Mistrzostwa z klasą
Piękna pogoda, pełne trybuny, świetna atmosfera, super organizacja, dobry poziom - tak wyglądały 84. Lekkoatletyczne Mistrzostwa Polski w Szczecinie.
Od piątku do niedzieli na Stadionie im. Wiesława Maniaka rywalizowali najlepsi w kraju lekkoatleci. Przyjechali pewniacy na Pekin, którzy potwierdzili, że są najlepsi w kraju. Niespodzianek nie było, ale... to dobrze.
- Gdybym przegrał, miałbym wielki ból głowy, że coś jest nie tak przed najważniejszym startem w sezonie - mówił Marek Plawgo, najlepszy na 400 m przez płotki.
Na szczęście pewniacy na Pekin mogą być spokojni. Teraz mają miesiąc na przygotowanie olimpijskiej formy. - Mistrzostwa zakończyły pierwszą część sezonu i jednocześnie rozpoczęły najważniejszy okres - podkreśliła mistrzyni w rzucie młotem Kamila Skolimowska.
Ambicje są duże. Polskim lekkoatletom marzy się kilka medali w Pekinie, ale nikt nie chce o tym głośno mówić. Gdy komentujący zawody Sebastian Chmara nazwał Plawgę "ostatnią nadzieją białych", wprawił Marka w zakłopotanie.
- W ubiegłorocznych MŚ byłem trzeci na podium, a jednocześnie najlepszym białym. Ale kolor skóry czy włosów nie ma znaczenia. Rywalizuję z każdym i z każdym chcę wygrać - podkreślał.
Co zrozumiałe, gwiazdy miały największe wsparcie publiczności. Nie mniejsze zachodniopomorscy sportowcy. Mistrzostwa zaczęły się dla nas kapitalnie. W skoku w dal Krzysztof Lewandowski z MKL Szczecin rywalizował z Marcinem Starzakiem (AWF Kraków), mistrzem Polski 2006 i 2007, notującym również w tym roku najlepsze rezultaty. Szczecinianin w trzeciej próbie pokonał granicę 8 m, publiczność ożywiła się niczym na stadionie piłkarskim. Emocje i okrzyki kibiców zmobilizowały Starzaka, który "pofrunął" na odległość 8.20, co oznaczało kwalifikację olimpijską i... złoty medal mistrzostw Polski. Lewandowski musiał zadowolić się srebrem, ale został naszym "objawieniem" zawodów.
- Bardzo dawno nie brałem udziału w tak fajnym konkursie, a już na pewno nie na krajowych zawodach. Dziś w Szczecinie było wszystko, co potrzebne - wspaniale reagująca publiczność i sprzyjający wiatr - ocenił zwycięzca.
- Rzeczywiście "dmuchnęło" we właściwym momencie, ale rezultat 8.20 to już światowy poziom, można myśleć o finale podczas igrzysk. A nasz Krzysiu też ma powody do satysfakcji, zaliczył życiówkę - komentował z optymizmem Paweł Bartnik, prezes Miejskiego Klubu Lekkoatletycznego, główny organizator mistrzostw.
Bartnik szalał ze szczęścia każdego dnia. Gdy złoty medal zapewniła sobie Monika Pyrek - podskakiwał jak piłkarscy trenerzy na Euro 2008. - W ostatnich dniach obawiałem się, czy nie przesadziliśmy z promowaniem mistrzostw "twarzą" Moniki. Bałem się, że presja będzie za duża. Wytrzymała, czym potwierdziła, że jest wielkim sportowcem - podkreślał już na spokojnie.
Ale tych skojarzeń piłkarskich było więcej. - Dzięki Pogoni mamy tak fajną, wyrobioną publiczność - zauważyła Pyrek. Sama dyrygowała kibicami, a ci świetnie się bawili na trybunach i wokół bieżni.
Sukcesy świętowali również przedstawiciele Sportingu Międzyzdroje. Agnieszka Sowińska i Mirosław Formela wywalczyli brązy na 800. Aga była tak szczęśliwa, że długo nie mogła złapać tchu. - To mój wielki sukces, pierwszy na stadionie. Brąz doda mi energii przed następnym rokiem. A takim dalszym celem będą igrzyska w Londynie - zapewniała. Mirek był smutniejszy, ale miał powody: - Zimą wykonaliśmy z panem Bogusławem Mamińskim kawał dobrej roboty i liczyłem na start w Pekinie. Dopadł mnie wielki pech, gdy zatrułem się po pierwszym starcie i straciłem prawie miesiąc treningów. Ciężko to teraz nadrobić, ale postaram się wskoczyć do kadry.
Kadrę olimpijską zarząd PZLA ogłosił w niedzielę późnym wieczorem. Tyle że lekkoatleci mają jeszcze otwartą furtkę. W tym tygodniu muszą wypełnić minimum. Z naszych liczy na to Formela, Bartosz Nowicki (w sobotę startował w Madrycie, ale bez sukcesów) i tyczkarz Przemysław Czerwiński.
