Jezeli wszyscy tak sobie milo gawedza o ciekawych urazach na lyzwach to i ja sie dolacze.
Po pierwsze to chcialbym powiedziec ze tak jak wczesniej wspomniala moja koelzanka Shelly jednostajna ale dluga jazda na lyzwach o niskiej intensywnosci to trening aerobowy.
Mozna porownac do jazdy na rolkach, tylko niestety trzeba smigac dookola lodogryfu i nie wykonywac akrobacji.
Progi intensywnosci tlenowe czli usredniajac dla wszystkich grup wiekowych itp 120-140/min.
Najfajniejsze jest to ze przy tym cw bardzo mocno w sposob ciagly angazujemy brzuch, prostowniki, posladki i uda.
A wiec drogie panie tylko jezdzic, figura po czyms takim konkursowa.
Na koniec dodam ze niedawno moj kolega chcial sie nauczyc piruetu czy czegos podobnego i tak niefortunnie runol ze mial
wybity obojczyk.
Chlopak jest od sztuk walki wiec mial przechlapane przez pewien czas.
A zeby bylo smiesznie dodam, wyobrazcie sobie 120-130kg calineczke na tafli lodu ktora wogole nie umie jezdzic, nawet wtedy to jeszczedobrze padac nie umiala, bo judo dopiero zdaje sie na 4roku studiow miala.
I ta wredna Pani doktor ktora kaze na srodek wyjsc.... ,a ta calineczka to ja....
CZESC