ja dorzuce takie cos:
Vademecum Fanatyka
Staraj się przrzyciągać na mecz twojej drużyny jak najwięcej ludzi. Sam przyznasz, że chęć przynależności do grupy, która liczy kilkaset osób jest większa, niż do grupy kilkudziesięcioosobowej. Nie wspominając o jeszcze mniejszej.
Rób wszystko, by twoi ziomale nie wstydzili się barw klubu. Inne jest przecież uczucie, gdy szaliki na szyjach pojawią się jedynie w okolicach stadionu, w dniu meczu, a inne gdy barwy nosi się w świątek piątek.
Wśród kibiców swojej drużyny rób nieustanną selekcję. Goń z towarzystwa tych, których grupa z racji swych przekonań nie akceptuje. Nie lubi się przecież mazgajów, tchórzy. Niebezpieczni są dla ciebie policyjni konfidenci.
Reklamuj się jak możesz. Im robisz to natarczywiej, tym bardziej widać ciebie i grupę w której egzystujesz. Jeśli możesz, wydawaj fanziny, takie wewnętrzne gazetki. Weź do ręki spray i maluj na murach. Jeśli piszesz coś na murze, pamiętaj, że największy skutek odniosą duże litery w widocznych, uczęszczanych miejscach i kontrastowych kolorach. Nie pisz o tym, że inny klub to*****e. To jest oznaka twojej słabości, a dla wielu niezorientowanych w temacie takie napisy są niezrozumiałe. Inaczej będą oceniać twój wysiłek jeśli napiszesz po prostu "RKS Motor", a inaczej "AVIA****"
Nie współpracuj z policją, pamiętaj, że może to obrócić się przeciwko tobie.
Lokalnych rywali eliminuj w zarodku. Nie lekceważ drobnych grupek fanów innego klubu w twoim mieście. Pamiętaj o tym, że piętnaście lat temu Widzew (?), Bałtyk ani Katowice nie miały ani jednego kibica.
Nawiązuj jak najbliższe kontakty z zawodnikami twojego klubu. To działa jak sprzężenie zwrotne. Sportowcy kochają swoich fanów, a kibice są na dobre i złe z drużyną.
Dopinguj zespół zawsze, nawet wtedy gdy przegrywa i nie ma najmniejszych szans na zwycięstwo. Wolisz być chyba członkiem grupy, w której twierdzi się, że nie ma futbolu, jest tylko twój klub, niż kiedy po porażce jeden z ziomków pali oficjalnie szalik w najważniejszych dla ciebie barwach.
Działaj, działaj i jeszcze raz działaj. Jeśli nie możesz inaczej, spotykaj się codziennie z grupą takich jak ty. Rozmawiaj ze znajomymi, których uważasz za wartościowych, a którzy na mecze nie chodzą. Przekonaj ich do swoich racji.
Panuj nad strachem. Czasami lepiej jest wyjść z sytuacji z obtłuczonym pyskiem, niż cało ale na szybkich nogach. Pomyśl, o ile lepiej byś się czuł będąc pewnym, że wszyscy twoi kumple i znajomi nie cofną się w sytuacjach krytycznych.
Nie bądź agresywny dla osób postronnych. To nie przysporzy ci autorytetu dla kumpli, ani uznania wśród tzw. zwykłych ludzi. Możesz mieć z tego tytułu jedynie kłopoty.
Jeśli robisz coś, co rozmija się z prawem, pomyśl o odpowiednim zabezpieczeniu. Nie jest sztuką narozrabiać. Sztuką jest nabroić tak, by nie ponosić za to odpowiedzialności.
Na wyjazdach trzymaj się grupy. Bezpieczniej.
Nie pucuj policji tych, od których dostałeś po zębach. Sytuacja może się odwrócić. Wiedziałeś na co się piszesz zostając fanatykiem. Nie miej żalu do losu.
Tekst został zaczerpnięty z książki Romana Zielińskiego pt. "Pamiętnik Kibica"
_______________________________________________________________
i jakis****owy artykuł od 'znawców tematu'
wogole to rozwalają mnie takie artykuły, gdzie dziennikarz przenika srodowisko i wie wszystko

raz czytałem ciekawy art, jak dziennikarz pojechał na wyjazd


i opisal wszystko w miare normalnie.
