Nie chodzi o skromność, a o proste oczywiste rzeczy.
Po prostu, jeśli ktoś chce zwiększyć szanse w samoobronie, unikając przy tym porządnej dawki na******lania się w stylu zbliżonym do mma, to jest w tym zawarta
sprzeczność. Po prostu rzecz staje się mało realna. Więc faktycznie w
istotny sposób swoje szanse w samoobronie mogą zwiększyć te kobiety, które są gotowe na trening typu mma, i najlepiej również starty w zawodach.
Natomiast
yiquan jest propozycją dla wielu różnych osób, ale takich które przede wszystkim
interesuje proces nauki, poznawania, pociąga nasz sposób ćwiczenia. A w zależności od indywidualnych możliwości można ćwiczyć yiquan na różne sposoby:
a) ograniczyć do ćwiczenia podstaw bez kontaktu z przeciwnikiem (tzw. yiquan "zdrowotny")
b) można do tego dodać zabawę z przeciwnikiem w "przepychanie rąk".
c) do powyższego dodać jeszcze walkę ćwiczoną lajtowo - też fajne hobby.
d) młodzi, zdrowi, sprawni, fajtersko nastawieni mogą też ćwiczyć pod kątem ostrego na******lania, podobnego do boksu, czy mma.
Dla każdego coś się znajdzie.
Ale tylko w przypadku ćwiczących wariant
'd' można w miarę serio mówić o przydatności w samoobronie. Nie tylko większość kobiet, ale i większość facetów się do tego nie nadaje. Więc poza nieliczną grupą "urodzonych fajterów", nie ma co za dużo gadać o samoobronie.
Zmieniony przez - dacheng w dniu 2010-01-27 18:04:27