Mam, a w sumie miałem podobny problem. Tyle tylko, że należę do hardkorowców, którzy nie uznają niczego poza klasycznymi żyletkami i brzytwą. Metoda jest "klasyczna". Najpierw "szmata na twarz", czyli gorący (ale tak by się nie poparzyć) i wilgotny ręcznik/pielucha tetrowa na twarz na 5-10 minut względnie gorący prysznic. Potem mydło/pianka/żel. Następnie golisz się najpierw "z włosem" potem "pod włos". Na koniec wsadzasz twarz na chwilę pod lodowatą wodę. Teraz czasami się jakiś krnąbrny włos trafi, ale problem zniknął.
W sytuacji ekstremalnej - piling, ale to jak już naprawdę masz dużo wrostów i golenie powoduje dużo zacięć.
W sytuacji ekstremalnej - piling, ale to jak już naprawdę masz dużo wrostów i golenie powoduje dużo zacięć.
Rób, albo nie rób. Nie ma próbowania
Dziennik - http://www.sfd.pl/snorri1_/_Dziennik_osobnika_biurowego-t579616.html