Tak w ogóle to dziwi mnie jedno. Przed UFC 128 opinie co do tego, kto zwycięży w main evencie były podzielone pi razy drzwi pół na pół.
Teksty typu - "no jo Jones wyglądał imponująco przeciwko temu i temu, ale Shogun to inna baja".
Natomiast w przypadku Nogueira vs Davis - jakby kompletnie nikt nie dopuszczał myśli, że Nog może to wygrać. Codziennie rzucam okiem tu i ówdzie po necie - jedyne co widzę, to spekulacje czy Davis poradziłby sobie z Jonesem.
A mówi się, że Bones był "agresywnie" prowadzony i promowany. On po roku w UFC dostał Hamilla, a w 5tej walce Verę - z tego co pamiętam szczególnie z Verą też nie było 100% pewności, że go rozjedzie.
Natomiast Davis - 8 walk stoczonych w ciągu dwóch lat z groszem. 4 pierwsze "no name'y" z lokalnej sceny. W UFC od roku, imo najlepsza wygrana jego to Gustaffson. Co do reszty to dwóch zrzucił do MW, jednego zrzucił do MFC. I to nie byli jacyś zamiatacze.
Więc skoro Shogun się w****iał przed walką, że mu publika dostatecznego respektu nie daje, to co dopiero ma Nog powiedzieć
W końcu ostatnia jego wpadka to
KO (fart) z Soko 4 lata temu. Fakt faktem, Brilz sprawił mu problemy ze swoimi zapasami, ale w walce z Baderem było widać ewidentny postęp w tej kwestii. Raz zainkasował w mordę od typa, który może wygrać i przegrać z każdym, a pozostałe jego przegrane to decyzje, bliskie, z elitą.
A tutaj ogólne założenie, że zostanie zdominowany.
W sumie imo Davis to wygra

, ale nie zdziwię się jak Nog coś wyciągnie/zafunduje mu KO. Pieniędzy na tą walkę bym nie postawił.
Przestańcie się bawić w tę durną grę kaczki, naprawdę
