No, wreszcie! Wreszcie Bartosz Kowalski doszedł do wysokiej formy, wygrał kategorię powyżej 90 kg a potem prestiżowy tytuł „czempiona czempionów” w Overall! Zajęło mu to trochę czasu, gdyż tegoroczne starty zaczął od Mistrzostw Polski i niezbyt satysfakcjonującego (jak na jego możliwości) 4 miejsca. Potem się co prawda okazało, że przegrał z dwoma najlepszymi zawodnikami Europy w tej kategorii, co zmienia wydźwięk tej porażki, ale wszyscy widzieliśmy, że forma nie była jeszcze mistrzowska.

Na Mistrzostwa Europy nie pojechał i chyba dobrze zrobił, bo przecież natknąłby się na tych samych czempionów, z którymi przegrał w kraju: Daniela Poniedziałka i Bartosza Zimnego.

Potem start na „Słodkiewicz Classic” i awans na 3 pozycję. Trzeba przyznać, że trafiał na świetnych rywali – przecież Rafał Filipczuk też został za chwilę mistrzem Europy! Potem wyjazd do Budapesztu w połowie maja i obiecujące 2 miejsce, za czeskim gigantem, ważącym 115 kg Liborem Vobornikiem. Ale tu już pokazał klasę!

Mijają kolejne 3 tygodnie i wyjazd do Ostrawy, który staje się dla niego wielkim sukcesem. Drugi raz pokonuje znanego Czecha, byłego mistrza świata w kulturystyce klasycznej. Michala Sittera i 6 innych zawodników, w tym Pawła Blaszkiewicza, który kończy na niezłym 4 miejscu. W open Kowalski zdecydowanie wygrywa z Kazachem Siergiejem Kowtunem i Hiszpanem Alexisem Hernandezem. Odnoszę wrażenie, że sylwetkowo Bartosz coraz bardziej zaczyna przypominać legendarnego Toma Platza, z gigantycznymi mięśniami ud i nieco „delikatniejszą” gabarytowo górną połową ciała. Ale żeby przełożyło się ta na sukcesy sportowe i medialne, mięśnie ud trzeba idealnie dotrenować jakościowo, z głęboką separacją i definicją.

Świetną passę ma ostatnio kulturysta klasyczny Damian Kosiec. W kraju szło mu „tak sobie” (4 miejsce na MP, 3 na Słodkiewicz Classic). Ale potem przyszła zdecydowana zwyżka formy, która przyniosła niespodziewane zwycięstwo w Budapeszcie w kategorii open nad Szymonem Karelusem i Borisem Palovicem. Można się było zastanawiać, czy to jednorazowy wyskok formy, czy coś „na dłużej”? I teraz potwierdziło się to drugie. Najpierw zdecydowana wygrana w kategorii +180 cm (10 punktów przewagi nad Denisem Longa) a potem mordercza walka w Overall z Irlandczykiem Aleksandrem Tarasevskim, zakończona jednopunktowym zwycięstwem. Za nimi Boris Palovic. Jest z czym wracać do domu! A więc mamy kolejnego zawodnika najwyższej klasy międzynarodowej. Po przejściu Kasprzyka i Żaby na Elite Pro, jak znalazł!

Szymon Karelus robi, co może, aby uzbierać jak najwięcej punktów w Rankingu IFBB 2019. W zasadzie nie schodzi z podium, ale czy to wystarczy? Po ubiegłotygodniowym 3 miejscu na Panatta World Cup w Rimini, teraz kolejny brązowy medal. Tak jak w roku ubiegłym, z tym że wtedy wygrał Boris Palovic, a drugi był Sergiusz Bartoszek. Teraz wszystkich ograł zaczynający tegoroczne starty Aleksander Tarasevski (Irlandia), Palovic był drugi, Karelus znowu trzeci, a Bartoszek piąty.

Wszystko wskazuje na to, że Palovic postawił sobie za cel powalczenie o zwycięstwo w Rankingu 2019. Praktycznie, jeździ prawie na wszystkie zawody, nawet do Ameryki Południowej, zwykle z małżonką Marianą, która startuje w fitness sylwetkowym. 41-letni Palovic zaczął trenować wyczynowo 3 lata temu, zrzucił prawie 30 kg, zjadł w tym czasie 1 tonę wołowiny, 10 000 jajek, 300 kg twarogu, 400 kg ryżu i wypił 6 000 l wody. Jak podliczył, jest to równowartość nowego mercedesa (po słowackich cenach). To pokazuje skalę wydatków, z jaką trzeba się liczyć uprawiając wyczynowo kulturystykę. Robi wrażenie!

Zapewne rywalizacja na linii Karelus – Palovic będzie trwała do samego końca, gdyż żaden z nich nie jest w stanie wyrobić sobie wyraźnej przewagi. Palovic już zapisał się na zawody w Luxemburgu.

W fitness plażowym atletycznym dobrze wypadł Damian Łosowski, zajmując 2 miejsce, za Czechem Martinem Jeżem. W zwykłym fitness plażowym Rafał Konopiełko wywalczył 4 miejsce w kategorii 179 cm. Aneta Ratajczak była piąta w wellness fitness, ale od 3 miejsca dzieliły ją zaledwie 2 punkty. Srebrny medal wywalczył Dawid Gwizdol w kategorii 80 kg w kulturystyce, ustępując jedynie Kazachowi Siergiejowi Kowtunowi.

Naszym zawodniczkom bikini fitness nie wiedzie się najlepiej tej wiosny. Nasze czołowe gwiazdy wiosnę sobie „odpuściły”, a następczynie mozolnie starają sobie wyrabiać coraz lepsze pozycje. W Ostrawie najlepiej wypadła Katarzyna Oleśkiewicz-Szuba w kategorii 166 cm, ale znowu nie udało się jej wskoczyć na podium. Skończyło się na 5 pozycji. Wygrała co prawda z Jekateriną Rykową, która była siódma, a dwa pierwsze miejsca zajęły mniej znane zawodniczki: Katarina Stojanowa z Ukrainy i Monika Spackova z Czech. Martyna Derlat jeszcze dalej, na 8 pozycji. Szóstą lokatę wywalczyła Anna Operchał w kategorii 162 cm.

Po Ostrawie, jedni nasi zawodnicy mają duże powody do radości, inni mniejsze, a karuzela imprez toczy się dalej i już za tydzień Diamond Cup w Luxemburgu, na który z naszego kraju nikt się nie zgłosił.

Zdjęcia (dzięki uprzejmości IFBB):

Bartosz Kowalski ze złotym medalem za wygranie kategorii +90 kg.

Bartosz Kowalski z medalem za zwycięstwo w overall, przyjmuje gratulacje od mistrza z kategorii 80 kg, reprezentanta Kazachstanu, Siergieja Kowtuna.

Damian Kosiec z medalem za zwycięstwo w kategorii kulturystyka klasyczna +180 cm.

Damian Kosiec tryumfuje w kategorii Overall.

Dekoracja w kategorii fitness plażowe atletyczne open (od lewej): Petr Sedlacek (4 miejsce), Damian Łosowski (2 miejsce), Martin Jeż (1 miejsce), Dominik Baumgartner (3 miejsce).

Katarzyna Oleśkiewicz-Szuba – 5 miejsce w bikini fitness do 166 cm.

Aneta Ratajczak – 5 miejsce w kategorii wellness fitness open.