Do dzisiaj niektórzy ludzie w średnim wieku niezwykłym zaufaniem obdarzają drukowane publikacje – broszury, książki, drobne tomiki, prasę. „To jest wydrukowane, więc musi być prawdą”. Nieważne, że za pieniądze każdy może opublikować niemal dowolne herezje, mity i antynaukowe bzdury, bo to przecież nie jest zakazane.

Dlatego w księgarniach roi się od poradników, jak schudnąć w 7 dni, jak być skutecznym w pracy, jak odpoczywać, jak zwiedzać świat i jak „leczyć raka i wszystkie inne choroby” tajemniczymi naparami oraz treningiem jogi. Tym większe zdumienie może budzić zaufanie, jakim ludzie obdarzają internetowych guru, modnych trenerów personalnych, przypadkowych autorów tekstów, którzy nie zawsze mają wystarczającą wiedzę merytoryczną.

Kiedyś zacząłem prostować nieprawdziwe informacje dotyczące diety i treningu, ale przestałem, gdy tekst „spuchł” do ponad 280 stron w formacie A4. To pokazuje, na jaką skalę dezinformacji są narażeni użytkownicy. A przecież omówiłem tylko najbardziej krzykliwe i drastyczne przykłady powielania nieprawdziwych informacji.

Bardzo często jako argumentu w dyskusji dotyczącej skuteczności danego rodzaju treningu, diety czy suplementacji używa się fotografii przemian. Najbardziej znane są obietnice dotyczące zbudowania „10 kg masy (mięśni) miesięcznie” lub „pozbycia się 5, 7 czy 10 kg tłuszczu miesięcznie!”. To musi być prawda! Przecież tam jest fotografia, która obrazuje gigantyczną przemianę, jaką przeszedł dany zawodnik w krótkim czasie! 

Fotografia: „1-minutowa przemiana” ponad 100 kg zawodnika. Czy to jest cud? Nie, to po prostu ta sama osoba, w tym samym mieszkaniu, ale w nieco innym świetle. Jedno zdjęcie jest całkiem normalne, drugie sugeruje, iż „docięcie” jest na dobrym poziomie.

Powyższa fotografia wcale nie ukazuje jeszcze maksimum tego, co można uzyskać, manipulując światłem (z różnych kątów) i cieniem, przygotowując skórę do zdjęcia „po” (np. kolosalną różnicę mogą spowodować: nałożenie odpowiedniego koloru, zgolenie włosów itd.). Niemniej widać, gdzie tkwi problem. Zawodnik, który przysłał mi tę fotografię, wcale nie używał filtrów, a one mogą uczynić cuda i przenieść zdjęcie na kolejny poziom. Poza tym współczesne programy graficzne oferują tak ogromne możliwości, iż w kilkanaście sekund można uzyskać kompletnie odmienny rezultat.

Kobiety wrzucają nagminnie fotografie do mediów społecznościowych i oznajmiają, że  po użyciu specjalnych kosmetyków do makijażu nie trzeba używać filtrów w aplikacjach! Oczywiście najczęściej jest to niewyszukana, wręcz brutalna ingerencja aplikacji, która poprawiła zdjęcie.

Grafika opublikowana w serwisie: https://www.reddit.com/r/Youniqueamua/comments/ggknpx/no_filters_needed/

Możesz wszystko, możesz wyglądać jak tylko chcesz

Tego rodzaju przemiana pokazuje, jak wielkich zmian można dokonać, stosując odpowiednie narzędzia. A przecież są gotowe aplikacje, które wizualnie korygują brzuch, piersi, pośladki, twarz, wygląd skóry.

Źródło: https://play.google.com/store/apps/details?id=com.retouchme&hl=pl&gl=US

Fotografia: aplikacja służąca do poprawy wyglądu sylwetki. Ma co najmniej kilkadziesiąt tysięcy użytkowników, a przecież to jeden z setek programów na Androida, a aplikacji na komputery osobiste jest jeszcze więcej!

Pokażę tylko, w czym tkwi problem:

  • BeautyPlus - Best Selfie Cam & Easy Photo Editor autorzy deklarują, iż aplikacji używa ponad 800 milionów osób, w serwisie widać ok. 4,7 miliona użytkowników,
  • Sweet Face Camera - Live Face Filters for Snapchat - autorzy deklarują, iż aplikacji używa ponad 100 milionów osób, w serwisie widać prawie 1 milion użytkowników,
  • YouCam Makeup - Selfie Editor & Magic Makeover Cam - ponad 4 miliony użytkowników,
  • Sweet Selfie Camera, Beauty & Filters Photo Editor - ponad 2 miliony użytkowników,
  • Facetune2 - Selfie Editor, Beauty & Makeover App - ponad 323 tysiące użytkowników,
  • Piękno Edytor Makijażu: Aparat kosmetyczny edytor - ponad 219 tysięcy użytkowników,
  • Body Editor - Edytor Zdjęć dla Idealna Figura - 138 tysięcy użytkowników,
  • Hotune - Face&body editor&body enhancer&face app - 10 tysięcy użytkowników.

Czy w fotografie publikowane w sieci można wierzyć?

Jako żelazną regułę należy przyjąć dużą nieufność w stosunku do prezentowanych zdjęć. Zresztą wystarczy skonfrontować rzeczywistość wirtualną, z tym, co widzisz codziennie na ulicy, w restauracji, na siłowni czy w kawiarni. Gdyby media społecznościowe pokazywały prawdę, po ulicy chodziłyby osoby o idealnych kształtach, perfekcyjnej skórze i zachowujące nienaganne odtłuszczenie sylwetki („wysokie docięcie”). Wszyscy mężczyźni mieliby pękate mięśnie, a kobiety przesadnie wychudzone sylwetki, wyróżniające się piersi i pośladki.