Źródło: Gazeta Wyborcza Szczecin
Piękna pogoda, pełne trybuny, świetna atmosfera, super organizacja, dobry poziom - tak wyglądały 84. Lekkoatletyczne Mistrzostwa Polski w Szczecinie.
Od piątku do niedzieli na Stadionie im. Wiesława Maniaka rywalizowali najlepsi w kraju lekkoatleci. Przyjechali pewniacy na Pekin, którzy potwierdzili, że są najlepsi w kraju. Niespodzianek nie było, ale... to dobrze.
- Gdybym przegrał, miałbym wielki ból głowy, że coś jest nie tak przed najważniejszym startem w sezonie - mówił Marek Plawgo, najlepszy na 400 m przez płotki.
Na szczęście pewniacy na Pekin mogą być spokojni. Teraz mają miesiąc na przygotowanie olimpijskiej formy. - Mistrzostwa zakończyły pierwszą część sezonu i jednocześnie rozpoczęły najważniejszy okres - podkreśliła mistrzyni w rzucie młotem Kamila Skolimowska.
Ambicje są duże. Polskim lekkoatletom marzy się kilka medali w Pekinie, ale nikt nie chce o tym głośno mówić. Gdy komentujący zawody Sebastian Chmara nazwał Plawgę "ostatnią nadzieją białych", wprawił Marka w zakłopotanie.
- W ubiegłorocznych MŚ byłem trzeci na podium, a jednocześnie najlepszym białym. Ale kolor skóry czy włosów nie ma znaczenia. Rywalizuję z każdym i z każdym chcę wygrać - podkreślał.
Co zrozumiałe, gwiazdy miały największe wsparcie publiczności. Nie mniejsze zachodniopomorscy sportowcy. Mistrzostwa zaczęły się dla nas kapitalnie. W skoku w dal Krzysztof Lewandowski z MKL Szczecin rywalizował z Marcinem Starzakiem (AWF Kraków), mistrzem Polski 2006 i 2007, notującym również w tym roku najlepsze rezultaty. Szczecinianin w trzeciej próbie pokonał granicę 8 m, publiczność ożywiła się niczym na stadionie piłkarskim. Emocje i okrzyki kibiców zmobilizowały Starzaka, który "pofrunął" na odległość 8.20, co oznaczało kwalifikację olimpijską i... złoty medal mistrzostw Polski. Lewandowski musiał zadowolić się srebrem, ale został naszym "objawieniem" zawodów.
- Bardzo dawno nie brałem udziału w tak fajnym konkursie, a już na pewno nie na krajowych zawodach. Dziś w Szczecinie było wszystko, co potrzebne - wspaniale reagująca publiczność i sprzyjający wiatr - ocenił zwycięzca.
- Rzeczywiście "dmuchnęło" we właściwym momencie, ale rezultat 8.20 to już światowy poziom, można myśleć o finale podczas igrzysk. A nasz Krzysiu też ma powody do satysfakcji, zaliczył życiówkę - komentował z optymizmem Paweł Bartnik, prezes Miejskiego Klubu Lekkoatletycznego, główny organizator mistrzostw.
Bartnik szalał ze szczęścia każdego dnia. Gdy złoty medal zapewniła sobie Monika Pyrek - podskakiwał jak piłkarscy trenerzy na Euro 2008. - W ostatnich dniach obawiałem się, czy nie przesadziliśmy z promowaniem mistrzostw "twarzą" Moniki. Bałem się, że presja będzie za duża. Wytrzymała, czym potwierdziła, że jest wielkim sportowcem - podkreślał już na spokojnie.
Ale tych skojarzeń piłkarskich było więcej. - Dzięki Pogoni mamy tak fajną, wyrobioną publiczność - zauważyła Pyrek. Sama dyrygowała kibicami, a ci świetnie się bawili na trybunach i wokół bieżni.
Sukcesy świętowali również przedstawiciele Sportingu Międzyzdroje. Agnieszka Sowińska i Mirosław Formela wywalczyli brązy na 800. Aga była tak szczęśliwa, że długo nie mogła złapać tchu. - To mój wielki sukces, pierwszy na stadionie. Brąz doda mi energii przed następnym rokiem. A takim dalszym celem będą igrzyska w Londynie - zapewniała. Mirek był smutniejszy, ale miał powody: - Zimą wykonaliśmy z panem Bogusławem Mamińskim kawał dobrej roboty i liczyłem na start w Pekinie. Dopadł mnie wielki pech, gdy zatrułem się po pierwszym starcie i straciłem prawie miesiąc treningów. Ciężko to teraz nadrobić, ale postaram się wskoczyć do kadry.
Kadrę olimpijską zarząd PZLA ogłosił w niedzielę późnym wieczorem. Tyle że lekkoatleci mają jeszcze otwartą furtkę. W tym tygodniu muszą wypełnić minimum. Z naszych liczy na to Formela, Bartosz Nowicki (w sobotę startował w Madrycie, ale bez sukcesów) i tyczkarz Przemysław Czerwiński.
Źródło: Gazeta Wyborcza Szczecin
moderator sprinterek