Siema.
Z racji, że za dużo na forum się nie dzieje xd pomyślałem, że podzielę się moimi spostrzeżeniami odnośnie redukcji. Konfrontacji zdań i poglądów nigdy za wiele. 31 lat, 87 kg wagi(20/23%BF), 10 lat bez treningu.. Do rzeczy.
Od 45 dni liczę kalorie. Nie rozpisując się więcej niż trzeba - robię to Bardzo dokładnie, wszystko ważone, jak mamusia wciśnie obiad - wpisany jest z naddatkiem etc.
Dieta składa się głównie z : kawa (cukier i mleko musi być), samo robiony chlebek twarogowy, przynajmniej raz dziennie 200/400 g warzyw. Mięso to schab, indyk, kurczak i ryby. Gównie indyk pieczony. 0 przetworzonego mięsa i przygotowywane z najmniejszą ilością tłuszczy (chlebek ma sporo xd). Czasami baton proteinowy, 1/2 piwka w tygodniu.
Suplementacja to - kreatyna, omega3,Magnez z b6, d3.
Średnie z ostatnich 35 dni(5 tygodni, co by się lepiej liczyło) - ~1450 kcal dziennie, 100/110 g białka, 50/60 g tłuszczy, reszta węgle.
Waga z 94,3 -> 87,3(najwięcej było 98/99 kg, ale jeszcze nie liczyłem kcal). Pas 108 -> 100. W ramionach 38,5 -> 37. Przedramię 32 -> 31. Udo (w najgrubszym miejscu pod pośladkiem) 69 -> 65. Łydka 41/40. Pośladki 109 -> 106.
Trening:
- po jednym ciężkim treningu (3-4 serie) do - wyciskanie na płaskiej, OHP, wiosłowanie, podciąganie, przysiad, MC, RDL i kilka akcesoriów (do dwóch dziennie) - I to wszystko rozłożone na 6 dni (własna siłownia)
- 6 razy w tygodniu ćwiczenia mobilizacyjne - znalazłem kilka rzeczy do poprawy na podstawie testów - dobrałem ćwiczenia i codziennie je wykonuję. Intensywność w zależności od zmęczenia i wcześniejszego treningu. To przegadane ze znajomą fizjoterapeutką.
Praktycznie każda opinia co do mojej diety jest negatywna, co dokładnie rozumiem. W swojej obronie mam w jednak to, że odczuwam bardzo mało dolegliwości z tego tytułu. Te które mogę wymienić to :
- Brak sił na mocny trening - dlatego trening ma niską objętość i to chyba idealny czas na poprawę techniki w bojach, w mobilizacji (na początku nie mogłem opuścić sztangi nawet do high-bara xd, ale poprawa jest baardzo duża)
- Raz na kilka dni lekki ból głowy, czasami brzuch, czasami zaczynają "męczyć" mięśnie. Jak tylko dochodzi mocniejszych z tych objawów, nie patrzę na wagę, wlatuje 300 g indyka z ryżem/makaronem i warzywa pod korek (900+ kcal). Momentalnie wszystkie objawy przechodzą i kolejne kilka dni problem nie wraca.
- reszta to drobnostki i rzeczy normalne - bieganie z zakupami teraz nie dla mnie xd, spadek libido etc. Ale za to śpię jak nigdy :)
Plan długoterminowo wygląda następująco - schodzę do wagi, w której kaloryfer zacznie być widoczny (nie chce się jakoś super docinać). Następnie dodając ~500 kcal tygodniowo, zwiększać objętość treningu. Szacuję że do grudnia/stycznia:
- Powinienem zejść do tych subiektywnych 15%BF
- Na 100 % wrócę do pełnej sprawności i mobilności oraz wzmocnię słabe punkty
- Będę gotowy, żeby zacząć realizować ułożony plan (to do obgadania może w innym temacie, ale będzie to trening typowy pod trójbój) w pełnej objętości i intensywności.
Później zostanie mi już "tylko" wrócić do moich starych 90 kg z lekkim kaloryferkiem na brzuchu i 550 totalu - do czerwca (zrobię to szybciej :) )
Tak tylko napomknę, że nie uważam to za strategię wyssaną z palca/czatu AI. Od blisko roku spędziłem setki godzin na dedukowaniu się we wszystkich tych kwestiach. Wodyn czy Seba Kot etc. mi się już nocami śnią xd Głupio mówić, ale póki co to ja więcej czasu poświęcam na to niż na trening xd
Mam nadzieję na fajną merytoryczna rozmowę o tej "strategii" :). Jeżeli słabo to pasuje do tego działu, sorry :)
Siła !
