Witam.
Zacznę może od tego, że mam 19 lat i w przeciągu ostatniego 1,5 roku schudłem 35kg redukując tym samym swoją wagę z 92kg do 57kg przy wzroście 175cm.
Dokonałem tego głównie biegając. Nie stosowałem żadnych diet a po prostu jadłem to co uważałem za słuszne i z głową.
Biegać zacząłem jakoś w czerwcu 2012. Przebiegałem czerwiec, lipiec, sierpień, wrzesień.
Potem miałem przerwę bo poszedłem na studia i nie miałem możliwości biegania.
Biegi wznowiłem w kwietniu 2013. Od tamtej pory biegałem kilka razy w tygodniu już nie po to aby schudnąć ale żeby utrzymać wagę i po prostu dla czystej przyjemności.
Do niedawna mój standardowy dystans wynosił 6km. Po jakimś czasie poczułem że to już stanowczo za mało i przerzuciłem się na 10km a raz na jakiś czas 12km. Biegałem kilka razy w tygodniu z czego zdarzało się np. 4 dni pod rząd po 10km.
Od kiedy schudłem trochę poprzestawiało mi się w głowie, nie ukrywam.
Boję się że przytyję, że stracę to co osiągnąłem. Robię więc wszystko aby do tego nie dopuścić.
Na początku lipca zdarzało mi się rano biegać 6km, jakiś czas potem przejechać rowerem 20km i jeszcze 10km przejść spacerem z kolegą. I tak kilka dni pod rząd.
Niestety od jakiegoś tygodnia z kawałkiem strasznie zaczęły boleć mnie kolana. Czuję jakby ktoś wiercił mi w nich dziurę. Najgorzej jest gdy wstanę rano lub gdy długo siedzę a potem kawałek się przejdę. Ból nieco ustępuje gdy się rozchodzę.
Co mam w tym wypadku zrobić bo domyślam się, że nie ma sensu biegać na siłę (choć podczas biegu nie boli) bo może być jeszcze gorzej?
Skoro ból nie minął od tygodnia to raczej nie przejdzie sam z siebie, mam rację?
Czy powodem bólu może być to że po prostu zarzynałem moje stawy?
Od kiedy mnie boli to nie biegam w zamian spaceruje trasą ok. 10km.
Będę wdzięczny za wszelkie porady.
Zacznę może od tego, że mam 19 lat i w przeciągu ostatniego 1,5 roku schudłem 35kg redukując tym samym swoją wagę z 92kg do 57kg przy wzroście 175cm.
Dokonałem tego głównie biegając. Nie stosowałem żadnych diet a po prostu jadłem to co uważałem za słuszne i z głową.
Biegać zacząłem jakoś w czerwcu 2012. Przebiegałem czerwiec, lipiec, sierpień, wrzesień.
Potem miałem przerwę bo poszedłem na studia i nie miałem możliwości biegania.
Biegi wznowiłem w kwietniu 2013. Od tamtej pory biegałem kilka razy w tygodniu już nie po to aby schudnąć ale żeby utrzymać wagę i po prostu dla czystej przyjemności.
Do niedawna mój standardowy dystans wynosił 6km. Po jakimś czasie poczułem że to już stanowczo za mało i przerzuciłem się na 10km a raz na jakiś czas 12km. Biegałem kilka razy w tygodniu z czego zdarzało się np. 4 dni pod rząd po 10km.
Od kiedy schudłem trochę poprzestawiało mi się w głowie, nie ukrywam.
Boję się że przytyję, że stracę to co osiągnąłem. Robię więc wszystko aby do tego nie dopuścić.
Na początku lipca zdarzało mi się rano biegać 6km, jakiś czas potem przejechać rowerem 20km i jeszcze 10km przejść spacerem z kolegą. I tak kilka dni pod rząd.
Niestety od jakiegoś tygodnia z kawałkiem strasznie zaczęły boleć mnie kolana. Czuję jakby ktoś wiercił mi w nich dziurę. Najgorzej jest gdy wstanę rano lub gdy długo siedzę a potem kawałek się przejdę. Ból nieco ustępuje gdy się rozchodzę.
Co mam w tym wypadku zrobić bo domyślam się, że nie ma sensu biegać na siłę (choć podczas biegu nie boli) bo może być jeszcze gorzej?
Skoro ból nie minął od tygodnia to raczej nie przejdzie sam z siebie, mam rację?
Czy powodem bólu może być to że po prostu zarzynałem moje stawy?
Od kiedy mnie boli to nie biegam w zamian spaceruje trasą ok. 10km.
Będę wdzięczny za wszelkie porady.
Krzysztof Piekarz