Nie mam kregozmyku, mam dość niemiłą wiotkość lokalną stawów. Ćwiczyłam na dużych ciężarach, nic mi nie było. Ale któregoś pięknego poranka, przy wstawaniu łóżka (!!!) coś pyerdolnęło. W przeciągu ułamka chwili straciłam czucie w jednej nodze, a ból taki, że wyłam. Fizjoterapeuta najbliższy rezydował 500 metrów od domu. Jechałam tam taksówką, do której pełzłam na czworaka, a z niej do gabinetu prowadziła mnie asystentka.
To był BÓL
I jeszcze na koniec powiem Ci jako przestrogę: podnosi się ciężary, NIE własne ego.
Tu nie ma miejsca na utopijny optymizm. Tu trzeba myśleć realistycznie.
Zmieniony przez - Martucca w dniu 2014-01-30 10:31:42
To był BÓL
I jeszcze na koniec powiem Ci jako przestrogę: podnosi się ciężary, NIE własne ego.
Tu nie ma miejsca na utopijny optymizm. Tu trzeba myśleć realistycznie.
Zmieniony przez - Martucca w dniu 2014-01-30 10:31:42