Zmieniony przez - Grzywa 11 w dniu 2026-10-14 12:53:23
Z racji, że za dużo na forum się nie dzieje xd pomyślałem, że podzielę się moimi spostrzeżeniami odnośnie redukcji. Konfrontacji zdań i poglądów nigdy za wiele. 31 lat, 87 kg wagi(20/23%BF), 10 lat bez treningu.. Do rzeczy.
Od 45 dni liczę kalorie. Nie rozpisując się więcej niż trzeba - robię to Bardzo dokładnie, wszystko ważone, jak mamusia wciśnie obiad - wpisany jest z naddatkiem etc.
Dieta składa się głównie z : kawa (cukier i mleko musi być), samo robiony chlebek twarogowy, przynajmniej raz dziennie 200/400 g warzyw. Mięso to schab, indyk, kurczak i ryby. Gównie indyk pieczony. 0 przetworzonego mięsa i przygotowywane z najmniejszą ilością tłuszczy (chlebek ma sporo xd). Czasami baton proteinowy, 1/2 piwka w tygodniu.
Suplementacja to - kreatyna, omega3,Magnez z b6, d3.
Średnie z ostatnich 35 dni(5 tygodni, co by się lepiej liczyło) - ~1450 kcal dziennie, 100/110 g białka, 50/60 g tłuszczy, reszta węgle.
Waga z 94,3 -> 87,3(najwięcej było 98/99 kg, ale jeszcze nie liczyłem kcal). Pas 108 -> 100. W ramionach 38,5 -> 37. Przedramię 32 -> 31. Udo (w najgrubszym miejscu pod pośladkiem) 69 -> 65. Łydka 41/40. Pośladki 109 -> 106.
Trening:
- po jednym ciężkim treningu (3-4 serie) do - wyciskanie na płaskiej, OHP, wiosłowanie, podciąganie, przysiad, MC, RDL i kilka akcesoriów (do dwóch dziennie) - I to wszystko rozłożone na 6 dni (własna siłownia)
- 6 razy w tygodniu ćwiczenia mobilizacyjne - znalazłem kilka rzeczy do poprawy na podstawie testów - dobrałem ćwiczenia i codziennie je wykonuję. Intensywność w zależności od zmęczenia i wcześniejszego treningu. To przegadane ze znajomą fizjoterapeutką.
Praktycznie każda opinia co do mojej diety jest negatywna, co dokładnie rozumiem. W swojej obronie mam w jednak to, że odczuwam bardzo mało dolegliwości z tego tytułu. Te które mogę wymienić to :
- Brak sił na mocny trening - dlatego trening ma niską objętość i to chyba idealny czas na poprawę techniki w bojach, w mobilizacji (na początku nie mogłem opuścić sztangi nawet do high-bara xd, ale poprawa jest baardzo duża)
- Raz na kilka dni lekki ból głowy, czasami brzuch, czasami zaczynają "męczyć" mięśnie. Jak tylko dochodzi mocniejszych z tych objawów, nie patrzę na wagę, wlatuje 300 g indyka z ryżem/makaronem i warzywa pod korek (900+ kcal). Momentalnie wszystkie objawy przechodzą i kolejne kilka dni problem nie wraca.
- reszta to drobnostki i rzeczy normalne - bieganie z zakupami teraz nie dla mnie xd, spadek libido etc. Ale za to śpię jak nigdy :)
Plan długoterminowo wygląda następująco - schodzę do wagi, w której kaloryfer zacznie być widoczny (nie chce się jakoś super docinać). Następnie dodając ~500 kcal tygodniowo, zwiększać objętość treningu. Szacuję że do grudnia/stycznia:
- Powinienem zejść do tych subiektywnych 15%BF
- Na 100 % wrócę do pełnej sprawności i mobilności oraz wzmocnię słabe punkty
- Będę gotowy, żeby zacząć realizować ułożony plan (to do obgadania może w innym temacie, ale będzie to trening typowy pod trójbój) w pełnej objętości i intensywności.
Później zostanie mi już "tylko" wrócić do moich starych 90 kg z lekkim kaloryferkiem na brzuchu i 550 totalu - do czerwca (zrobię to szybciej :) )
Tak tylko napomknę, że nie uważam to za strategię wyssaną z palca/czatu AI. Od blisko roku spędziłem setki godzin na dedukowaniu się we wszystkich tych kwestiach. Wodyn czy Seba Kot etc. mi się już nocami śnią xd Głupio mówić, ale póki co to ja więcej czasu poświęcam na to niż na trening xd
Mam nadzieję na fajną merytoryczna rozmowę o tej "strategii" :). Jeżeli słabo to pasuje do tego działu, sorry :)
Siła !
Zmieniony przez - Grzywa 11 w dniu 2026-10-14 12:53:23
Krzysztof Piekarz