Obecnie technologia rozwinęła się do tego stopnia, iż możliwa jest podmiana twarzy aktorów w filmie na innych, np. przy wykorzystaniu aplikacji deepfake. Jednym z najbardziej znanych przykładów jest materiał ostrzegający o zagrożeniach płynących z fałszywych filmów, w którym występuje Barack Obama.

https://www.youtube.com/watch?v=cQ54GDm1eL0

Film: jeden z bardziej znanych przykładów użycia technologii do oszukania odbiorców, czyli jak podrobić Baracka Obamę.

Powyższy film pokazuje, iż nie tylko zdjęcia przestają być wiarygodne. Powoli i nieuchronnie zbliża się czas, w którym trzeba będzie kwestionować nawet to, co uwieczniono w postaci pliku video. W branży fitness popularne jest używanie fałszywych obciążeń treningowych – to, co wygląda na 300 kg, w rzeczywistości waży np. 40 kg. W Internecie bez trudu można kupić obciążenia, które wyglądają jak standardowe krążki 20 kg, ale w rzeczywistości ważą 1,27 kg. Jeśli do bicia rekordu użyje się 14 krążków po 20 kg (po 7 na stronę), to razem z gryfem mamy 300 kg. W postaci fałszywych obciążeń będzie to mniej 40 kg.

Najbardziej znanym przedstawicielem nurtu ćwiczeń z fałszywymi ciężarami jest Brad Castleberry. W rzeczywistości ten zawodnik jest silny, biorąc pod uwagę większość klubowej populacji, nawet ponadprzeciętnie. Niemniej dodaje sobie wątpliwego prestiżu, zakładając na gryf kilka plastikowych czy styropianowych obciążeń.

Przeczytaj także:

Czy da się zbudować 10 kg mięśni miesięcznie?

Większość badań sugeruje, iż miesięczny przyrost może wynosić kilkaset gramów mięśni, o ile ktoś odpowiednio trenuje, je i śpi, czyli spełni wszystkie niezbędne warunki. Możliwe jest zdobycie kilku kilogramów masy ciała, ale w dużej mierze jest to retencja wody, glikogenu, zwiększone nawodnienie oraz odłożona tkanka tłuszczowa. Prawdziwych, trwałych przyrostów włókien mięśniowych w tak zdobytej masie jest zwykle niewiele. Da się zdobyć więcej mięśni, stosując np. nielegalne metody (np. środki dopingujące), ale znów często zdarza się, iż „napuchnięcie” sylwetki oraz wzrost liczby kilogramów wynikają z retencji wody i sodu, co jest charakterystyczne dla środków przekształcających się do estrogenów (np. testosteron, Metanabol) lub wpływających na receptory estrogenowe (np. oxymetholone znany pod handlową nazwą Anapolon). Podobnie z zatrzymywania wody i wywoływania obrzęków słynie hormon wzrostu, który stał się popularnym środkiem dopingującym w latach 90. XX wieku. Z kolei insulina może prowadzić do nadmiernego składowania składników energetycznych, dlatego również może się wiązać z niekontrolowanym wzrostem masy ciała.

Czy da się stracić 10 kg tłuszczu miesięcznie?

Bardziej realna jest utrata kilkuset gramów tłuszczu miesięcznie, kilku kilogramów w kilka miesięcy, 10 kg w ciągu roku, półtora. W jednym z badań kobiety trenowały 4 x w tygodniu (2 x wytrzymałościowo, 2 x sesja łączona siłowo-wytrzymałościowa). Wydatkowały 2530 kcal tygodniowo i na dodatek stosowały dietę z deficytem 500 kcal (3500 kcal tygodniowo). Po ponad 3 miesiącach stosowania tego programu odnotowano spadek 5,5 kg masy, czyli panie traciły 392 g masy tygodniowo, niecałe 1,6 kg miesięcznie i z pewnością za spadek masy nie odpowiadała tylko tkanka tłuszczowa.

Podsumowanie

Nie należy wierzyć w zdjęcia, które obrazują niesamowite przemiany sylwetki, nieważne czy mowa jest o budowaniu mięśni, czy pozbywaniu się tkanki tłuszczowej. W normalnych okolicznościach na pozbycie się 10 kg tłuszczu, zmagazynowanego np. pod skórą czy w głębi tułowia, trzeba wielu miesięcy, ponieważ jest to odpowiednik 70000 kcal. 70000  kcal nikomu nic nie mówi, dlatego podam, iż średnia pizza pochodząca od czołowego dostawcy w Polsce jest źródłem od 1200 do 2000 kcal. Przyjmijmy, iż ma 1500 kcal. Czyli ta zmagazynowana w tkance tłuszczowej energia przypomina 46 średniej wielkości pizz. Oczekujesz, iż spalisz 46 średniej wielkości pizz w miesiąc? W rzeczywistości godzina treningu w najlepszym razie spowoduje utratę kilkuset kcal i wcale nie będzie to głównie tkanka tłuszczowa, bo  organizm niechętnie sięga po tego rodzaju paliwo i dzieje się tak niejednokrotnie dopiero po paru godzinach pracy. Dlatego pozbywanie się tłuszczu jest takie trudne, a jeszcze większym wyczynem jest budowanie mięśni, gdyż organizm niechętnie uzbraja się w spalającą kalorie tkankę mięśniową. Na zdjęciach publikowanych w Internecie bez trudu da się zobrazować dowolne przemiany sylwetki, ale jest to po prostu mniej lub bardziej wyrafinowane oszustwo.

Komentarze (1)
M-ka

Prawda bezobjawowa.

0