Ale mam nadzieję, że to nie jest taka "moja tendencja" (w sensie dopatrywania się na siłę) tylko pewien fakt. Wiesz, pewne wątki buddyjskie w historii filozofii (zachodniej oczywiście) przewijają się od starożytności, np "apeiron" u Anaksymandra przypomina nieco buddyjską teorię przestrzeni. Znacznie późniejsza stoicka "apatia" - choć obiegowo zyskała wypaczoną konotację - do złudzenia przypomina dzogczen. Jest rzeczą naturalną, że różne kultury niezależnie od siebie mogą dochodzić do zbliżonych wniosków. W filozofii współczesnej, zwłaszcza w filozofii przyrody buddyjskie sympatie aż biją po oczach. Nie ma w tym nic dziwnego, bo - mówiąc wprost - buddyzm jest jedynym spośród światopoglądów religijnych (świadomie unikam słowa religia), który nie kłóci się z osiągnięciami nauki, np kosmologii. Pamiętaj, że buddyzm jest starszy od chrześcijaństwa o ok 500 lat. Teraz, kiedy chrześcijańskie genezis można traktować wyłącznie w kategorii mitologii (nikt poza Giertychem nie bieże jej na serio), buddyjska wizja przyrody wciąż jest aktualna! Mówię przede wszystkim o koncepcji pustki jako podłoża wszelkich zjawisk. Wypisz wymaluj teoria big bangu z geometrycznego punktu (który jak wiadomo ma wymiar O). Buddyzm ma też pewien wentyl bezpieczeństwa w postaci Kalamasutry, którą pozwolę sobie zacytować: "Nie wierzcie w jakiekolwiek przekazy tylko dlatego, że przez długi czas obowiązywały w wielu krajach. Nie wierzcie w coś tylko dlatego, że wielu ludzi od dawna to powtarza. Nie akceptujcie niczego tylko z tego powodu, że ktoś inny to powiedział, że popiera to swoim autorytetem jakiś mędrzec albo kapłan, lub że jest to napisane w jakimś świętym piśmie. Nie wierzcie w coś tylko dlatego, że brzmi prawdopodobnie. Nie wierzcie w wizje lub wyobrażenia, które uważacie za zesłane przez boga. Miejcie zaufanie do tego, co uznaliście za prawdziwe po długim sprawdzaniu, do tego, co przynosi powodzenie wam i innym"
Cytuję to ponieważ podczas 8 lat studiowania filozofii niczego mądrzejszego nie przeczytałem. Zestaw to sobie z podejściem do sprawy którejkolwiek religii: islamu, chrześcijaństwa, judaizmu itp itd. Tam Ci powiedzą: "my mamy objawienie a jak Ci się nie podoba to goń się. I tak skończysz w piekle" - ot miłosierdzie
Pytasz, dlaczego zatem wielu filozofów sympatyzujących z buddyzmem nie uważa się za buddystów. Jest kilka powodów. Np Ireneusz Kania powiedział kiedyś, że w zasadzie to wyznaje buddyzm ale nie uważa się za buddystę, gdyż wg niego esencją nauk jest stały bezpośredni kontakt z lamą, którego nie może mieć w Europie. To by się zgadzało w odniesieniu do buddyzmu tybetańskiego ale nie do buddyzmu w ogóle. Kalamasutra komletnie wyklucza takie podejście. Innym naukowcom buddyzm pasuje w aspekcie intelektualnym ale zraża ich restrykcyjne podejście do praktyki (buddysta musi się zdrowo nad sobą napracować). Wolą zostać teoretykami - ich sprawa. Niektórzy głoszą buddyjskie koncepcje nieświadomie: np. Stanisław Lem mocno trąci buddyzmem (patrz „Golem XIV”) odcinając się jednocześnie od niego, jak od „każdej innej religii”. Dlaczego? Filozofia wschodu nigdy nie leżała w polu jego zainteresowań, więc jej nie zna i patrzy na buddyzm przez pryzmat buddyjskiego folkloru. Są jeszcze ludzie, którzy zgadzają się z buddyjską filozofią, medytują, pracują nad sobą, ale nie uważają się za buddystów, bo nie lubią się szufladkować. I dobrze, bo łatka jaką sobie przylepisz nie ma najmniejszego znaczenia.
"Energia przepływa, nie powinna stać.
A stoi gdy wątpisz w tę energię.
Musisz więc za energią nadążyć, nadążyć za siłą.
Wówczas jesteś z siłą w harmonii."
A co do strony, to wkleiłem koledze po kolei linki, które się wyświetlały na googlach. Sam nie chodzę po stronach zenów, bo mam o nich opinię podobną jak o szkole, o którą pytasz. O ile interesuje mnie filozofia zen, to związki wyznaniowe zen są żałosne. Wystarczy wspomnieć rozbuchany kult mistrza, ślepe posłuszeństwo i na koniec ten kij pomagający w oświeceniu
Nie gniewaj się, ale:
Nie gniewaj się, ale nie jesteś ani praktykiem ani teoretykiem. To bardzo dobrze, że masz zapał do praktyki, ale pracuj nad sobą, bo oprócz niewiedzy (która w buddyzmie uważana jest za jedno z głównych zaciemnień - klesi) wyłazi z Ciebie agresja. Z tego, że dobrze znam teorię buddyzmu pochopnie wyciągasz wnioski, że jestem tylko teoretykiem. Buddystą jestem prawdopodobnie o wiele dłużej niż Ty (wnioskując ze stopnia Twojej wiedzy). Gadać ze mną nie musisz, nie musisz też czytać, uczyć się ani praktykować. Twój wybór. Ale tej oporności na wiedzę nie nazywaj buddyjską praktyką. Życzę Ci więcej otwartości i sukcesów.