Zwracam się z tą prośbą z ogromną pokorą, wstydem, ale też z resztką nadziei, że nie jestem jeszcze całkowicie przegrany. Piszę te słowa, ponieważ doszedłem do momentu, w którym muszę otwarcie przyznać: sam nie daję już rady. Nałóg pornografii i masturbacji towarzyszy mi od wielu lat i stał się ciężarem, który niszczy mnie od środka – powoli, ale konsekwentnie.
Przez długi czas próbowałem udawać, że mam nad tym kontrolę. Wmawiałem sobie, że „to tylko chwilowe”, że „każdy tak ma”, że „jutro przestanę”. Tych jutra było jednak setki, a może tysiące. Każda kolejna próba kończyła się powrotem do tego samego punktu – poczuciem winy, wstydu, pustki i bezsilności. Im dłużej to trwa, tym bardziej widzę, jak ten nałóg wpływa na moje życie, myślenie, relacje z ludźmi i obraz samego siebie.
Czuję, że ten problem odebrał mi wiele: spokój wewnętrzny, motywację, radość z prostych rzeczy, a także wiarę w to, że potrafię być silny i konsekwentny. Coraz częściej towarzyszy mi poczucie, że żyję w rozdwojeniu – z jednej strony chcę być lepszym człowiekiem, a z drugiej strony wracam do zachowań, których sam w sobie nienawidzę. Ten wewnętrzny konflikt wyczerpuje mnie psychicznie i emocjonalnie.
Najtrudniejsze jest to, że próbowałem walczyć z tym sam. Czytałem, obiecywałem sobie poprawę, ustalałem zasady, blokady, postanowienia. Na krótką chwilę bywało lepiej, ale nałóg zawsze wracał – często silniejszy niż wcześniej. Dziś muszę uczciwie powiedzieć: samodzielne rzucenie tego nałogu jest ponad moje siły. Nie jest to brak chęci, ale brak realnej mocy, by wygrać tę walkę w pojedynkę.
Piszę tę prośbę, ponieważ potrzebuję pomocy, zrozumienia i wsparcia. Potrzebuję kogoś, kto potraktuje ten problem poważnie, bez wyśmiewania i bagatelizowania. Kogoś, kto pomoże mi znaleźć drogę wyjścia – krok po kroku, nawet jeśli będzie ona długa i trudna. Wiem, że nie ma cudownych rozwiązań ani prostych skrótów, ale wierzę, że z pomocą innych ludzi jest możliwe wyrwanie się z tego błędnego koła.
Przyznanie się do tego nałogu jest dla mnie bardzo trudne. Towarzyszy temu wstyd i strach przed oceną. Mimo to decyduję się na szczerość, bo wiem, że dalsze milczenie tylko pogłębi problem. Nie chcę już dłużej udawać, że wszystko jest w porządku, kiedy wewnątrz czuję się coraz bardziej zagubiony.
Przez długi czas próbowałem udawać, że mam nad tym kontrolę. Wmawiałem sobie, że „to tylko chwilowe”, że „każdy tak ma”, że „jutro przestanę”. Tych jutra było jednak setki, a może tysiące. Każda kolejna próba kończyła się powrotem do tego samego punktu – poczuciem winy, wstydu, pustki i bezsilności. Im dłużej to trwa, tym bardziej widzę, jak ten nałóg wpływa na moje życie, myślenie, relacje z ludźmi i obraz samego siebie.
Czuję, że ten problem odebrał mi wiele: spokój wewnętrzny, motywację, radość z prostych rzeczy, a także wiarę w to, że potrafię być silny i konsekwentny. Coraz częściej towarzyszy mi poczucie, że żyję w rozdwojeniu – z jednej strony chcę być lepszym człowiekiem, a z drugiej strony wracam do zachowań, których sam w sobie nienawidzę. Ten wewnętrzny konflikt wyczerpuje mnie psychicznie i emocjonalnie.
Najtrudniejsze jest to, że próbowałem walczyć z tym sam. Czytałem, obiecywałem sobie poprawę, ustalałem zasady, blokady, postanowienia. Na krótką chwilę bywało lepiej, ale nałóg zawsze wracał – często silniejszy niż wcześniej. Dziś muszę uczciwie powiedzieć: samodzielne rzucenie tego nałogu jest ponad moje siły. Nie jest to brak chęci, ale brak realnej mocy, by wygrać tę walkę w pojedynkę.
Piszę tę prośbę, ponieważ potrzebuję pomocy, zrozumienia i wsparcia. Potrzebuję kogoś, kto potraktuje ten problem poważnie, bez wyśmiewania i bagatelizowania. Kogoś, kto pomoże mi znaleźć drogę wyjścia – krok po kroku, nawet jeśli będzie ona długa i trudna. Wiem, że nie ma cudownych rozwiązań ani prostych skrótów, ale wierzę, że z pomocą innych ludzi jest możliwe wyrwanie się z tego błędnego koła.
Przyznanie się do tego nałogu jest dla mnie bardzo trudne. Towarzyszy temu wstyd i strach przed oceną. Mimo to decyduję się na szczerość, bo wiem, że dalsze milczenie tylko pogłębi problem. Nie chcę już dłużej udawać, że wszystko jest w porządku, kiedy wewnątrz czuję się coraz bardziej zagubiony.
Krzysztof Piekarz