Jestem dziewczyną, mam 18 lat i trenuje boks od roku. Moje wyniki EEG wyszły negatywne. Stwierdzono u mnie padaczkę miokloniczną tzw. młodzieńczą.
Lekarz powiedział, że sport jest wskazany, ale nie sztuki walki ze względu na urazy głowy i nie dopuszczą mnie do żadnych zawodów. Niewskazane są także dla mnie podróże.
Zabroniono mi dwóch najwspanialszych rzeczy w życiu ^^
Chciałam startować na AWF do Krakowa, a w przyszłości zostać trenerem osobistym lub jakimś ekskluzywnym statku prowadzić ćwiczenia (marzenie).
Jak na razie nie dotarła do mnie cała sytuacja, ale nie mam zamiaru rezygnować z boksu, bo jest to jedna z najlepszych rzeczy jakie mnie w życiu spotkały. Nigdy nie opuszczam treningów i mam dużą chęć rozwoju i postępu w tej dziedzinie. Panowie podczas ćwiczeń mnie raczej oszczędzają i uważam, że nie powinno się nic złego stać. Tym bardziej, że po treningu czuje się o wiele lepiej pod względem psychicznym i fizycznym, a bez niego w moim życiu jest pustka.
Na ten czas miałam 1 napad padaczki. Lekarz powiedział, że był on spowodowany nałożeniem się czynników sprzyjających, czyli: alkohol, przemęczenie, zmiana klimatu. Przyznam się bez bicia, że przed atakiem piłam 3 dni z rzędu i mało spałam (ferie zimowe).
Jeśli sami jesteście pasjonatami sportu to możecie sobie wyobrazić jaki to jest ból. Teraz pytanie, co jest lepsze.
Ryzykując swoim zdrowiem spełniać swoje marzenia i rozwijać pasje, czy być przezornym i żyć bo żyć niewiadomo po co i dlaczego ?
Wiem że ponoć zdrowie jest najważniejsze, ale trening jest dla mnie lekiem na całe zło. Zapominam wtedy o problemach rodzinnych, zakłamanym świecie a wraz ze zmęczeniem złość ze mnie uchodzi. Dlatego uważam, że treningi więcej przyniosą mi korzyści niż strat.
Jeśli macie podobne dylematy, proszę opiszcie je.
Jeżeli ktoś dotrwał do tego momentu, to dziękuje bardzo za wytrwałość.
Lekarz powiedział, że sport jest wskazany, ale nie sztuki walki ze względu na urazy głowy i nie dopuszczą mnie do żadnych zawodów. Niewskazane są także dla mnie podróże.
Zabroniono mi dwóch najwspanialszych rzeczy w życiu ^^
Chciałam startować na AWF do Krakowa, a w przyszłości zostać trenerem osobistym lub jakimś ekskluzywnym statku prowadzić ćwiczenia (marzenie).
Jak na razie nie dotarła do mnie cała sytuacja, ale nie mam zamiaru rezygnować z boksu, bo jest to jedna z najlepszych rzeczy jakie mnie w życiu spotkały. Nigdy nie opuszczam treningów i mam dużą chęć rozwoju i postępu w tej dziedzinie. Panowie podczas ćwiczeń mnie raczej oszczędzają i uważam, że nie powinno się nic złego stać. Tym bardziej, że po treningu czuje się o wiele lepiej pod względem psychicznym i fizycznym, a bez niego w moim życiu jest pustka.
Na ten czas miałam 1 napad padaczki. Lekarz powiedział, że był on spowodowany nałożeniem się czynników sprzyjających, czyli: alkohol, przemęczenie, zmiana klimatu. Przyznam się bez bicia, że przed atakiem piłam 3 dni z rzędu i mało spałam (ferie zimowe).
Jeśli sami jesteście pasjonatami sportu to możecie sobie wyobrazić jaki to jest ból. Teraz pytanie, co jest lepsze.
Ryzykując swoim zdrowiem spełniać swoje marzenia i rozwijać pasje, czy być przezornym i żyć bo żyć niewiadomo po co i dlaczego ?
Wiem że ponoć zdrowie jest najważniejsze, ale trening jest dla mnie lekiem na całe zło. Zapominam wtedy o problemach rodzinnych, zakłamanym świecie a wraz ze zmęczeniem złość ze mnie uchodzi. Dlatego uważam, że treningi więcej przyniosą mi korzyści niż strat.
Jeśli macie podobne dylematy, proszę opiszcie je.
Jeżeli ktoś dotrwał do tego momentu, to dziękuje bardzo za wytrwałość.
Krzysztof Piekarz