Ronald Dlamini przełamuje granice w MMA jako pierwszy czarnoskóry zawodnik z Południowej Afryki w mistrzostwach wagi półśredniej. Po tym jak w 2012 stracił wzrok po zapaleniu opon mózgowych, nadal pokazuje, że niemożliwe jest możliwe. Ale najpierw przedstawimy Wam kilka faktów z jego życia. W 2009 roku jako pierwszy zawodnik z Południowej Afryki zdobył mistrzostwo MMA w wadze półśredniej. Po utracie wzroku w 2012 był pewien, że to koniec jego kariery. A jednak obecnie nadal trenuje – na zajęciach inspirowanych MMA, uczy samoobrony ludzi niewidzących i niedowidzących.

Kiedy w 2009 roku Ronald Dlamini zdobył mistrzowski tytuł, stało się to ogromną sensacją. Szczególnie, że w Południowej Afryce, po wielu latach rasistowskiej propagandy, na arenie MMA dominowali biali zawodnicy. W 2012 zaczęły się pojawiać u niego bóle głowy. Nie podejrzewał niczego złego i liczył, że z czasem miną. Jednak one stawały się coraz gorsze, aż wreszcie przyjaciel zabrał go do szpitala na badania. Tam okazało się, że ma zapalenie opon mózgowych. Kiedy następnego dnia po diagnozie zaczął wymiotować, ponownie znalazł się w szpitalu, gdzie po zastrzyku zapadł w dziesięciodniową śpiączkę. Najgorsze jednak miało nastąpić. Po przebudzeniu okazało się, że nic nie widzi! Ronald miał wrażenie, że jego świat rozpadł się na kawałki, a on sam zwariuje. Rodzina i przyjaciele modlili się przy jego łóżku, aby dał radę. Jak sam twierdzi, poddawanie się nie leży w jego naturze, więc z trudem, ale i ogromnym wsparciem siostry bliźniaczki, powoli zaczął dochodzić do siebie. Dlamini wierzy, że jego kondycja zarówno fizyczna, jak i psychiczna oraz pozytywne nastawienie pozwoliło mu przejść przez najtrudniejsze momenty po utracie wzroku i zakończeniu kariery, jako zawodnika MMA.

Po wyjściu ze szpitala Ronald przeniósł się do matki na wieś, gdzie powoli zaczął wracać do formy i odbudowywać swoje życie. W 2015 roku jego pomysł programu treningowego zyskał popularność wśród osób niewidzących, chociaż początkowo musiał przekonywać ich o sensie takich zajęć. Dlamini, jako wojownik pozbawiony wzroku, uczy innych jak polegać na innych zmysłach, kiedy się walczy. Ronald wspomina, że jeszcze, kiedy walczył w MMA, jego trener często kazał mu trenować z opaską na oczach, aby nie polegać na tym, co widzi podczas walki. Okazało się to bardzo dobrym przygotowaniem do tego, co spotkało go w 2012 roku. Ronald Dlamini to prawdziwy wojownik, nie sądzicie? Pokazuje swoim życiem, że zawsze jest światełko w tunelu.

https://youtu.be/Dm4XhbvIOhw

Źródło: https://www.redbull.com/

https://www.menshealth.com/

Komentarze (1)
domosos

W parterze w graplingu zoe być bardzo dobry, w stójce raczej takiego wyczucia nie będzie miał./

0