Akurat męczyliśmy temat w biurze z nudów, więc odkopię, może komuś się przyda. Dawno, dawno temu, jak trenowałem regularnie w wieku 20 lat hehe :) to sobie kupiłem takie cudo - na allegro był wtedy dostępny tylko jeden model dla plebsu za grosze i podobny w ładnym pudełku na telemango za 10x tyle. Więc ten dla plebsu omawiamy - prąd, to prąd :) natężenie takie samo.
Mała tubka żelu w zestawie, aluminiowa folia (albo coś tego typu) na styku ze skórą od spodu. Przykładałem wszędzie, tak, do jajec też jak na Jackassie - dla testów oczywiście :).
Czy to działa? TAK, ale nie tak, jak większość sobie wyobraża. Prąd powoduje spięcie mięśni, do których dociera - zasada prosta, co nie znaczy, że ma to wartość treningową.
Na które mięśnie to działa? Na te, które możesz trenować "spięciami" - sprawdzałem wszędzie i tylko na brzuchu ma to sens, no chyba, że ktoś spięciami coś innego ćwiczy - w zasadzie to tylko mięśnie Kegla mi do głowy przychodzą poza brzuchem... Ale tego nie testowałem, jak masz 20 lat to wiadomo.
Jak założysz na bica, to ci podniesie przedramię do połowy, co większego sensu nie ma. Chyba, że na konwent "narodowców" do synchronicznego hailowania... Przykładanie tego do mięśni, gdzie wymagany przy ćwiczeniach jest pełen zakres ruchu pod obciążeniem - nie ma najmniejszego sensu.
Więc: na które mięśnie ta zabawka? Na
mięśnie brzucha.
Żeby było jasne, ja nie jestem ekspertem, widziałem w jakimś materiale, że Bruce Lee sobie tak trenował i klatkę, że mu cyce spinało - być może dla rzeźby daje to jakieś 3% na plus, ale w tym samym czasie można 100 pompek pocisnąć wąskich chyba z lepszym efektem... Więc dalszy opis ograniczam do brzucha.
Dla kogo jest to urządzenie? Dla tych, co mają rozwinięte mięśnie i bardzo niewiele tłuszczu na brzuchu. Jak masz smalec na 5 cm, to kartofla możesz sobie przykładać z podobnym skutkiem. Ewentualnie jakieś odparzenia miejscowe sobie zrobisz z głupiego uporu - smalec prądu za dobrze nie przewodzi i do mięśni się prąd nie przebije. Szczególnie, jak ich nie ma. Więc nie dla tłuszczy ta zabawka.
Więc: czy spalę tym oponę na brzuchu? NIE. Czy zrobię sobie tym kaloryfer? NIE.
No dobra, działanie: ja ćwiczyłem na leżąco, żeby reszta mięśni nie zakłócała ćwiczenia i lepiej się dało skupić - pewnie można to robić przy pracy w biurze, ale obstawiam, że efekt nie będzie nawet w połowie podobny. Smarujesz, przykładasz, włączasz. Czas ćwiczeń - 20-20 min.
Spina, ale nie spina mięśni prostych tak, z cię zgina w pół i podnosi, jak przy ćwiczeniach - cudów nie ma. Raczej spina mięśnie głębsze (w większym stopniu niż te proste, co z wierzchu są), bo czujesz, że pracuje ci coś innego niż zwykle. I to działa - ale generalnie trzeba się na tym skupić i również nieźle wysilić, żeby nie blokować, odczuwasz nawet ból i zmęczenie, po brzuchu pot spływa. Skóra trochę szczypie, ale nigdy żadnych skórnych obrażeń nie miałem - lekkie zaczerwienienie znikające po kilkunastu minutach.
Zaznaczam, wtedy ćwiczyłem brzuch regularnie i mocno, w dużym zakresie klasycznymi ćwiczeniami, a to sobie z ciekawości kupiłem, nie jako zamiennik ćwiczeń. I po takiej 20 min sesji czułem ból w mięśniach brzucha, ale wyraźnie nie były to te mięśnie, które ćwiczyłem brzuszkami, spięciami, skosami, podciąganiem kolan, wznosami nóg za głowę, bo dawałem radę napiąć te pod spodem, czego wcześniej albo nie odczuwałem, albo nie mogłem zrobić.
Podsumowując: jak masz chęć sprawdzić jak to działa i masz kolejne 30 min do poświęcenia na trening, to kupisz ten badziew za 20-40 zł i możesz się pobawić. Płacenie za droższe nie ma sensu (w mojej opinii). Czy to warte tego czasu, w którym możesz inne ćwiczenia wykonać, to już indywidualna opinia każdego. Teoretycznie, jeśli szarpałoby to mięśnie, które przy regularnych ćwiczeniach nie pracują, to można od czasu do czasu odpalić.
Ale brzucha tym nie zrobisz, tłuszczu tym nie spalisz (no pewnie COŚ się spali, ale niewielkie coś).
Tyle ode mnie na tłusty piątek po tłustym czwartku.
Zmieniony przez - mrfalken w dniu 2020-02-21 08:25:25