Hej :)
Wybieram się w góry na rower. W sumie będzie tydzień jazdy, średnio pewnie co najmniej 5 godzin dziennie w terenie. Policzyłem ile kalorii na dzień wypada i wyszło około 6500 kcal... Zastanawiam się jak to upchnąć w siebie... Śniadanie około 1000 kcal, potem jazda więc to co w plecaku, po zabawie wrzucę gainera to jakieś 500-600 będzie i zaraz obiad (też około tysiąca), wieczorem jakaś kolacja. Zastanawiam się czy jest sens dopychać się na zero. Musiał bym podczas jazdy zjeść drugie tyle co z normalnych posiłków, a w plecaku głównie jakieś batony czyli sam cukier. Np. pół kilo chałwy i jakieś dwa snickersy - nie dam rady tyle wciągnąć :D
Wybieram się w góry na rower. W sumie będzie tydzień jazdy, średnio pewnie co najmniej 5 godzin dziennie w terenie. Policzyłem ile kalorii na dzień wypada i wyszło około 6500 kcal... Zastanawiam się jak to upchnąć w siebie... Śniadanie około 1000 kcal, potem jazda więc to co w plecaku, po zabawie wrzucę gainera to jakieś 500-600 będzie i zaraz obiad (też około tysiąca), wieczorem jakaś kolacja. Zastanawiam się czy jest sens dopychać się na zero. Musiał bym podczas jazdy zjeść drugie tyle co z normalnych posiłków, a w plecaku głównie jakieś batony czyli sam cukier. Np. pół kilo chałwy i jakieś dwa snickersy - nie dam rady tyle wciągnąć :D
Krzysztof Piekarz

?
