JEŚLI JEDNAK KOSMETYCZKA JEST ZA DROGA!!!
- polecam domowe oczyszczanie cery. W moim przypadku doskonałe efekty widać było po miesiącu, przy konsekwentnym wykonywaniu całego zabiegu raz w tygodniu. Polecam piątek lub sobotę.
Potrzebne składniki:
1. rumianek fix [herbatka rumiankowa w saszetkach, np. herbapol, ale właściwie każda dobra],
2. maseczka intensywnie nawilżająca [polecam eris lub soraya],
3. krem do peelingu twarzy - polecam raczej drobnoziarnisty [ja uwielbiam gingko biloba]
4. tonik do twarzy - może być ten sam, który stosujesz na codzień.
5. maseczka z glinką ZIELONĄ - polecam takie w saszetkach "ogórkowa maseczka antystresowa" produkcji Pollena Malwa. Jedna saszetka ma 15 ml, w Wawie kosztuje ok. 2,50 i wystarcza na dwa razy.
Jednorazowy koszt wg cen warszawskich: 30zł, przy czym rumianek, maseczka nawilżająca i peeling wystarczą na wiele zabiegów.
Zaczynamy od parówki - gotujemy w garnuszku [taki o średnicy ok. 15-20cm jest najwygodniejszy] litr wody, wrzucamy do niego zawartość 4 torebek rumianku [trzeba je rozedrzeć!!! nie wrzucaj w papierze], zdejmujemy z ognia i siadamy z twarzą nad garnkiem i z głową pod namiotem z ręcznika na 10-15 minut. Odsuwaj twarz jeśli za bardzo parzy, to ma być parówka, a nie gotowanie na parze.
Potem spulchnianie - na nagrzaną twarz szybko nakładamy maseczkę intensywnie nawilżającą i znowu na 10 minut pochylamy się nad garnkiem z namiotem na głowie. Napar już trochę wystygł, więc można się niżej pochylić.
Potem szybciorem do łazienki, zmywamy ciepłą wodą [zbyt chłodna woda ściągnie pory, a na to jeszcze za wcześnie] pozostałą maseczkę i robimy peeling odpowiednim preparatem. Kilka minut masowania peelingiem, zwłaszcza "strategicznych" miejsc - nos i okolice, broda, skronie - każdy wie najlepiej, gdzie najpilniej potrzebuje. Spłukujemy peeling.
Teraz jest moment, w którym można się sobie w ciągu 5 minut [lepiej nie dłużej, bo twarz stygnie i pory się ściągają, można sobie zaszkodzić] dokładnie przyjrzeć i usunąć co bardziej oporne zaskórniki. Oczywiście przez czyste husteczki i bez męczenia

Ropnych lepiej nie ruszać.
Potem nakładamy tonik, a gdy się wchłonie - maseczkę z glinki zielonej na 15-20 minut. Tu już nie trzeba siedzieć nad parówką, nie trzeba też leżeć, bo ta maseczka zazwyczaj dobrze się trzyma twarzy - można sobie robić różne swoje rzeczy, o ile domownikom nie przeszkadza "żabcia" na widoku.
Potem oczywiście trzeba to zmyć i znowu nałożyć tonik, a potem krem, który zazwyczaj stosujesz.
Na początku dobrze jest robić to co tydzień, z czasem wystarcza co dwa tygodnie. Można też np. w sobotę wieczorem zaaplikować sobie całość, a w środę wieczorem zastosować samą maseczkę z glinki zielonej na 20 minut.
Baaardzo polecam
