bede wyszukiwał 'wiatraka'
podsumowując: boję sie drugiego skoku bardziej niż pierwszego, ale bardziej niż to nasila się wemnie chęć pokonania tego strachu
w sobotę skoczę po raz drugi
trzymajcie kciuki
aaaaaaaagh!