Źródło z Sports.pl
Stadionowi chuligani przeobrazili się w groźnych przestępców - wstępują w szeregi gangów albo radykalnych ugrupowań politycznych.
To subkultura rozsierdzona, sfrustrowana, przejawiająca wrogość zarówno w stosunku do siebie, jak i osób spoza własnego kręgu. Tak wynika z badań psychologów i socjologów. Jednak ich opinie wywołują ironiczny rechot u stadionowych bandytów. Ci, z którymi udało nam się porozmawiać, mówili wprost: "Jesteśmy wdzięczni dziennikarzom oraz wszystkim naukowcom za wnikliwe analizy naszej pokręconej psychiki. Niech gadają, co chcą, byle nas tylko nie lekceważyli. Zależy nam na tym, żeby nas pokazywano. Im większy szum medialny, tym dla nas lepiej. Tym wyżej nosimy głowy, a nasze prawdziwe cele mogą pozostać w ukryciu".
Stadionowi bandyci, w wyobrażeniu większości z nas, wciąż pozostają tylko wyrostkami, którzy organizują zadymy podczas meczów, bo nie wiedzą, jak pożytecznie spędzać wolny czas. Bywa nawet, że wypowiadamy się o nich z troską, w tonie współczującego zrozumienia, jako o wyalienowanych społecznie przedstawicielach zagubionego i znerwicowanego pokolenia, zmuszonego agresją odreagowywać brutalne realia współczesności. Ale takie humanitarne podejście do bandytyzmu wydaje się chuliganom na rękę. Tymczasem, podczas kilku lat naukowych dyskusji, pedagogicznego biadolenia i dziennikarskich piętnowań, część z nich wyrosła z krótkich spodenek gówniarskich zadym. Przeobrazili się w groźnych przestępców - wstępują w szeregi gangów albo radykalnych ugrupowań politycznych. A wszystko to w imię jakiejś pokracznej ideologii, która stanowi główne źródło społecznego zagrożenia. Z ideologią wszak walczy się najtrudniej. Niepokojący jest także fakt, iż policja wydaje się niezbyt zorientowana w grozie sytuacji.
Dżingiel: - Wśród hools zachodzą zmiany. "Dymienie" na stadionach staje się mało bezpieczne, bo coraz więcej klubów posiada monitoring, a brutalna policja używa gumowych kul. Wychodzimy więc na ulice albo osiedla. Umówione walki prowadzimy w lasach lub w opustoszałych halach produkcyjnych. Do chuligańskiego arsenału wchodzą noże. Broni palnej na razie się nie używa, ale, kto wie, co będzie dalej. Są chłopaki, które ją noszą.
Szklarz: - Jestem chuliganem i ulicznym wojownikiem. Wyniki drużyny mało mnie obchodzą, bo mecze traktuję jako okazję do nap*****lania się. Lubię się bić, lubię ból i widok krwi. Taki się urodziłem, zresztą nie ja jeden. Polowanie i urządzanie zasadzek na wrogich szalikowców jest dla mnie przeżyciem niezwykłym, porównywalnym do orgazmu, a może nawet lepszym.
Solo: - Byłem skinheadem i jednocześnie chuliganem, ale człowiek wyrasta z pewnych rzeczy. Staje się dojrzały intelektualnie. Dzisiaj jestem patriotą, broniącym polskiej ziemi przed najazdem Murzynów, Cyganów, Żydów i komunistycznej Unii Europejskiej. To jest chyba jasne, że wielu hooligans zostaje patriotami. Oni przecież wiedzą, czym jest honor i oddanie sprawie, a także walka z wrogiem aż do kresu własnych sił. Nie poddamy się w walce o niepodległość naszego państwa. W boju przeleje się sporo krwi. Więcej niż na wszystkich stadionach Polski. Politycy są za słabi, żeby o nią walczyć.
