tempo trzymam na razie prawie takie samo. Dwa tygodnie temu zaczelam od 20 minut biezni dosyc wolno, teraz robie 30 minut w tempie 6 mil/h i na razie chce zwiekszac czas tylko 5 min na tydzien, nie zmieniajac tempa. Jak dojde do pelnej godziny i bede w stanie przebiec 6 mil (c.a. 10 km) bez wypluwania sobie pluc, wtedy zaczne zwiekszac tempo. Mam nadzieje, ze za jakis czas bede wygladala ciagle tak samo - rownie olsniewajaco latem i zima :) I przebiegne ten swoj wyumarzony maraton za jakis rok albo poltora.
Jak juz pisalam - na biezni nie ma jak sie "angarzowac mniej" - spadlabym na sciane
a na rowerku mam ogranicznik, wiec nie moge pedalowac wolniej.
Jak slusznie kolega zauwazyl - biegnac w terenie tez trzeba myslec o czym innym niz praca zginaczy i prostownikow, inaczej sie skonczy na drzewie.
Jak juz pisalam - na biezni nie ma jak sie "angarzowac mniej" - spadlabym na sciane
a na rowerku mam ogranicznik, wiec nie moge pedalowac wolniej.
Jak slusznie kolega zauwazyl - biegnac w terenie tez trzeba myslec o czym innym niz praca zginaczy i prostownikow, inaczej sie skonczy na drzewie.
. W ciagu dwoch lat ne zmienil swojego wygladu. To jest to o czym piszesz, jezeli zwiekszamy intensywnosc, dbamy o dostarczane intesywnych bodzcow pobudzajacych organizm dochodzimy do takiego momentu, ze generalnie nie obchodzi nas czy przed oczami mamy obraz telewizora, plakat czy pusta sciane, bo i tak ich "nie widzimy"
, moga nam umilac jedynie trening.
. Mowie o zaangazowaniu w trening i swiadomym jego prowadzeniu.