Może niezbyt pasuje to do działu, ale mam problem. W rodzinie mam ortorektyków (nie mylić z anorektykami) czyli prościej fanatyków na puncie zdrowej żywności. Dla nich wszystko to chemia, szkodliwe (mięso faszerowane antybiotykami i hormonami, szczurze pazury w chlebie itp.). Nie twierdzę, że współcześnie wszystko jest superekologiczne i zdrowe, ale nie popadajmy w skrajność. Sam np. nie jem parówek bo uważam, że to świństwo i wybieram droższe wędliny, ale bez przesady. Jak to mówią na coś trzeba umrzeć. Najgorsze jest to, że owi ortorektycy składają nam regularne wizyty podczas których wręcz kochają krytykować mój sposób odżywiania. I co najgorsze p****** głupoty - banany mają dużo tłuszczu i są hodowane na paszę dla świń, woda niszczy nerki i dlatego należy dolewać do niej soku albo pić wody smakowe, rybi tłuszcz jest wybitnie szkodliwy, a od żarcia w wielkich ilościach smalcu, kiełbas, boczku, śmietany nic mi się nie stanie (zwolennicy Kwaśniewskiego, ale chyba po niepełnej lekturze jego książki), ,,pełne" kalorie można jeść bez ograniczeń i nie utuczą, tyje się tylko od ,,pustych" itp.
I jak podziękuję za mięso smażone na 1/2 kostki masła albo zjem wędzonego łososia na kolację afera, że jestem anorektykiem, bo tego nie, niszczę sobie zdrowie i za kilka lat będę na wózku. Co robić ? Nie chcę mówić ostrzej, bo wiadomo to rodzina ...
Tłumaczenie na nic się zdaje, bo wiadomo oni wiedzą lepiej (jak w jakiejś sekcie normalnie).
Zmieniony przez - Pyroraptor w dniu 2011-01-09 17:23:19
I jak podziękuję za mięso smażone na 1/2 kostki masła albo zjem wędzonego łososia na kolację afera, że jestem anorektykiem, bo tego nie, niszczę sobie zdrowie i za kilka lat będę na wózku. Co robić ? Nie chcę mówić ostrzej, bo wiadomo to rodzina ...
Tłumaczenie na nic się zdaje, bo wiadomo oni wiedzą lepiej (jak w jakiejś sekcie normalnie).
Zmieniony przez - Pyroraptor w dniu 2011-01-09 17:23:19
Krzysztof Piekarz

. Otwarcie nie zmuszają "jeśli nie chce, to niech nie je", ale potem za plecami o tym ,,wybrzydzaniu", kolosalnych kosztach żywienia, swoich racjach itp. Sytuację komplikuje fakt, że z zawodu jeden z małżeństwa ortów jest kucharzem i stąd wszyscy mają go za dietetyka i eksperta od zdrowego żywienia. W zasadzie ja jeden w opozycji. Raz moja znacznie młodsza siostra kupiła kilka jogurtów w Biedronce - raczej takich dla dzieci z galaretką na wierzchu. Wiadomo niezbyt zdrowe, ale jak dziecko dało swoje kieszonkowe to wypada zjeść, bo raz na jakiś czas nie zabije. Ale nie, bo to chemia, a nie jedząc słodyczy schudło się 3 kg i dlatego nie można niszczyć zdrowia i linii. Pani ortorektyczka podziękowała też za dzwonka z łososia (pewnie z powodu metali ciężkich) podawane na obiad. Co ciekawe pan ort ma nadwagę, a raczej otyłość, co nie zmienia faktu, że jest ekspertem żywieniowym. Tylko kilka razy gadali sensownie - o warunkach hodowli pangi, zawartości parówek itp.