Cześć.
Odkryłem u siebie dziwny nawyk/problem.
Przestałem odczuwać sytość - nie ważne ile zjem, w głowie dalej mam myśli o jedzeniu.
O ile w tygodniu podczas kontrolowania kalorii (okolo 2100 z rotacja w 2500 DT i 1800 DNT) nie mam z tym problemu bo dopycham sie np. cola zero, to na przykład w weekendowe wypady do domu gdzie czasem zapominam wagi nie potrafie sie opanować i jem wszystko na potęge do momentu aż nie zacznie mnie boleć brzuch.
Czy może to być spowodowane zbyt niską kaloryką/ niskimi tłuszczami (z reguły około 50g dziennie) i czy teoretyczne podbicie kalorii mogloby rozwiązać ten problem?
Dodam jeszcze, że:
1) moja dieta nie jest bardzo rystrykcyjna pod względem doboru produktów - jem zarówno zdrowe jak i przetworzone produkty które po prostu mi smakują
2) od 1,5 miesiąca jestem na IF gdzie wstając po 6, pierwszy posiłek zjadam o 15, a jeść kończę koło 20/21
Dzięki za odpowiedzi. :)
Odkryłem u siebie dziwny nawyk/problem.
Przestałem odczuwać sytość - nie ważne ile zjem, w głowie dalej mam myśli o jedzeniu.
O ile w tygodniu podczas kontrolowania kalorii (okolo 2100 z rotacja w 2500 DT i 1800 DNT) nie mam z tym problemu bo dopycham sie np. cola zero, to na przykład w weekendowe wypady do domu gdzie czasem zapominam wagi nie potrafie sie opanować i jem wszystko na potęge do momentu aż nie zacznie mnie boleć brzuch.
Czy może to być spowodowane zbyt niską kaloryką/ niskimi tłuszczami (z reguły około 50g dziennie) i czy teoretyczne podbicie kalorii mogloby rozwiązać ten problem?
Dodam jeszcze, że:
1) moja dieta nie jest bardzo rystrykcyjna pod względem doboru produktów - jem zarówno zdrowe jak i przetworzone produkty które po prostu mi smakują
2) od 1,5 miesiąca jestem na IF gdzie wstając po 6, pierwszy posiłek zjadam o 15, a jeść kończę koło 20/21
Dzięki za odpowiedzi. :)
Krzysztof Piekarz