Hej wariaty :)
Mam mały problem, prawdopodobnie z przyczepami, ale historie zacznę od początku.
Raz zmuszony bylem odpuścić trening klaty, bo pomagałem u sąsiadki rozkręcać szafę, a wypadło to ni z gruchy ni z pietruchy akurat w godziny treningowe. No cóż- mus to mus. Tydzień później bylem tak nakręcony, ze rwałem bez opamiętania (60 kg XD, duży nie bylem) a rozgrzewki odbebnilem 1 serie :x Trening wszystko spoko, spompowałem się jak dzik i wróciłem do domu. Wieczorem zaczęła mnie cholernie kłuć- nie bolec- klatka w okolicy mostka. Myślałem ze jakiś mięsień przetrenowałem, zakwasik czy coś, a wymówek nie lubiłem szukać, wiec za tydzień normalnie na siłownie. Ale dolegliwość średnio miała ochotę mijać, zaczęło mnie bolec nawet przy pompkach i gwałtownych ruchach.
Odczekałem jakiś miesiąc, poszedłem na siłkę- no dalej nie halo, wiec udałem się do lekarza (swoja droga powinienem zrobić to wcześniej, ale znowu błysnąłem geniuszem), zrobili ekg. I tu zrobiło się nie milo. Mojej p. doktor nie było, i wyniki sprawdzała inna babka i mówi, ze wyniki słabe, ze wina odzywek i takie tam pierdoły. No cóż, to już nie były przelewki. Przy okazji robiłem morfologie- wyniki wzorowe. Dostałem skierowanie do lek. medycyny sportowej, a od niego w 3 inne miejsca. Echo serca- obraz w normie. RTG- nic nie znaleźli. W wojewódzkiej poradni chirurgii klatki zalecił mi gość smarowanie Bengayem, bo on tez uważna, ze przyczepy- fakt ból przeszedł, czuje tylko dyskomfort przy szybkich zrywach i czasem coś mi chrząknie w mostku. Okazało się ze lekarz pierwszego wtedy tylko mnie wprowadziła w błąd, bo wszystkie badania, wraz z testem wysiłkowym, stawiają mnie jako okaz zdrowia. I teraz bogatszy o te w sumie dalej nie wiem co z tymi przyczepami- naderwane mocno-lekko, ćwiczyć moge-nie moge. Myślę nad usg klatki, ale przeszukałem trochę Internetu i średnio sie zorientowałem gdzie to można machnąć, wszędzie mnie niemal odsyła do RTG.
Rozmawiałem podczas wysiłkowego z p. doktor, to mówiła, ze w sumie ćwiczyć bym mógł, tylko bez podciągnięć i ćwiczeń opartych na ruchu rwany, tylko spokojnie wejść w rytm. A z drugiej strony przeglądałem forum i jeden z typków tez miał kontuzje o podobnych objawach, ćwiczył później normalnie 3 lata i jak sie okazało zrujnował sobie tym zdrowie, bo teraz bez bólu nawet skrętu tułowia nie zrobi.
Byłbym wdzięczny jakby ktoś coś doradził co dalej.Moze ktoś miał/zna podobny przypadek? Czy coś kombinować z tym USG żeby znaleźć dokładna przyczynę, czy isc do poradni, czy jaki kij, bo od 5 miesięcy nie ćwiczę i nie dość ze i tak bylem szczupły, to teraz znów jestem wychudzony jak przed rozpoczęciem tyrady na siłce :C Jak pisałem, duży nie bylem, ale teraz to już jestem śmieszny.
Pozdro! :)
P.S. Mam nadzieje, ze umieściłem temat w dobrym dziale, jeśli nie prosiłbym wówczas o przeniesienie. :)
Mam mały problem, prawdopodobnie z przyczepami, ale historie zacznę od początku.
Raz zmuszony bylem odpuścić trening klaty, bo pomagałem u sąsiadki rozkręcać szafę, a wypadło to ni z gruchy ni z pietruchy akurat w godziny treningowe. No cóż- mus to mus. Tydzień później bylem tak nakręcony, ze rwałem bez opamiętania (60 kg XD, duży nie bylem) a rozgrzewki odbebnilem 1 serie :x Trening wszystko spoko, spompowałem się jak dzik i wróciłem do domu. Wieczorem zaczęła mnie cholernie kłuć- nie bolec- klatka w okolicy mostka. Myślałem ze jakiś mięsień przetrenowałem, zakwasik czy coś, a wymówek nie lubiłem szukać, wiec za tydzień normalnie na siłownie. Ale dolegliwość średnio miała ochotę mijać, zaczęło mnie bolec nawet przy pompkach i gwałtownych ruchach.
Odczekałem jakiś miesiąc, poszedłem na siłkę- no dalej nie halo, wiec udałem się do lekarza (swoja droga powinienem zrobić to wcześniej, ale znowu błysnąłem geniuszem), zrobili ekg. I tu zrobiło się nie milo. Mojej p. doktor nie było, i wyniki sprawdzała inna babka i mówi, ze wyniki słabe, ze wina odzywek i takie tam pierdoły. No cóż, to już nie były przelewki. Przy okazji robiłem morfologie- wyniki wzorowe. Dostałem skierowanie do lek. medycyny sportowej, a od niego w 3 inne miejsca. Echo serca- obraz w normie. RTG- nic nie znaleźli. W wojewódzkiej poradni chirurgii klatki zalecił mi gość smarowanie Bengayem, bo on tez uważna, ze przyczepy- fakt ból przeszedł, czuje tylko dyskomfort przy szybkich zrywach i czasem coś mi chrząknie w mostku. Okazało się ze lekarz pierwszego wtedy tylko mnie wprowadziła w błąd, bo wszystkie badania, wraz z testem wysiłkowym, stawiają mnie jako okaz zdrowia. I teraz bogatszy o te w sumie dalej nie wiem co z tymi przyczepami- naderwane mocno-lekko, ćwiczyć moge-nie moge. Myślę nad usg klatki, ale przeszukałem trochę Internetu i średnio sie zorientowałem gdzie to można machnąć, wszędzie mnie niemal odsyła do RTG.
Rozmawiałem podczas wysiłkowego z p. doktor, to mówiła, ze w sumie ćwiczyć bym mógł, tylko bez podciągnięć i ćwiczeń opartych na ruchu rwany, tylko spokojnie wejść w rytm. A z drugiej strony przeglądałem forum i jeden z typków tez miał kontuzje o podobnych objawach, ćwiczył później normalnie 3 lata i jak sie okazało zrujnował sobie tym zdrowie, bo teraz bez bólu nawet skrętu tułowia nie zrobi.
Byłbym wdzięczny jakby ktoś coś doradził co dalej.Moze ktoś miał/zna podobny przypadek? Czy coś kombinować z tym USG żeby znaleźć dokładna przyczynę, czy isc do poradni, czy jaki kij, bo od 5 miesięcy nie ćwiczę i nie dość ze i tak bylem szczupły, to teraz znów jestem wychudzony jak przed rozpoczęciem tyrady na siłce :C Jak pisałem, duży nie bylem, ale teraz to już jestem śmieszny.
Pozdro! :)
P.S. Mam nadzieje, ze umieściłem temat w dobrym dziale, jeśli nie prosiłbym wówczas o przeniesienie. :)
Krzysztof Piekarz