Dżingiel: - Chuligani często tworzą bojówki. Są to organizacje zamknięte, na kształt wojskowy, gdzie panuje żelazna dyscyplina. Bojówkarze nie idą na żadne układy z policją i bardzo często miewają kontakty ze światem przestępczym, są do niego werbowani. Bojówki mają swoje nazwy i przywódców. Ich działania są przemyślane, często wcześniej ćwiczone na różnych treningach. Każdy klub może mieć kilka bojówek. Członkiem bojówki nie może zostać byle kto. Musi wykazać się w walce. Odwaga i siła są najwyżej cenionymi wartościami.
Szklarz: - Najlepsze bojówki mają trzy kluby: Lech Poznań, Arka Gdynia i Legia Warszawa. Dobre bojówki mają też: Lechia Gdańsk, Cracovia, Wisła Kraków, Widzew Łódź, Pogoń Szczecin, Ruch Chorzów oraz Zagłębie Sosnowiec. Bywa, że do szkoleń bojówek najmuje się byłych komandosów z wojska albo elitarnych jednostek policji. Ruskich też. Za pieniądze. A jeśli się nie płaci, to przyjmuje się od sponsorów zadania ekstra, żeby się odwdzięczyć.
Stary: - Dla wszystkich szalikowców policja jest największym wrogiem. Zawsze i wszędzie ***ana będzie. Bywały przypadki, że "psy" proponowały kibicom "solówki" lub walkę grupa na grupę. Kibice nie przyjmują takich propozycji, podejrzewając, iż w razie zwycięstwa zostaną aresztowani za pobicie policjanta. Policja często przejmuje od szalikowców zasady postępowania i bawi się na przykład w "krojenie" szali.
Bysiu: - Policja nigdy z nami nie wygra. Mają przepisy, do których muszą się stosować. My działamy bez żadnych ograniczeń. Poza tym jesteśmy lepiej zorganizowani, a nasze telefony komórkowe działają lepiej niż ich "szczekaczki". Chłopaki mogą ostrzegać się wzajemnie i informować na odległość, gdzie są blokady i zasadzki policji. Gliniarze nic nam nie zrobią.
Yeti: - Prawdziwy chuligan nie pije dzisiaj bez opamiętania, bo jak jesteś pijany, to nie nadajesz się do bójki. Za to coraz bardziej popularnie stają się narkotyki, szczególnie "amfa", która dodaje odwagi i energii. Na stadionach można ją dostać. Trzeba tylko wiedzieć do kogo się zwrócić. Handluje się też prochami, które znieczulają na ból. "Amfy" nie biorę. Przyjmuję sterydy i czasami jakieś hormony, ale jak ktoś chce narkotyk podczas meczu, mogę mu załatwić.
Gruby: - Scenariusz zadym jest zwykle taki sam. Dymi mała grupka chuliganów. Policja interweniuje z właściwym sobie wyczuciem i pałuje lub oblewa wodą wszystkich w okolicy. Stosowanie odpowiedzialności zbiorowej powoduje wzrost agresji u zaatakowanych, a dotychczas spokojnych szalikowców, i dochodzi do poważnych walk, często przenoszących się na ulice miast. Policja sama sobie jest winna.
Yeti: - Robotę w gangu można sobie załatwić na dwa sposoby. Albo szukać kontaktu w zaprzyjaźnionej siłowni, w której wiedzą, że jesteś kibicem zahartowanym w stadionowych bijatykach, albo poprzez szefów bojówek, którzy najczęściej znają kogo trzeba. Duże możliwości stwarza też internet. Na stadionie nap*****lasz się w ekstremalnych warunkach. W klubie, jak ćwiczysz nawet boks czy karate, nap*****lanie się jest takie na niby. W życiu do niczego się nie przydaje. Dlatego "żołnierze" z organizacji przestępczych często przychodzą na mecze, żeby poćwiczyć realną nap*****lankę.
Powyższe wypowiedzi uzyskaliśmy podczas rozmów z pseudokibicami śląskich i łódzkich (!!) klubów piłkarskich.
2002-09-25 12:54:08
Pan Bóg mnie nie chce
a diabeł sie boi