DIETA: hmmm...rezygnacja za słodyczy, napojów gazowanych,alkoholu (no, małe grzeszki się zdarzają). Jem 4-5 posiłków dziennie: 1.(7.00)musli z mlekiem(corn flakes,otręby,pół banana,rodzynki-czasem niektóre składniki zamieniam np. na truskawki,suszone morele) 2.(10.00) różnie: jabłko/kilka marcheweczek/kalarepa itp. 3. (13.00)4 kromiki ciemnego chleba, sałata, biały ser, rzodkiewki(ew. pomidor,ogórek) 4. (16.00) jogurt ...tu następuje przerwa, z pracy biegnę na uczelnię, z uczelni do domu i zaczynam ćwiczyć. Po ćwiczeniach substytut obiadku: tuńczyk/pierś z kurczaka + surówka ...a czasem nic mi się już nie chce jeść.
ĆWICZENIA: wciąż coś modyfikuję, dodaję, zwiększam liczbę powtórzeń. Rozpoczynałam od 30 minut dziennie- ćwicząc brzuszki(różne partie mięśni) na takim cudzie na
mięśnie brzucha...ja to nazywam kołysanką, stopniowo doszły do tego "skręty z kijem od szczotki", wymachy nogami w leżeniu na boku i te nieszczęsne nożyce, o które pytam. Nagle te moje ćwiczenia rozrosły się od 1,5 h (z czego 10-20 min. rozgrzewki- podskoki w miejscu, trucht), więc postanowiłam rozłożyć je na dwa treningi:na brzuch i na nogi.
W atlasie na forum do nożyc przypisane są mięśnie brzucha jako najbardziej zaangażowane, ale nie wiem czy moje uda wytrzymają jeśli jednego dnia będę je katować przez godzinę, a następnego dnia ponownie, właśnie w wersji nożyc (poziomych i pionowych).
Rany, ale się opisałam... Będę wdzięczna za Wasze sugestie (i ewentulne wskazanie błędów, które popełniam).