Bruce Lee uczył się walczyć. Jackie Chan również. Jet Li trenuje tzw. sportowe Wushu, czyli dopuszczony przez władze ChRL uproszczony, ustandardyzowany system łączący elementy różnych styli. Dzieli się na dwa nurty, rzadko kto trenuje oba. Jeden odłam to Sanda (San Shou)-pełnokontaktowa formuła walki stójkowej, podobna do KB/MT, tyle, że wzbogacona o "zapaśniczy" klincz(rzuty, podcięcia, obalenia-cały przegląd). Ze względu na punktację, rzuty są preferowane, więc pojedynki potrafią być bardzo widowiskowe. Drugi nurt, popularniejszy, to konkurencja form-z bronią i bez. To nie mistrzowie ringu-tylko akrobaci o niesamowitej finezji. Jet Li trenuje właśnie formy, nie walkę, tak więc stawianie go obok dwóch pierwszych jest dyskusyjne.
Co do B. Lee-ktoś wyżej użył niezłego porównania do F. Mercury'ego. Konkretnie do faktu, że przez śmierć w młodym wieku, niejako stanął poza konkurencją. Wszyscy wokaliści (niewielu ich było) którzy mogliby z nim konkurować w czasach swojej młodości(Rogers, Gillan, Plant, Dio, Coverdale i może jeszcze kilku innych)-dziś są już starzy a Mercury się "nie starzeje". Z B. Lee jest podobnie. Zawsze młody, zawsze sprawny-to tylko napędza jego legendę, wypierając w cień kwestie techniczne.
Sztuki walki poszły do przodu, zawodnicy mają o wiele większe możliwości dokształcać się w elementach dowolnych styli, niż za jego czasów, do tego dochodzi postęp medycyny, zarówno w kwestii metodyki treningowej jak i chemicznych "wspomagaczy". Jest całkiem prawdopodobne, że B. Lee stając do walki z dzisiejszą czołówką, miałby gruby problem z utrzymaniem się na nogach. Ale nigdy nie stanie(chyba, że go sklonują i nauczą klona wszystkiego od nowa)-więc ta dyskusja może albo iść w kierunku bałwochwalczego uwielbienia, albo dziecinnej kłótni "-Lee by wygrał w K1!" "-A właśnie że nie!". Oba kierunki nie są mile widziane-i oba niewiele wnoszą
Co do B. Lee-ktoś wyżej użył niezłego porównania do F. Mercury'ego. Konkretnie do faktu, że przez śmierć w młodym wieku, niejako stanął poza konkurencją. Wszyscy wokaliści (niewielu ich było) którzy mogliby z nim konkurować w czasach swojej młodości(Rogers, Gillan, Plant, Dio, Coverdale i może jeszcze kilku innych)-dziś są już starzy a Mercury się "nie starzeje". Z B. Lee jest podobnie. Zawsze młody, zawsze sprawny-to tylko napędza jego legendę, wypierając w cień kwestie techniczne.
Sztuki walki poszły do przodu, zawodnicy mają o wiele większe możliwości dokształcać się w elementach dowolnych styli, niż za jego czasów, do tego dochodzi postęp medycyny, zarówno w kwestii metodyki treningowej jak i chemicznych "wspomagaczy". Jest całkiem prawdopodobne, że B. Lee stając do walki z dzisiejszą czołówką, miałby gruby problem z utrzymaniem się na nogach. Ale nigdy nie stanie(chyba, że go sklonują i nauczą klona wszystkiego od nowa)-więc ta dyskusja może albo iść w kierunku bałwochwalczego uwielbienia, albo dziecinnej kłótni "-Lee by wygrał w K1!" "-A właśnie że nie!". Oba kierunki nie są mile widziane-i oba niewiele wnoszą

http://www.bushido24.pl
Masz pytania dotyczące sztuk walki? Przeczytaj FAQ:
http://www.sfd.pl/PRZECZYTAJ_ZANIM_ZAŁOŻYSZ_NOWY_TEMAT.-t406577.html
pzdr i narazie
'); przeminą jak pyłki na wietrze i za 10 lat nikt o nich nie bedzie pamietał. Dlatego tez dla mnie Bruce wygra zawsze i z każdym, bo jest on jak ideał do którego chcemy dążyć.
A dlaczego nie na 200 czy 100 lat
Jeśli już to większym geniuszem SW ubiegłego wieku był M. Ueshiba.

