cały czas tak wyglądałam.
Normalnie.
Przytyłam w liceum do ok. 71. We wrześniu 2010 ważyłam
74 a nagle zrobiło się 90kg.
Powiem tak: zawsze ćwiczyłam, kiedyś uprawiałam pływanie 4x2h w tygodniu, w liceum skończyłam i może to był powód, bo chodziłam tylko na wf. Potem bralam Meridie i nic mi nie dała. w ogóle nie schudłam a nabawiłam się nadciśnienia i choć nie ćwiczę na wf na uczelni to tak jak mówiłam - dużo się ruszam.
Nie oszukuję, że bardzo lubię chipsy i słonecznik - ale jadłam je zawsze i jakoś kiedyś tak nie wyglądałam.
Miałam problemy typu nie jadłam nic cały dzień a potem np. jedną paczkę chipsów. Najdłużej bez nich wytrzymałam 2miesiące. Próbuję szukać tyle zmienników, potrafię się zawziąć i dużo ćwiczyć, stosować wiele różnych diet, ale nie ma dnia bym do nich nie "tęskniła". Nie wiem, staram się szukać substytutu, ale nic z tego.
Szczerze na prawdę nie wiem co jest powodem przytycia ponad 10kg w pół roku, bo jestem pod stałą opieką lekarza i analizując całą sytuację wyszło, że problemem mogło być zmienianie hormonów (3 razy w ciągu pół roku) i ogólnie wdrożenie hormonów.
Bo w sumie w liceum zaczęłam je brać i od wtedy się to zaczęło...
Próbowałam juz wszystkiego Yasminelle, Yasmine, Cilest i jeszcze jakieś2.
Aktualnie biorę Qlairę i dopiero po nich udało mi się zrzucić 2kg i utrzymać to dłuzej niż 2tygodnie. W styczniu 2010 byłam na Dukanie, wtedy schudłam najwięcej, bo 8kg, ale zakwasiłam sobie organizm -
za dużo białka i już praktycznie wymiotowałam na widok jajek plus ciągle brzydko pachniało mi z buzi.
Co ja mam teraz zrobić?
Mam I stopień otyłości i muszę schudnąć z tych 88 do 65. Najlepiej do września osiągnąć chociaż 70 kilka, ale nie będę parła na szkło.
Chociaż skoro przytyłam w 7mies 14kg to w 4 nie zrzuce chociaż 15 jak sie zawezmę?