Kiedy zachorowałam na zatoki szczękowe miałam 10 lat. Pojechałam w góry na lagune. Ciśnienie nie dawało mi spokoju ... A po za tym "załatwiłam" się właśnie przez pływanie. Teraz mam prawie 17 lat wciąż mnie to męczy. W Internecie, a konkretnie w wikipedii wyczytałam, że może to mieć coś wspólnego z paciorkowcami z grupy krwi A. Nie wiem jeszcze jaką mam grupę krwi, jednak dodam, że mój tata ma grupe krwi A i również choruje na zatoki, ale na inny rodzaj. Strasznie się boję zabiegów, są drastyczne, a najbardziej się boję tego, że co jakiś czas będzie trzeba je powtarzać. Czy ktoś może mi powiedzieć jaka metoda jest najlepsza ? Czy zabiegi są bardzo kosztowne ? Najgorsze jest to, że jeśli nic nie będę robić w tym kierunku, będzie miało okropne następstwa.

1